Moda na rzeczy z dawnych lat nie kończy się na ubraniach. Coraz częściej zaglądam do wnętrz i widzę rozwiązania, które jeszcze niedawno wiele osób uznałoby za staromodne. Kwiatowe wzory, koronki, ceramika wyglądająca jak odziedziczona po babci czy ozdobne tekstylia znowu pojawiają się w naszych mieszkaniach. Sama lubię takie powroty, szczególnie gdy jeden niewielki detal wystarcza, żeby zwyczajne okno nabrało zupełnie innego charakteru.
Mama spojrzała na koronkową firanę i od razu przypomniał jej się dom babci. Sinsay wraca do wzorów, które dobrze znamy
„Podebrałaś firankę z kredensu babci?” Tak zareagowała moja mama, kiedy zobaczyła ten model. I właściwie trudno mi się dziwić, bo koronkowa firana Sinsay mocno nawiązuje do dekoracji, które pamiętam z rodzinnego domu. Jest biała, ma koronkową strukturę i wyraźny kwiatowy wzór. Nie próbuje udawać minimalistycznej firany, która ma niemal znikać na tle okna. Tutaj dekoracyjność jest najważniejsza. Właśnie to zwróciło moją uwagę. Przez ostatnie lata przyzwyczaiłam się do bardzo prostych dekoracji okiennych. Gładka biel, delikatna struktura, ewentualnie subtelny haft. Koronka wydawała mi się czymś, co zostało w mieszkaniach sprzed kilku dekad. Kiedy jednak zobaczyłam ją ponownie, pomyślałam, że w odpowiednim otoczeniu wcale nie musi wyglądać staroświecko.
Zobacz także:
Klucz tkwi w tym, z czym ją zestawimy. Ja nie dodaję do niej wielu innych wzorów. Przy tak dekoracyjnej firance wolę prostą komodę, jasne ściany, drewniane dodatki i kilka roślin. Dzięki temu koronka zostaje najmocniejszym elementem przy oknie, ale całe pomieszczenie nie zamienia się w muzeum rodzinnych pamiątek.
fot. sinsay.pl
Koronkowa firana Sinsay ma 140 na 260 cm i kwiatowy wzór. Za 29,99 zł dostajemy dekorację na całe okno
To właśnie cena była dla mnie drugim zaskoczeniem. Koronkowa firana na taśmie z kwiatowym wzorem kosztuje 29,99 zł. Jej wymiary to 140 na 260 cm, więc mamy do czynienia z długim modelem, a nie krótką zazdrostką do niewielkiego kuchennego okna. Sinsay podaje również, że firana jest wyposażona w taśmę. I tu wracam do rozmowy z mamą. Kiedy powiedziałam jej, skąd pochodzi firanka, pierwsze zaskoczenie szybko zamieniło się w oglądanie kwiatowego wzoru z bliska. Dla niej koronka automatycznie przywołuje skojarzenia z dawnymi wnętrzami. Dla mnie właśnie w tym tkwi jej urok. Nie chcę jednak odtwarzać pokoju babci jeden do jednego. Wolę wyjąć z tamtego stylu jeden charakterystyczny element i połączyć go ze współczesnymi rzeczami.
Chcesz więcej inspiracji aranżacyjnych? To też może wpaść ci w oko: Nie chcę zaczynać dnia od wrzeszczącego budzika. Action ma świetlny model, który udaje wschód słońca. Tylko 39,95 zł, u innych 500 zł
Co ciekawe, sama marka pokazuje dziś sporo firan z kwiatowymi, roślinnymi i haftowanymi motywami. W ofercie znajdziemy też modele półtransparentne, z kokardkami, kropkami czy bardziej ozdobnymi detalami. Koronkowy wzór nie jest więc samotnym wyjątkiem. Dekoracyjne okna wyraźnie mają swoje miejsce obok prostszych propozycji.
W salonie łączę ją z prostymi dodatkami, w sypialni pozwalam sobie na więcej romantycznych akcentów. Koronkowe firany dają sporo możliwości
Przy takim wzorze najłatwiej przesadzić z dodatkami, dlatego zaczynam od prostego tła. W salonie widzę tę firanę przy drewnianych meblach, kremowej kanapie, gładkich poduszkach i spokojnych kolorach. Kwiatowa koronka sama w sobie jest wystarczająco dekoracyjna. Nie dokładam więc obok niej kilku innych kwiatowych deseni, bo każdy zaczyna wtedy walczyć o uwagę. Zupełnie inaczej podchodzę do sypialni. Tam chętnie dokładam jasną narzutę, ceramiczną lampkę albo niewielki wazon. Powstaje bardziej romantyczne wnętrze, ale nadal bez przesady. Koronkowa firana dobrze odnajduje się również tam, gdzie pojawiają się rzeczy z historią. Stara komoda po renowacji, drewniany stolik czy fotel znaleziony na targu staroci od razu dostają odpowiednie towarzystwo.
Podoba mi się też pomysł wykorzystania takiej firany jako kontrastu. Wcale nie trzeba urządzać całego mieszkania w stylu retro. Koronka przy bardzo prostej komodzie i współczesnej lampie wygląda znacznie ciekawiej niż w aranżacji, w której wszystko pochodzi z jednej stylistycznej bajki. To właśnie takie nieoczywiste połączenia sprawiają, że mieszkanie wygląda bardziej osobiście. Sinsay przypomina przy okazji, że firany są lżejszą dekoracją okna niż zasłony i pozwalają światłu dziennemu przenikać do pomieszczenia. Przy wyborze trzeba też pamiętać o rozmiarze okna oraz sposobie zawieszenia. Taśma pozwala uzyskać dekoracyjne marszczenie, więc końcowy efekt zależy również od tego, jak gęsto ułożymy materiał.
Koronki wracają, ale nie muszą wyglądać jak żywcem przeniesione sprzed 40 lat. Jeden taki detal wystarczy, żeby wnętrze dostało bardziej osobisty charakter
Najbardziej podoba mi się w tej firance to, że nie jest kolejną zupełnie neutralną dekoracją. Ma konkretny wzór i od razu budzi skojarzenia. U jednej osoby będą to wakacje u babci, u innej stary rodzinny dom, a jeszcze komuś przypomni koronkowe serwetki pieczołowicie układane na meblach. Ja właśnie za takie drobiazgi lubię powroty dawnych trendów. Nie oznacza to oczywiście, że każdy salon potrzebuje teraz koronek od sufitu do podłogi. Wręcz przeciwnie. Przy tak charakterystycznym wzorze ograniczam liczbę dekoracji. Dzięki temu firana nie wygląda ciężko, tylko staje się jednym wyraźnym elementem aranżacji.
Dobrze też przed zakupem zmierzyć okno i sprawdzić długość od karnisza. Model ma 260 cm długości, więc w jednym mieszkaniu sięgnie niemal do podłogi, a w innym wymaga innego sposobu ułożenia. Nie kieruję się wyłącznie zdjęciem produktu, bo wysokość zawieszenia karnisza robi sporą różnicę. I chyba właśnie dlatego komentarz mamy tak mnie rozbawił. Faktycznie, koronka wygląda znajomo. Nie zabrałam jej jednak z babcinego kredensu. To współczesna dekoracja, która po prostu przypomina, że nie wszystko, co kiedyś uznaliśmy za staromodne, musi na zawsze zniknąć z naszych mieszkań.

Obserwuj nas na Google







