Jesienią zawsze mam ochotę coś zmienić w mieszkaniu. Nie chodzi mi jednak o wielkie remonty ani kosztowne zakupy. Wolę drobiazgi, które od razu widać, a do tego można je wykorzystywać przez wiele miesięcy. Ostatnio coraz częściej zaglądam więc do działów z wyposażeniem kuchni. Zauważyłam bowiem, że nawet najprostszy obiad smakuje przyjemniej, kiedy stół jest ładnie nakryty. A przecież w najbliższych tygodniach okazji do rodzinnych spotkań nie zabraknie.
Jesień przynosi coraz więcej okazji do rodzinnych spotkań. Z tego powodu postanowiłam wreszcie wymienić moje zwykłe szklanki
Koniec października to dla mnie początek okresu, kiedy przy stole spędzamy znacznie więcej czasu. Najpierw przychodzi Wszystkich Świętych, kiedy po odwiedzeniu grobów często spotykamy się z rodziną na obiedzie. Później są andrzejki, a zanim się obejrzę, zaczynają się przygotowania do Bożego Narodzenia.
Zobacz także:
Przy takich okazjach zawsze wyciągam z szafki ładniejsze talerze, obrus i sztućce. Przez długi czas nie zwracałam jednak większej uwagi na szklanki. Korzystałam z najzwyklejszych, przezroczystych modeli. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Zwykłe szkło jest praktyczne i pasuje do wszystkiego. Zaczęłam jednak zauważać, że przy odświętnie nakrytym stole wygląda trochę nijako. Szczególnie gdy obok stoją eleganckie kieliszki, świeczniki i dekoracyjne talerze.
Nie chciałam kupować całego nowego serwisu. Zależało mi raczej na czymś niedrogim, ale na tyle charakterystycznym, żeby od razu odmieniło wygląd stołu. Najlepiej, gdyby takie naczynia pasowały zarówno do niedzielnego obiadu, jak i do świątecznej kolacji.
Właśnie dlatego zaczęłam rozglądać się za szklankami z delikatnym kolorem i ozdobnym tłoczeniem. Najbardziej podobają mi się modele, które przypominają dawne szkło z kredensów naszych mam i babć, ale jednocześnie wyglądają nowocześnie. W końcu trafiłam do Jysk. Przy półce ze szkłem zatrzymałam się na dłużej, bo jeden model od razu przyciągnął mój wzrok. Co ciekawe, nie tylko ja zwróciłam na niego uwagę. Pani przede mną wybierała kolejne sztuki, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinnam zrobić tego samego.
Szklanki Gunvald z Jysk kosztują tylko 10 zł za sztukę. Miodowe szkło i ozdobne tłoczenia wyglądają wyjątkowo elegancko
Mowa o szklance Gunvald z Jysk, która kosztuje 10 zł za sztukę. Ma pojemność 35 cl, czyli 350 ml, i wysokość 10 cm. To całkiem wygodny rozmiar na wodę, sok, lemoniadę czy domowy kompot. Najbardziej spodobał mi się jej kolor. Szkło ma delikatny, brązowy odcień, który w świetle wygląda trochę jak rozcieńczony miód. Nie jest to mocna, ciemna barwa. Szklanka pozostaje przezroczysta, ale ma ciepły ton, dzięki któremu wygląda ciekawiej od klasycznych bezbarwnych naczyń.
fot. archiwum prywatne/Story.pl
Drugą rzeczą, na którą od razu zwróciłam uwagę, jest faktura. Powierzchnia szklanki jest dekoracyjnie tłoczona, a dolna część ma wyraźne załamania i grubsze dno. Światło odbija się od tych nierówności, tworząc efekt przypominający szlifowane szkło.
Nie jest to oczywiście kryształ, ale wizualnie szklanka ma w sobie coś z dawnych eleganckich naczyń, które trzymało się za szybą w kredensie i wyciągało tylko dla gości. Podoba mi się również jej kształt. Gunvald jest nieco szersza u góry, a jej dolna część ma charakterystyczne, geometryczne wykończenie. Dzięki temu nie wygląda jak zwykła szklanka z supermarketu.
Miodowe szklanki pasują do jesiennych i świątecznych aranżacji. Tak wykorzystam je na Wszystkich Świętych, andrzejki i Boże Narodzenie
Największą zaletą takich szklanek jest dla mnie to, że można je wykorzystać na wiele sposobów. Nie są przypisane do jednego święta ani konkretnego koloru obrusu. Wystarczy zmienić kilka dodatków, a cały stół wygląda zupełnie inaczej.
Na rodzinny obiad z okazji Wszystkich Świętych wybrałabym spokojną, stonowaną aranżację. Jasny obrus, kremowe talerze i lniane serwetki stworzą elegancką bazę. Do tego niewielki wazon z jesiennymi gałązkami albo kilka suszonych liści ułożonych pośrodku stołu. Brązowe szkło pięknie komponuje się z beżem, bielą i naturalnym drewnem. Nie potrzebuje przy tym błyszczących dodatków. W takiej oprawie nakrycie wygląda schludnie i przytulnie, ale nie jest przesadnie wystawne.
Na andrzejki pozwoliłabym sobie na trochę więcej blasku. Zamiast jasnego obrusu położyłabym ciemnozielony bieżnik, a obok szklanek ustawiła niewielkie świeczniki. Ciepły odcień szkła dobrze współgra ze złotymi detalami, więc wystarczą nawet proste obrączki na serwetki w tym kolorze.
Podoba mi się też pomysł na nakrycie z czarnymi lub grafitowymi talerzami. Takie zestawienie jest bardziej nowoczesne, a jednocześnie nie wymaga drogich ozdób. Można wykorzystać rzeczy, które już mamy w domu. Najwięcej możliwości widzę jednak przy bożonarodzeniowym stole. Brązowe szklanki pasują do tradycyjnej czerwieni i zieleni, ale równie ładnie wyglądają w towarzystwie białej porcelany.
To również może cię zainteresować: Weszłam do Pepco, a tam pełno czerwonych metek. Wyprzedają porcelanę 45% taniej. Falowane brzegi mnie oczarowały
Na Wigilię postawiłabym na biały obrus, zielone gałązki i kilka czerwonych akcentów. Mogą to być serwetki, małe kokardki albo drobne ozdoby ułożone między talerzami. Nie przesadzałabym z ilością dekoracji, bo przy świątecznych potrawach i tak szybko robi się ciasno. Z kolei na pierwszy lub drugi dzień świąt chętnie wybrałabym bardziej swobodne nakrycie. Drewniana deska z ciastem, jasne talerzyki i szklanki Gunvald wystarczą, żeby nawet popołudniowa kawa z rodziną miała odświętny charakter.

Obserwuj nas na Google







