Połowa sezonu to moment, w którym wyprzedaże rzeczy do ogrodu zaczynają robić się naprawdę interesujące. Przeceny obejmują również dodatki na balkony i tarasy, więc można trafić na rzeczy, które jeszcze przez wiele tygodni będą w użyciu. Sama patrzę na takie okazje trochę szerzej, bo nie szukam dekoracji wyłącznie na końcówkę tegorocznego lata. Jeśli coś jest ponadczasowe i dobrze wykonane, może przecież wrócić na balkon również w kolejnym sezonie. Właśnie dlatego duże obniżki traktuję jako okazję, żeby za niewielkie pieniądze znaleźć dodatki, które zostaną ze mną na lata.
Latarenka z Jysk kosztowała tylko 5 zł. Po krótkim namyśle zamiast jednej wzięłam cztery
Nie spodziewałam się, że zwykłe wejście do Jysk po pościel skończy się małym polowaniem na dekoracje. Miałam już właściwie wszystko, po co przyszłam, kiedy przy okazji zajrzałam między przecenione dodatki. Wtedy zobaczyłam niewielkie latarenki i od razu pomyślałam, że świetnie wyglądałyby ustawione w kilku miejscach na balkonie. Nie zajmują dużo przestrzeni, więc można znaleźć dla nich miejsce nawet na niewielkim stoliku albo parapecie. Dopiero po chwili zauważyłam cenę i przepadłam.
Zobacz także:
Latarenka ma 8 cm średnicy i 10 cm wysokości, dlatego jest naprawdę kompaktowa. Waży zaledwie 0,09 kg, a praktyczny uchwyt pozwala wygodnie przenosić ją z miejsca na miejsce. Można postawić ją na stole podczas kolacji, później przenieść na parapet, a po sezonie wykorzystać jako niewielką dekorację w domu. Jest wykonana z proszkowanej stali i przeznaczona zarówno do użytku wewnętrznego, jak i zewnętrznego.
Najbardziej przekonała mnie jednak promocja. Regularnie jedna sztuka kosztowała 16,50 zł, a po obniżce o 69% jej cena spadła do zaledwie 5 zł. Oferta obowiązuje do wyczerpania zapasów, a latarenki nie są dostępne z dostawą, więc trzeba szukać ich bezpośrednio w sklepach. Przy takiej cenie nie zastanawiałam się długo. Ostatecznie wzięłam cztery, płacąc za wszystkie 20 zł.
Pistacjowa latarenka była moim pierwszym wyborem. Ten kolor pasuje do zieleni i naturalnych dodatków
Do wyboru jest miks kolorów, więc obok siebie można znaleźć kilka zupełnie różnych wersji. Jedna wpada w spokojny, brązowo-szary odcień, druga jest ciepła, beżowo-złota, natomiast mnie najbardziej spodobała się zieleń. Nie jest krzykliwa ani cukierkowa. Ma przygaszony, pistacjowy ton, który wygląda lekko i świeżo, a jednocześnie nie dominuje całej aranżacji.
fot. jysk.pl
Właśnie pistacjowa latarenka skradła moje serce i to po nią sięgnęłam bez większego zastanowienia. Wyobraziłam ją sobie między donicami z ziołami, obok jasnych poduszek i drewnianych dodatków na balkonie. Taki odcień bardzo łatwo połączyć z tym, co zwykle pojawia się w letnich aranżacjach – zielenią roślin, ceramiką, wikliną czy naturalnymi tkaninami. Nie wygląda też jak dekoracja przypisana wyłącznie do jednego sezonowego trendu. Za rok wystarczy postawić ją w trochę innym miejscu, żeby ponownie wykorzystać ją bez wrażenia, że wyciągam coś, co dawno wyszło z mody.
Promocje w Jysk naprawdę szokują. Zerknij też na ten sznur solarów za bezcen: Czekałam pół lata, aż ten sznur solarów trafi na wyprzedaż w Jysk. Teraz dorwałam go za 9 ziko. Efekt? Powalający
Ażurowa latarenka pokazuje swój urok po zmroku. Drobne otwory tworzą efektowną grę światła
Kolor zwrócił moją uwagę w sklepie, ale to konstrukcja sprawiła, że od razu zaczęłam wyobrażać sobie wieczorny efekt. Metalowe ścianki są gęsto perforowane niewielkimi otworami. Za dnia tworzą ciekawą, lekką wizualnie fakturę, dzięki której stalowa dekoracja nie wygląda ciężko. Zupełnie inne wrażenie pojawia się jednak wtedy, kiedy w środku zapłonie świeczka. Światło zaczyna przebijać przez dziesiątki drobnych oczek i rozchodzi się dookoła w postaci małych świetlnych punktów.
Właśnie dlatego ażurowa latarenka wydaje mi się znacznie ciekawsza niż zwykły świecznik. Płomień pozostaje częściowo ukryty, a perforowana powierzchnia łagodnie rozprasza jego blask. Po zmroku na stole i wokół niego pojawia się subtelna gra światła i cienia, która potrafi zmienić atmosferę bez włączania dodatkowych lamp. Szczególnie dobrze wyobrażam sobie taki efekt podczas późnej kolacji na balkonie albo spokojnego wieczoru z książką.
Przy czterech sztukach można stworzyć cały ciąg niewielkich punktów świetlnych. Jedną postawić na stole, kolejną między donicami, a pozostałe na parapecie. Nie potrzebuję do tego nowej aranżacji ani wielu sezonowych ozdób. Czasami właśnie jeden prosty, niedrogi drobiazg daje najwięcej możliwości.

Obserwuj nas na Google







