Siwe odrosty bywają szczególnie kłopotliwe przy ciemniejszych włosach, ponieważ nawet pojedyncze jasne pasma szybko stają się widoczne. Regularne wizyty u fryzjera oznaczają jednak spory wydatek, a częste sięganie po trwałą koloryzację nie zawsze jest tym, na co mam ochotę. Dlatego od pewnego czasu chętnie testuję rozwiązania, które pozwalają przedłużyć świeży wygląd koloru pomiędzy farbowaniami. Jeden z takich kosmetyków zaskoczył mnie jednak na tyle, że został ze mną na dłużej.

Maska do włosów z Rossmanna zaskoczyła mnie już po pierwszym użyciu. Kawowy brąz pięknie odświeża mój kolor

Na koloryzującą maskę 2w1 Neboa trafiłam właściwie przypadkiem podczas zakupów w Rossmannie. Początkowo podeszłam do niej z dystansem, bo nie spodziewałam się, że zwykła maska da na moich włosach szczególnie widoczny rezultat. Wybrałam odcień kawowy brąz, który podbija naturalny brąz, dodaje mu ciepłych refleksów i sprawia, że kolor wygląda na głębszy. Największe zaskoczenie przyszło jednak wtedy, gdy zobaczyłam, jak prezentują się moje siwe pasma. Zostały wyraźnie stonowane.

Zobacz także:

Od tego czasu sięgam po kosmetyk pomiędzy kolejnymi koloryzacjami. Nie traktuję go jako zamiennika trwałej farby, ale u mnie świetnie sprawdza się wtedy, gdy siwizna zaczyna być już widoczna, a ja nie chcę jeszcze umawiać kolejnej wizyty u fryzjera. Maska dostępna jest w wielu wariantach kolorystycznych, dlatego można dobrać odcień do swoich pasm i oczekiwanego efektu. Co więcej, teraz trafiła na świetną promocję. Za 100 ml zapłacimy tylko 24,49 zł zamiast regularnych 37,99 zł. Jak na kosmetyk, który jednocześnie odświeża kolor i pielęgnuje włosy, to naprawdę niewielki wydatek.

fot. rossmann.pl

Maska na siwe włosy robi znacznie więcej niż tonowanie. Efekt glossy zauważyłam również na długości

Najbardziej podoba mi się to, że wraz z odświeżeniem koloru dostaję również efekt typowy dla kosmetyku pielęgnacyjnego. Po użyciu pasma są bardziej wygładzone, miękkie i błyszczące, dzięki czemu brąz wygląda jeszcze lepiej. To właśnie ten połysk daje efekt glossy. Włosy wyglądają na bardziej zadbane, a kolor nabiera głębi.

W formule znalazły się oleje migdałowy i jojoba oraz witamina E, które odpowiadają za pielęgnującą stronę produktu. Mają odżywiać, wygładzać i pomagać zachować miękkość włosów. Na plus przemawia też wegańska formuła pozbawiona amoniaku i wody utlenionej. Pigmenty odpowiadają natomiast za tymczasową zmianę i odświeżenie odcienia. Efekt nie jest trwały – według producenta może utrzymywać się nawet do 8 myć, choć ostateczny rezultat zależy od wyjściowego koloru oraz kondycji włosów.

To też może cię zainteresować: Moje włosy były suche i napuszone, a maska z miodlą indyjską z promocji Rossmanna zmieniła je w lśniącą taflę. Przy kasie dają mocny gratis

Maska koloryzująca do włosów działa w kilkanaście minut. Tak używam jej w domu

Samo stosowanie jest proste i nie wymaga organizowania w łazience domowego salonu fryzjerskiego. Najpierw dokładnie myję włosy szamponem, a następnie delikatnie odsączam z nich nadmiar wody. Przed aplikacją zakładam rękawiczki ochronne, ponieważ kosmetyk zawiera pigmenty. Maskę rozprowadzam równomiernie na wilgotnych włosach, zwracając szczególną uwagę na miejsca, w których najbardziej zależy mi na odświeżeniu koloru. Potem pozostaje już tylko poczekać na efekt.

Przy zwykłym odświeżaniu odcienia producent zaleca pozostawić kosmetyk na 7–10 minut. Jeśli zależy mi na intensywniejszym rezultacie, czas można wydłużyć do 15–20 minut. Na końcu bardzo dokładnie spłukuję włosy wodą i stylizuję je jak zwykle. Cały zabieg zajmuje więc niewiele czasu, a nie muszę od razu sięgać po trwałą farbę, gdy tylko zauważę pierwsze siwe pasma. Dla mnie to przede wszystkim prosty sposób na podtrzymanie brązu i przeciągnięcie czasu do kolejnej pełnej koloryzacji.