Nigdy nie należałam do osób, które otwierają oczy przed budzikiem i od razu mają ochotę działać. Jesienią jest jeszcze gorzej. O szóstej czy siódmej rano najchętniej naciągam kołdrę na głowę, bo ciemność za oknem mówi mi, że noc jeszcze się nie skończyła. Mocne światło zapalone od razu też nie pomaga, dlatego pomysł budzika, który stopniowo rozjaśnia sypialnię, od razu wydał mi się ciekawszy od kolejnego urządzenia wydającego coraz głośniejsze dźwięki.
Zamiast od razu stawiać mnie na nogi alarmem, najpierw rozjaśnia pokój. Budzik świetlny z Action naśladuje poranny wschód słońca
W Action pojawił się świetlny budzik marki Grundig i właśnie funkcja symulowania wschodu słońca najbardziej zwróciła moją uwagę. Urządzenie ma okrągłą lampę, a w dolnej części cyfrowy wyświetlacz pokazujący godzinę. Nie wygląda więc jak klasyczny budzik, który pamiętam ze stolika nocnego u babci. Bardziej przypomina niewielką nowoczesną lampkę do sypialni. Cały pomysł jest prosty. Zamiast polegać wyłącznie na dźwięku, budzik wykorzystuje również światło. To właśnie ono ma imitować pojawiający się rano blask. Dla mnie brzmi to szczególnie sensownie od jesieni do wczesnej wiosny. Wtedy zdarza mi się wstawać, kiedy za oknem nadal jest zupełnie ciemno. Organizm mówi jedno, zostań pod kołdrą, a zegarek bezlitośnie przypomina, że czas szykować kawę.
Zobacz także:
Nie traktuję takiej lampki jak cudownego sposobu na problemy ze wstawaniem. Na jakość snu i samopoczucie rano wpływa przecież wiele rzeczy, a regularne godziny zasypiania i pobudki nadal mają znaczenie. Samo światło nie sprawi też nagle, że z nocnego marka stanę się osobą, która o świcie z uśmiechem robi gimnastykę. Podoba mi się jednak sama idea łagodniejszego przejścia z ciemności do jasnego pokoju. To właśnie odróżnia ten gadżet od zwykłego budzika. Nie chodzi tylko o to, żeby wiedzieć, która jest godzina. Tutaj światło staje się częścią porannego rytuału.
Ma drzemkę, regulację jasności i kolorowe światło. Za tę cenę lista funkcji jest całkiem długa
Na opakowaniu budzika Grundig wymieniono kilka funkcji. Jest symulacja wschodu słońca, budzik z drzemką, trzy poziomy jasności oraz dziesięć trybów kolorystycznych. Do tego dochodzą trzy tryby zmiany koloru. Urządzenie jest zasilane przez USB C. I tu zaczyna się robić ciekawie, bo nie jest to wyłącznie budzik używany przez kilka minut rano. Kolorowe światło pozwala potraktować go również jako niewielką lampkę stojącą przy łóżku. Ja najchętniej korzystam wieczorem właśnie z delikatnego światła zamiast mocnej lampy sufitowej. Sypialnia od razu robi się przyjemniejsza, szczególnie gdy za oknem jest już ciemno, a ja chcę jeszcze chwilę poczytać albo po prostu wyciszyć się przed snem.
Chcesz więcej ciekawych dodatków do wnętrz? To też warto sprawdzić: Nie potrzebuję dyni na każdym parapecie, żeby poczuć jesień. Ta zazdrostka z Pepco robi to subtelniej, a tylko 10 zł. Co na to Sinsay?
Drzemka też mnie nie dziwi. Znam niewiele osób, które nigdy nie nacisnęły rano tego przycisku. Tutaj nadal można więc korzystać z funkcji znanej z tradycyjnego budzika. Różnica polega na tym, że dostajemy jeszcze światło i możliwość dopasowania jego jasności. Za budzik trzeba zapłacić 39,95 zł. I właśnie cena zrobiła wokół niego najwięcej zamieszania, ponieważ urządzenia wykorzystujące podobny pomysł potrafią kosztować kilkaset złotych.
Podobne budziki potrafią kosztować kilkaset złotych. Model z Action daje podstawowe funkcje bez drogich dodatków
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam porównanie z budzikami kosztującymi kilkaset złotych, od razu zaczęłam się zastanawiać, gdzie tkwi haczyk. Odpowiedź okazuje się dość prosta. Model z Action można zestawić z droższymi budzikami świetlnymi marek Beurer, Philips i Lumie. Niektóre z nich oferują znacznie więcej niż samo rozjaśnianie pokoju. Pojawia się Bluetooth, radio FM, dodatkowe dźwięki budzenia, sterowanie przez aplikację czy funkcja symulowania zachodu słońca. Są też urządzenia z bardziej rozbudowanymi ustawieniami światła.
Dlatego nie powiedziałabym, że budzik z Action jest odpowiednikiem urządzenia kosztującego kilkaset złotych. To raczej znacznie prostszy sposób na sprawdzenie, czy w ogóle odpowiada mi taki rodzaj pobudki. Nie potrzebuję radia ani kilkunastu dźwięków natury. Najbardziej interesuje mnie światło, zwykły alarm i drzemka.
Ciemne jesienne poranki są dla niego najlepszym testem. Światło pomaga łagodniej przejść od nocy do pobudki
Idea budzika świetlnego jest najbardziej kusząca właśnie wtedy, gdy muszę wstać przed naturalnym wschodem słońca. Latem o poranku przez okno wpada światło i organizm dostaje jasny sygnał, że zaczyna się dzień. Jesienią sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Otwieram oczy, patrzę w stronę okna i mam wrażenie, że ktoś pomylił godzinę. Światło rzeczywiście ma znaczenie dla rytmu dobowego człowieka. Nie oznacza to jednak, że niewielki budzik rozwiązuje problemy ze snem albo gwarantuje pobudkę pełną energii. Warto zwrócić uwagę również na regularny rytm dnia, który pozostaje jednym z ważnych elementów łatwiejszego wstawania.
Ja patrzę więc na ten model znacznie prościej. To ciekawy gadżet dla osób, które nie lubią budzić się w całkowitej ciemności i chcą sprawdzić, czy świetlna pobudka bardziej im odpowiada. Szczególnie teraz, gdy poranki robią się coraz ciemniejsze. Podoba mi się też, że urządzenie nie udaje rozbudowanego centrum dowodzenia sypialnią. Ma budzić, świecić, pozwolić ustawić jasność i dać kilka dodatkowych kolorów. Dla jednych okaże się to wystarczające, inni wybiorą bardziej rozbudowany model. Ja zaczęłabym właśnie od takiej prostej wersji. Dopiero po kilku jesiennych pobudkach wiadomo, czy symulowany wschód słońca faktycznie pasuje do naszego porannego rytuału.

Obserwuj nas na Google







