Moje włosy potrafią mieć naprawdę złe dni. Są matowe, szorstkie, a końcówki żyją własnym życiem. W takich momentach najchętniej wykupiłabym pół drogeryjnej półki z maskami wygładzającymi. Tylko po co, skoro niektóre składniki pielęgnacyjne mam już w kuchni? Ostatnio zainteresował mnie prosty patent z miodem i zwykłą odżywką do włosów. Dwie łyżki słodkości, kilka minut przygotowania i można urządzić sobie domowe SPA bez wydawania kilkudziesięciu złotych na kolejny kosmetyk.
Zamiast kolejnej maski za kilkadziesiąt złotych, wyciągam miód ze spiżarni. Włosy mogą go polubić
Z domowymi sposobami na włosy bywa różnie. Jedne wymagają tylu składników, że łatwiej byłoby po prostu kupić gotową maskę, a inne kończą się długim wymywaniem resztek z pasm. Tutaj sprawa jest jednak prostsza. Potrzebuję tylko odżywki, której używam na co dzień, i słoika miodu.
Zobacz także:
Ten drugi kojarzy mi się przede wszystkim z dodatkiem do herbaty i zimowymi wypiekami. Okazuje się jednak, że ma też zastosowanie w pielęgnacji włosów. Miód jest naturalnym humektantem, czyli składnikiem, który pomaga wiązać wodę. Dzięki temu może wspierać utrzymanie odpowiedniego nawilżenia pasm, a w połączeniu z odżywką sprzyjać ich wygładzeniu.
Sama odżywka również ma tutaj ważne zadanie. Dostarcza składników, które ułatwiają rozczesywanie i sprawiają, że włosy są przyjemniejsze w dotyku. Do tego pomaga rozprowadzić lepki miód, więc nie muszę nakładać go bezpośrednio na całe pasma.
Najbardziej przekonuje mnie prostota tego pomysłu. Nie trzeba kupować pięciu olejków ani przygotowywać skomplikowanych mieszanek. A jeśli mam już oba składniki w domu, taka dodatkowa porcja pielęgnacji nie kosztuje mnie praktycznie nic.
fot. Getty / kazmulka
Dwie łyżki miodu, odżywka i 20 minut dla siebie. Tak przygotowuję domową maseczkę do włosów
Wieczorne mycie włosów lubię zamienić w mały rytuał. Włączam ulubioną muzykę, przygotowuję ręcznik i na chwilę zapominam o liście rzeczy do zrobienia. Do pełni szczęścia brakuje tylko czegoś, co pomoże okiełznać przesuszone końcówki.
Przygotowanie miodowej maseczki jest banalnie proste. Do małej miseczki dodaję 2 łyżki miodu i 2-3 łyżki ulubionej odżywki do włosów. Najchętniej sięgam po taką z emolientami, czyli składnikami pomagającymi wygładzić pasma i ograniczyć utratę wilgoci. Mieszam wszystko do uzyskania jednolitej konsystencji.
Gotową maseczkę nakładam na umyte, lekko wilgotne włosy, skupiając się na ich długości i końcówkach. Nie ma potrzeby wcierać jej w skórę głowy. Następnie zbieram włosy i zakładam czepek, żeby mieszanka nie spływała na ubranie.
Po 15-20 minutach dokładnie spłukuję maseczkę letnią wodą. Jeśli czuję, że na włosach pozostała lepka warstwa, delikatnie domywam je szamponem.
Do mieszanki można też dodać niewielką ilość oleju, na przykład arganowego lub oliwy z oliwek. Przy cienkich włosach zaczęłabym jednak od samego miodu i odżywki. Zbyt bogata mieszanka może niepotrzebnie obciążyć fryzurę.
Miodowa maseczka to nie wszystko. Jeden drobiazg pomaga zatrzymać efekt wygładzenia na dłużej
Przy domowych eksperymentach pielęgnacyjnych łatwo wpaść w pułapkę, że skoro coś jest dobre, to większa ilość musi działać jeszcze lepiej. Z włosami niekoniecznie tak jest. Dwie łyżki miodu w zupełności wystarczą na początek, a przy krótkich lub cienkich pasmach można przygotować nawet mniejszą porcję.
Nie traktowałabym też takiej maseczki jako zamiennika całej pielęgnacji. Miód może pomóc w nawilżeniu, ale równie ważne są emolienty, które wygładzają powierzchnię włosów. Po spłukaniu mieszanki można więc nałożyć niewielką ilość lekkiej odżywki emolientowej, jeśli pasma nadal tego potrzebują.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać. Przy bardzo wilgotnym powietrzu włosy skłonne do puszenia mogą reagować na humektanty inaczej, niż byśmy chciały. Jeśli po miodowej maseczce fryzura staje się bardziej niesforna, lepiej zmniejszyć ilość miodu lub stosować taki zabieg rzadziej.
Ten domowy patent również warto sprawdzić: Natura poskąpiła mi pigmentu w brwiach, ale znalazłam patencik na wydobycie koloru bez henny. Wystarczy zaparzyć 2 tanie składniki
Nie spodziewam się, że jeden domowy rytuał zamieni zniszczone końcówki w idealnie gładką taflę. Ale jako niedrogi dodatek do zwykłej odżywki? Brzmi kusząco. Zwłaszcza kiedy mam ochotę trochę dopieścić włosy, a portfel zdecydowanie nie ma ochoty na kolejne drogeryjne wydatki.
Obserwuj nas na Google







