Jesienią i zimą różnicę w domu robią czasem naprawdę drobne rzeczy. Rano jest ciemno, wieczorem robi się ciemno zdecydowanie za szybko, a ja nie zawsze mam ochotę zapalać główne światło. W kuchni szczególnie doceniam delikatniejsze oświetlenie blatu. Przydaje się podczas robienia herbaty, szykowania kolacji czy nocnej wyprawy po szklankę wody. Zaczęłam więc zwracać większą uwagę na małe lampki, które dają światło dokładnie tam, gdzie go potrzebuję.

Wchodzę do kuchni, a światło pojawia się samo. Czujnik ruchu robi tu najważniejszą robotę

Akumulatorowa lampka podszafkowa Livarno z Lidla zainteresowała mnie przede wszystkim czujnikiem ruchu. W trybie automatycznym wykrywa ruch z odległości około 2 metrów. Po mniej więcej 30 sekundach światło samo się wyłącza. I właśnie taki sposób działania widzę u siebie w kuchni. Wchodzę wieczorem, podchodzę do blatu i nie muszę po omacku szukać włącznika na ścianie. Nie zapalam też głównego światła tylko po to, żeby nalać sobie wody. Dla mnie to szczególnie wygodne nocą, kiedy mocne światło zwyczajnie razi w oczy.

Zobacz także:

Lampka ma przełącznik z trzema ustawieniami. Można ją włączyć, wyłączyć albo pozostawić w trybie automatycznym. To ważne, bo czujnik ruchu nie jest jedynym sposobem korzystania z urządzenia. Kiedy przygotowuję coś przy blacie i potrzebuję światła przez dłuższy czas, korzystam ze zwykłego włączenia. Tryb automatyczny zostawiam na sytuacje, gdy przechodzę przez kuchnię i potrzebuję światła tylko przez chwilę. To raczej praktyczne, jasne oświetlenie niż ciepły, dekoracyjny blask znany z lampek stojących w salonie. I akurat pod kuchenną szafką ma to dla mnie sens. Tutaj zależy mi przede wszystkim na tym, żeby dobrze widzieć blat.

fot. lidl.pl

Kabel nie musi zwisać mi spod kuchennej szafki. Wbudowany akumulator pozwala korzystać z lampki bez stałego podłączenia

Lampa ma akumulator, więc podczas świecenia nie musi pozostawać podłączona do gniazdka. Co pewien czas trzeba ją jednak naładować za pomocą dołączonego przewodu USB. Dla mnie właśnie to jest jedna z jej najpraktyczniejszych cech. Pod szafkami kuchennymi nie mam gniazdka dokładnie w miejscu, w którym chcę dodatkowego światła. Nie chcę też prowadzić przewodu po ścianie ani zastanawiać się, jak go ukryć. Tutaj po naładowaniu lampę po prostu odkładam na miejsce.

Chcesz więcej ciekawych gadżetów aranżacyjnych? To też może ci się spodobać: Nie potrzebuję dyni na każdym parapecie, żeby poczuć jesień. Ta zazdrostka z Pepco robi to subtelniej, a tylko 10 zł. Co na to Sinsay?

Lidl sprzedaje dwa warianty urządzenia, pałąk oraz panel. Panel ma około 30 cm długości, 4 cm głębokości i zaledwie 0,9 cm wysokości. Ma 48 diod LED. Drugi wariant ma około 31 cm długości, 30 diod LED oraz około 200 lumenów. Oba są przeznaczone do użytku wewnętrznego. Za lampkę trzeba zapłacić 44,99 zł. Nie traktuję jej jako zamiennika całego oświetlenia kuchni. To raczej dodatkowe źródło światła w miejscu, w którym często go brakuje. Przy blacie, pod szafką czy w innym ciemniejszym zakamarku właśnie taka niewielka listwa ma dla mnie więcej sensu niż kolejna mocna lampa sufitowa.

Nie trzeba na stałe przykręcać lampki do szafki. Magnetyczny uchwyt ułatwia zdejmowanie jej do ładowania

Przy takich gadżetach zawsze patrzę na montaż. Nawet najlepsza lampka szybko zaczyna mnie denerwować, gdy do każdego ładowania trzeba kombinować ze śrubkami. W tym modelu zastosowano magnetyczny uchwyt, dzięki któremu samą lampę można łatwo wyjąć i później ponownie umieścić na swoim miejscu. Producent przewidział dwie możliwości mocowania. Można wykorzystać samoprzylepną powierzchnię z tyłu albo dołączone śruby. To daje wybór zależnie od miejsca, w którym chcemy zamontować oświetlenie. Ja przed przyklejeniem czegokolwiek dokładnie oczyszczam i odtłuszczam powierzchnię. Dzięki temu mocowanie ma lepsze warunki do trzymania się podłoża.

Magnes ma jeszcze jedną zaletę. Nie jestem przywiązana do jednego miejsca w taki sposób, jak przy tradycyjnej lampie podłączonej przewodem. Gdy akumulator wymaga ładowania, zdejmuję lampkę z uchwytu i podłączam ją do kabla. W zestawie znajduje się przewód USB o długości około 30 cm, akumulator, instrukcja oraz materiały montażowe. Podoba mi się też to, że całość nie zajmuje wiele miejsca. Pod kuchennymi szafkami każdy centymetr ma znaczenie, szczególnie gdy stoją tam ekspres, czajnik czy pojemniki z przyprawami. Płaski panel nie zabiera miejsca na blacie, bo pracuje nad nim. 

Podszafkowa lampka przydaje się nie tylko podczas nocnych wypraw po wodę. Widzę dla niej kilka praktycznych miejsc w domu

Kuchnia nasuwa się jako pierwsza, bo pod szafkami często powstają ciemniejsze miejsca. Ja widzę jednak więcej zastosowań dla takiego oświetlenia. Lampka pasuje do wnętrza szafy, garderoby albo schowka, czyli wszędzie tam, gdzie nie zawsze mamy wygodny dostęp do gniazdka. Trzeba tylko pamiętać, że producent przeznacza urządzenie wyłącznie do użytku wewnętrznego. W kuchni najbardziej odpowiada mi montaż nad fragmentem blatu używanym wieczorem. Nie potrzebuję wtedy oświetlać całego pomieszczenia. Czujnik robi swoje, światło pojawia się po wykryciu ruchu, a po około pół minuty w trybie automatycznym gaśnie. Nie pamiętam o wyłączaniu i nie wracam specjalnie do włącznika.