Pierwsze chłodniejsze poranki wystarczą, żebym zaczęła przekładać zawartość szafy i wyciągać rzeczy, o których przez całe lato praktycznie nie pamiętałam. Wtedy zwykle okazuje się, że nie wszystkie przetrwały poprzedni sezon w równie dobrym stanie. Dzianiny mają tę przypadłość, że po czasie pojawiają się na nich kuleczki, kłaczki i nieestetyczny meszek, szczególnie w miejscach narażonych na częste tarcie. Nawet sweter, który nadal dobrze leży i nie ma żadnych uszkodzeń, potrafi przez to wyglądać na mocno zużyty. Tym razem, zanim zaczęłam cokolwiek odkładać do wyrzucenia, postanowiłam spróbować prostszego rozwiązania.

Golarka do ubrań z Biedronki kosztowała mnie 12,99 zł. W pudełku dostałam wszystko, czego potrzebowałam

Byłam akurat w Biedronce na zwykłych zakupach spożywczych, kiedy zajrzałam do alejki z czasową ofertą artykułów przemysłowych. Zwykle pojawiają się tam najróżniejsze rzeczy do domu i drobne sprzęty, które są dostępne tylko przez określony czas. Tym razem w oko wpadła mi golarka do ubrań. Takiego urządzenia potrzebowałam od dawna, bo moje swetry i grubsze dzianiny wyjątkowo łatwo się mechacą. Początek września okazał się idealnym momentem, żeby wreszcie zabrać się za ich odświeżanie.

Zobacz także:

Golarka ma moc 3 W i działa na dwie baterie AA, więc nie trzeba podczas pracy siedzieć przy gniazdku ani plątać się z przewodem. Co ważne, baterie są już dołączone do zestawu. W komplecie znalazły się również nasadka ochronna i mała szczoteczka do czyszczenia urządzenia. Pod perforowaną osłoną głowicy pracują ostrza, które ścinają wystające z powierzchni materiału kuleczki i kłaczki, a usunięte zmechacenia trafiają do pojemnika.

Za całość zapłaciłam dokładnie 12,99 zł, czyli prawie nic w porównaniu z nowym swetrem, który w sieciówce potrafi kosztować nawet 150 zł. Dodatkowym plusem jest 3-letnia gwarancja, więc jak na tak niedrogi sprzęt to naprawdę długie zabezpieczenie.

Golarka do ubrań występuje w trzech kolorach. Oczywiście wyszłam z różową

Przy tak prostym urządzeniu kolor właściwie nie powinien mieć większego znaczenia, ale wystarczyło, że zobaczyłam trzy wersje i od razu zaczęłam wybierać. Do dyspozycji są biała, szara i różowa. Pierwsza jest najbardziej neutralna, szara wygląda spokojnie i praktycznie, natomiast trzecia zdecydowanie najbardziej rzuca się w oczy. Nietrudno zgadnąć, która ostatecznie wylądowała u mnie. Nie mogłam się oprzeć i wzięłam różową.

fot. biedronka.pl

Obudowa w tym wariancie jest częściowo transparentna i ma cukierkowy, jasnoróżowy odcień. Metalowa, perforowana głowica pozostaje dobrze widoczna, podobnie jak pojemnik znajdujący się w dolnej części urządzenia. Dzięki temu całość nie wygląda jak kolejny nudny domowy sprzęt, który od razu chce się schować na dnie szuflady. Biała wersja jest z kolei bardziej minimalistyczna, a szara może spodobać się osobom, które wolą stonowane dodatki. Funkcjonalnie wybór koloru niczego oczywiście nie zmienia, ale skoro golarka ma mi towarzyszyć przy jesiennym przeglądzie całej szafy, różowa wersja po prostu sprawiła mi najwięcej frajdy.

Jeśli i tak planujesz nieco odświeżyć swoją garderobę na jesień, to zerknij na to cudo: W Pepco kupuję te bluzy w ciemno. Mam już 3, kosztują 30 zł, są lekkie, a pod spodem mają "misia"

Zmechacone swetry można odświeżyć w kilka minut. Z golarką trzeba jednak obchodzić się delikatnie

Pierwszą rzeczą, jakiej nauczyłam się przy goleniu dzianin, jest to, że pośpiech zdecydowanie nie jest tutaj wskazany. Sweter najlepiej rozłożyć na płaskiej, twardej powierzchni i dokładnie go wygładzić. Materiał nie powinien być pofałdowany ani pozwijany, bo głowica musi przesuwać się po możliwie równej powierzchni. Golarki nie dociskam też mocno do tkaniny. Wolę wykonywać spokojne, krótkie ruchy i kilka razy przejechać po bardziej zmechaconym miejscu, zamiast próbować usunąć wszystko jednym mocnym pociągnięciem.

Szczególnej ostrożności wymagają okolice szwów, ściągaczy, guzików, zamków oraz wszelkich wypukłych dekoracji. Przy bardzo delikatnej albo luźno plecionej dzianinie najpierw robię próbę w mało widocznym miejscu i dopiero później przechodzę dalej. Nie próbuję też „golić” wystających nitek – takie fragmenty trzeba omijać, żeby przypadkiem ich nie przeciąć i nie uszkodzić splotu.

Pojemnik warto regularnie opróżniać, a głowicę oczyścić dołączoną szczoteczką po skończonej pracy. Zmechacone swetry, które jeszcze chwilę wcześniej wyglądały na mocno znoszone, po takim odświeżeniu prezentują się znacznie schludniej. Zanim więc tej jesieni wyrzucę kolejną dzianinę tylko z powodu kulek i meszku, najpierw poświęcę jej kilka minut z golarką.