Mam w kuchni kilka rzeczy, z którymi zdecydowanie za długo zwlekałam, jeśli chodzi o wymianę. Stara patelnia była jedną z nich. Niby jeszcze dało się na niej coś usmażyć, ale coraz częściej jedzenie przywierało do dna, a późniejsze szorowanie skutecznie odbierało mi ochotę na gotowanie. W końcu powiedziałam sobie dość. Nie potrzebowałam żadnych wymyślnych naczyń, tylko czegoś porządnego do codziennego użytku. I właśnie podczas zwykłych zakupów spożywczych znalazłam coś, co bardzo mi odpowiada.

Patelnię z Biedronki kupiłam za 29,99 zł. Już po pierwszym smażeniu wiedziałam, że dobrze wybrałam

W Biedronce wypatrzyłam niewielką patelnię Florina za 29,99 zł. Ma 20 cm średnicy, więc nie jest to wielkie naczynie do przygotowywania obiadu dla całej rodziny. Ale właśnie takiej szukałam. Do usmażenia dwóch jajek, podsmażenia cebulki czy przygotowania szybkiej kolacji nie potrzebuję przecież patelni zajmującej pół kuchenki.

Zobacz także:

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to jej wykonanie. Patelnia jest porządna, ma przyjemny ciężar i nie sprawia wrażenia tandetnej. Lubię takie klasyczne naczynia, bez zbędnych udziwnień. Czarna patelnia, wygodna rączka i tyle. Niczego więcej mi nie trzeba.

fot: biedronka.pl

Prawdziwy sprawdzian przyszedł jednak dopiero w kuchni. Przy pierwszym smażeniu od razu zauważyłam różnicę w porównaniu ze starą patelnią. Nic mi nie przywierało, jedzenie łatwo odchodziło od powierzchni, a po wszystkim nie musiałam długo stać przy zlewie. Oczywiście dopiero dłuższe użytkowanie pokaże, jak będzie wyglądała po kilku miesiącach. Na razie jednak jestem naprawdę zadowolona. Szczególnie że za takie pieniądze nie spodziewałam się aż tak przyjemnego gotowania.

Następnego dnia wróciłam do Biedronki po rondelek Florina. Taki mały garnek przydaje się niemal codziennie

Wieczorem pomyślałam, że właściwie przydałby mi się jeszcze niewielki garnek. Mam w szafce kilka większych, ale ile razy można wyciągać spory gar do podgrzania odrobiny sosu albo mleka?

Dlatego następnego dnia znowu zajrzałam do Biedronki. Tym razem kupiłam rondelek Florina o pojemności 1 litra, z tej samej oferty co patelnia. Kosztował 34,99 zł, więc za oba naczynia zapłaciłam łącznie 64,98 zł.  Taki mały rondelek to dla mnie jedna z najbardziej praktycznych rzeczy w kuchni. Można w nim przygotować porcję owsianki, podgrzać zupę na jeden talerz, rozpuścić masło albo zrobić niewielką ilość sosu do obiadu. Zamiast brudzić duży garnek, wyciągam coś znacznie poręczniejszego.

Podoba mi się też, że oba naczynia są utrzymane w podobnym, prostym stylu. Nie mam potrzeby kupowania wielkich kompletów garnków, w których później połowa elementów tylko zajmuje miejsce. Wolę dobierać pojedyncze sztuki, z których naprawdę korzystam.

Czytaj także: Jak stoliczki z PRL-u, ale w nowoczesnym wydaniu. W moim Action został tylko jeden, to wzięłam bez wahania

Dobra patelnia nie musi kosztować majątku. Odpowiednie użytkowanie pomoże zachować ją na dłużej

Przy okazji wymiany patelni postanowiłam też bardziej pilnować kilku prostych zasad. Wcześniej zdarzało mi się zostawiać pustą patelnię na rozgrzanym palniku albo od razu po smażeniu wkładać gorące naczynie pod zimną wodę. Teraz staram się tego unikać.

Nie używam też metalowych widelców do przewracania jedzenia. Wolę sięgnąć po łopatkę odpowiednią do rodzaju powłoki. Dzięki temu łatwiej ograniczyć ryzyko zarysowań. Do mycia wystarcza mi miękka gąbka i zwykły płyn do naczyń. Oczywiście zawsze trzeba też sprawdzić zalecenia producenta.

Oferta na patelnię i rondelek Florina w Biedronce obowiązuje od 19 do 31 października. Warto jednak pamiętać, że dostępność poszczególnych naczyń może się różnić między sklepami. Ja na razie nie planuję kolejnych zakupów do kuchni. Mała patelnia i litrowy rondelek w zupełności wystarczą mi do wielu codziennych zadań. A stara patelnia? Wreszcie mogłam się z nią pożegnać bez najmniejszego żalu.