Mam bardzo jasną skórę i piegi, więc słońce potrafi dać mi się we znaki już po kilkunastu minutach. Krem z filtrem to u mnie podstawa, ale szybko przekonałam się, że to nie zawsze wystarcza. Czoło, nos i policzki nadal były mocno wystawione na promienie słoneczne. Do tego dochodziło uczucie nagrzanej głowy podczas spacerów. W końcu zaczęłam nosić kapelusz i dziś zastanawiam się, dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej.

Szerokie rondo robi różnicę. A głowa mniej się nagrzewa

Najbardziej zależało mi na tym, żeby kapelusz rzeczywiście chronił przed słońcem, a nie był tylko ozdobą. Model, który znalazłam w Pepco, ma odpowiednie rondo, dzięki czemu osłania twarz, uszy i część karku. Nie jest jednak za szerokie, nie muszę się martwić, że potrącę kapeluszem kogoś w zatłoczonym autobusie. Oczywiście nadal używam kremu i pamiętam, że żaden kapelusz nie zastępuje ochrony przeciwsłonecznej. Ale razem tworzą naprawdę dobry duet.

Zobacz także:

Szczególnie doceniam go podczas dłuższych spacerów, wycieczek czy plażowania, kiedy przez kilka godzin przebywam na słońcu. Największą różnicę zauważyłam jednak nie na twarzy, tylko... na głowie. Kiedy słońce świeci prosto z góry, bardzo szybko robi mi się gorąco. W kapeluszu jest przyjemniej dlatego, że ten model jest ażurowy, powietrze może swobodnie przepływać, głowa się nie poci. Ponadto jest wypleciony z... papieru. A to ma liczne zalety, bo papier robiony jest z celulozy drzewnej, to materiał naturalny, oddychający, łatwy do utrzymania. Przy czym wiadomo, że nie należy go prać, ale bez problemu czyszczę go wilgotną ściereczką lub gumką do mazania.

fot. pepco.pl

Pasuje prawie do wszystkiego. Z prostego zestawu robi modny look

Przyznam, że trochę obawiałam się, czy będę wyglądać w kapeluszu naturalnie. Okazało się, że niepotrzebnie. Jest bardzo twarzowy i pasuje do wielu moich letnich stylizacji. Najczęściej zakładam go do lnianej koszuli, sukienki albo zwykłych szortów i T-shirtu. Nawet bardzo prosty strój wygląda dzięki niemu bardziej wakacyjnie. Ostatnio zaczęłam też nieco kombinować i zawiązuje dookoła kapelusza kwiatową apaszkę albo przypinam do niego dużą broszkę. Też wygląda to świetnie. W sklepie dostępne są dwa rozmiary: S/M i M/L, także można dobrać odpowiednia szerokość do swojej głowy. Błękitny kolor będzie pasować zarówno takim jasnym blondynkom jak ja, jak i brunetkom czy szatynkom. Rudzielcom polecam inny model – w kolorze słomkowym. Też wykonany jest z papieru, ma ażurową strukturę i nieco szersze rondo, a kosztuje tyle samo. Dostępny jest w tym wypadku jeden rozmiar.

Kapelusz świetnie wygląda z tą szałową sukienką z Lidla. To mój top zestaw: Koleżanki nie wierzą, kiedy mówię, że to kiecka z Lidla. Quiet luxury, wiskoza i robi mi talię. Rozmiary szybko znikają

fot. pepco.pl

To mój niezbędnik na lato. Bez niego się nie ruszam

Jeszcze niedawno przed wyjściem z domu sprawdzałam tylko, czy mam telefon, klucze i krem z filtrem. Teraz do tej listy dołączył kapelusz z Pepco. Leży na szafce przy drzwiach i automatycznie zabieram go ze sobą, kiedy zapowiada się słoneczny dzień. Nie kupiłam go dlatego, że był modny. Po prostu chciałam lepiej chronić skórę i głowę przed słońcem. To, że przy okazji dobrze wygląda, jest miłym dodatkiem. Jeśli również macie piegi, jasna cerę, łatwo opalacie się na czerwono albo po prostu źle znosicie upały, taki prosty kapelusz może okazać się jednym z bardziej praktycznych zakupów tego lata. Nie kosztował wiele, a używam go niemal codziennie i wiem, że jeszcze długo mi posłuży.