Duże zmiany w domowym budżecie często zaczynają się od małych przyzwyczajeń. Zakręcam kran podczas mycia zębów, nie puszczam pralki z kilkoma rzeczami i pilnuję, żeby nic nie kapało. O toalecie długo w ogóle nie myślałam, bo przecież korzysta się z niej automatycznie. Przycisk, spłukanie i po sprawie. Tymczasem szczególnie starszy zbiornik potrafi za każdym razem pobierać tę samą porcję wody, nawet gdy pełne spłukanie nie jest potrzebne. Właśnie dlatego zainteresował mnie banalnie prosty patent, który nie wymaga kupowania żadnego specjalnego gadżetu.
Jak oszczędzać wodę w toalecie bez wymiany całej spłuczki? W starszym zbiorniku pomaga zwykła plastikowa butelka
Gdy pierwszy raz usłyszałam o tym sposobie, pomyślałam, że chodzi o jakiś domowy środek do czyszczenia toalety. Nic podobnego. Plastikowej butelki nie opróżniamy do zbiornika. Napełniamy ją wodą, mocno zakręcamy i w całości wkładamy do środka. Zasada jest banalnie prosta. Zamknięta butelka zajmuje przestrzeń, którą normalnie wypełniałaby woda. Litrowe opakowanie zabiera mniej więcej tyle miejsca, ile odpowiada jego objętości. Po spuszczeniu wody zbiornik ponownie się napełnia, ale potrzebuje jej mniej.
Zobacz także:
Właśnie na tym polega ten patent na oszczędzanie wody. Nie zakręcam zaworu, nie rozkręcam mechanizmu i nie kupuję nowej spłuczki. Zmniejszam po prostu wolną przestrzeń wewnątrz zbiornika. Nie wybieram jednak od razu największej butelki, jaką znajdę. To jeden z tych przypadków, kiedy więcej wcale nie znaczy lepiej. Zbyt mocne ograniczenie ilości wody sprawia, że toaleta nie spłukuje skutecznie. Wtedy trzeba użyć przycisku drugi raz i cała oszczędność znika. Dlatego zaczynam od mniejszej butelki. Po jej umieszczeniu robię kilka prób i obserwuję, czy wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Gdy jedno spłukanie wystarcza, patent spełnia swoje zadanie, a ja już wiem, jak oszczędzać wodę w toalecie.
fot. Adobe Stock | titikul_b
Mniejsze zużycie wody w spłuczce ma sens tylko wtedy, gdy mechanizm działa bez zarzutu. Butelka nie może blokować pływaka ani zaworu
Nie wrzucam butelki do zbiornika i nie zamykam od razu pokrywy. Najpierw zaglądam do środka i patrzę, gdzie znajdują się ruchome elementy. To ważne, bo opakowanie nie może przeszkadzać pływakowi, zaworowi napełniającemu ani mechanizmowi uruchamianemu przy spłukiwaniu. Pełna butelka jest cięższa, więc łatwiej pozostaje na swoim miejscu. Mocno dokręcam zakrętkę i ustawiam ją w wolnej przestrzeni. Nie wciskam jej między elementy mechanizmu i nie próbuję upchnąć na siłę. Później kilka razy spuszczam wodę. Patrzę, czy zbiornik prawidłowo się opróżnia, ponownie napełnia i zatrzymuje dopływ w odpowiednim momencie. Słucham też, co dzieje się po wszystkim.
Chcesz więcej ciekawych porad do domu? To też sprawdź: KonMari nie każe codziennie latać ze ścierką. Japoński sposób na porządek jest znacznie sprytniejszy, a bałagan nie wraca
Ciągły szum wody jest dla mnie sygnałem ostrzegawczym. Tak samo reaguję, gdy mechanizm zaczyna się zacinać. Wtedy wyjmuję butelkę albo zmieniam jej położenie. Źle ustawiony przedmiot może przeszkadzać w prawidłowym działaniu spłuczki. To ważne również wtedy, gdy zastanawiamy się, jak zmniejszyć zużycie wody w spłuczce bez wydawania pieniędzy. Domowy patent ma sens tylko wtedy, gdy toaleta nadal działa prawidłowo. Nie oszczędzę przecież wody, gdy przez zbyt małą porcję będę za każdym razem spłukiwać dwa razy.
Patent na oszczędzanie wody najlepiej pasuje do starszych toalet. Przy dwóch przyciskach dodatkowa sztuczka często nie jest potrzebna
Zanim zdejmę pokrywę spłuczki, patrzę na jej przyciski. W nowszych modelach często są dwa. Jeden uruchamia mniejsze spłukiwanie, drugi większe. Mechanizm już daje więc możliwość dopasowania ilości wody do sytuacji. Butelka ma większy sens w starszych zbiornikach, które za każdym naciśnięciem przycisku wykorzystują podobną porcję wody. Właśnie tam prosty sposób może ograniczyć pojemność zbiornika bez jego wymiany.
Przy okazji robię jeszcze jeden mały test. Czekam, aż spłuczka całkowicie się napełni, i nasłuchuję. Gdy woda nadal płynie albo widzę w muszli cienki strumień, nie zajmuję się żadnymi trikami. Najpierw trzeba znaleźć przyczynę nieszczelności. To zresztą jedna z ważniejszych zasad, gdy zastanawiam się, jak oszczędzać wodę w domu. Zanim zacznę szukać sprytnych sposobów, sprawdzam, czy instalacja zwyczajnie jej nie marnuje. Przeciekająca spłuczka działa przez całą dobę, dlatego butelka nie rozwiązuje takiego problemu. Nie naprawia zaworu i nie uszczelnia mechanizmu. W takim przypadku najpierw zajmuję się usterką, a dopiero później wracam do ograniczania ilości wody podczas pojedynczego spłukania.
Nie zawsze trzeba wkładać coś do zbiornika, żeby oszczędzać wodę. W niektórych spłuczkach wystarczy odpowiednio ustawić pływak
Jest jeszcze jeden sposób na mniejsze zużycie wody w spłuczce. Część starszych zbiorników pozwala zmienić poziom napełnienia za pomocą pływaka. To element, który unosi się razem z wodą, a po osiągnięciu określonego poziomu dopływ zostaje zamknięty. Gdy konstrukcja pozwala na regulację, można ustawić pływak tak, aby zbiornik przestawał się napełniać wcześniej. Wtedy nie potrzebuję butelki, bo sama spłuczka pobiera mniejszą porcję. Nie grzebię jednak przy mechanizmie bez sprawdzenia, jak działa konkretny model. Nie wyginam elementów i nie przesuwam ich na siłę. Spłuczki różnią się konstrukcją, dlatego regulację wykonuje się zgodnie z rozwiązaniem zastosowanym w danym zbiorniku. Po zmianie znowu robię prosty test. Jedno spłukanie musi wystarczyć. Gdy wody jest za mało, zwiększam poziom. Oszczędność nie może oznaczać gorszego działania toalety.

Obserwuj nas na Google







