Jesienią znacznie częściej siedzę przy stole. Wraca herbata w dużym kubku, domowe ciasto, zupa podana w wazie i dłuższe kolacje, na które latem zwyczajnie szkoda mi czasu. Wtedy też zaczynam zauważać, że jadalnia przydałaby się trochę przytulniejsza. Nie zawsze mam ochotę kupować nowe dekoracje. Zresztą gdzie później to wszystko przechowywać? Wolę jeden dodatek, który zmienia wygląd całego stołu. Obrus jest pod tym względem wyjątkowo wdzięczny, bo wystarczy go rozłożyć, postawić zwykłą zastawę i już robi się bardziej domowo.
Kwiaty jak z babcinego ogrodu wracają na stół. Ten obrus z Jysk ma sielski charakter bez przesadnego przepychu
Obrus Hvitmaure z Jysk od razu skojarzył mi się z rzeczami, które kiedyś widywałam w domach naszych babć. Nie chodzi jednak o ciężkie tkaniny czy bardzo ozdobne hafty. Tutaj cały klimat tworzy drobny, wielokolorowy nadruk. Ja nazwałabym ten wzór po prostu łączką. Kwiaty i roślinne motywy są rozsypane po jasnym tle, dzięki czemu całość ma sielski charakter. Trochę przypomina mi stare zielniki, trochę obrus na stole w wiejskim domu, a trochę modne dziś wnętrza cottage.
Zobacz także:
Kolory też mają znaczenie. Nie widzę tutaj jednego mocnego odcienia, który zdominowałby całe nakrycie. Wzór jest wielokolorowy, więc łatwiej zestawić go z rzeczami, które już stoją w kredensie. Postawiłabym na nim białe albo kremowe talerze, prosty dzbanek i zwykłe szklanki. Przy takim wzorze nie potrzeba wiele więcej. Jesienią dodałabym jeszcze mały wazon z gałązkami albo suszonymi kwiatami. Wiosną wystarczyłby bukiet tulipanów. I właśnie w tym widzę największy urok. Nie muszę kupować kompletnej zastawy pasującej do nowej dekoracji. Obrus jest na tyle charakterystyczny, że sam tworzy tło dla tego, co już mam.
fot. jysk.pl
Okrągły stół aż prosi się o taki wzór. Średnica 160 cm pozwala przykryć blat bez kombinowania z prostokątnym obrusem
To detal, który łatwo przeoczyć podczas zakupów. Hvitmaure jest okrągły i ma 160 cm średnicy. Dla właścicielek okrągłych stołów to może być bardzo praktyczne rozwiązanie. Sama dobrze znam kombinowanie z prostokątnym obrusem na okrągłym blacie. Z jednej strony zwisa za dużo, z drugiej materiał układa się dziwnie i zamiast ładnej dekoracji zaczynam go co chwilę poprawiać. Okrągły model jest po prostu stworzony do takiego kształtu stołu. Oczywiście przed zakupem wyciągnęłabym miarkę. Sama średnica obrusu nie mówi jeszcze, jak będzie wyglądał na konkretnym meblu. Trzeba uwzględnić wielkość blatu i zdecydować, jak długi zwis materiału nam odpowiada.
Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To także może ci się spodobać: Myślałam, że mam za mało miejsca w kuchni. Tak naprawdę źle wykorzystywałam szafki, Sinsay ma rozwiązanie za grosze
Warto też zwrócić uwagę na sam nadruk. To właśnie ten drobny deseń sprawia, że powierzchnia stołu nie wygląda monotonnie. Dla mnie to obrus raczej na co dzień niż wyłącznie na specjalne okazje. Widzę go podczas sobotniego śniadania, kawy z koleżanką czy rodzinnego obiadu. Nie ma w nim uroczystej sztywności. Jest za to sporo domowego ciepła.
Cena tego obrusu z Jysk może zaskoczyć. Za 35 zł można zrobić małą metamorfozę jadalni
I tu dochodzimy do momentu, przy którym moja teściowa z tytułu mogłaby rzeczywiście zrobić wielkie oczy. Obrus kosztuje 35 zł. Przy takim wydatku łatwiej zdecydować się na sezonową zmianę niż wtedy, gdy zaczynam oglądać nowe krzesła, lampę albo zastawę. Co ważne, za wyglądem idzie też kilka praktycznych cech. Obrus wykonano w 100 proc. z poliestru, z czego połowa pochodzi z recyklingu. Można prać go w temperaturze 40 stopni.
Ma również powłokę wodoodporną. Przy stole to dla mnie szczególnie istotne, bo dekoracja dekoracją, ale wystarczy jedna kawa, sok albo kompot i zaczyna się codzienne życie. Nie kupowałabym obrusu, przy którym każdy posiłek miałby oznaczać pilnowanie wszystkich domowników. Materiał można też prasować w temperaturze do 150 stopni. Producent zaleca wypranie obrusu przed pierwszym użyciem oraz pranie z podobnymi kolorami. Początkowo najlepiej robić to osobno. To są małe rzeczy, ale właśnie one decydują o tym, czy dekoracja będzie faktycznie używana. Ładny obrus schowany przez jedenaście miesięcy w szufladzie niewiele mi daje. Ten widzę raczej jako codzienne tło stołu, szczególnie gdy jesienią chcę szybko ocieplić wygląd jadalni.
Retro klimat można podkręcić albo uspokoić prostą zastawą. Wszystko zależy od tego, jaki efekt chcemy uzyskać
Najbardziej lubię dodatki, które dają mi kilka możliwości. Hvitmaure można wystylizować bardzo sielsko, ale wcale nie trzeba urządzać wokół niego całej jadalni jak z wiejskiego domku. Chcę mocniejszego retro? Wyciągam filiżanki ze spodkami, stary dzbanek po babci i szklany wazon. Przy takim zestawieniu kwiatowy wzór zaczyna grać pierwsze skrzypce, a stół nabiera nostalgicznego charakteru.
W bardziej nowoczesnym wnętrzu zrobiłabym odwrotnie. Proste białe talerze, gładkie szkło i minimum dekoracji pozwolą uspokoić kwiatowy deseń. Wtedy obrus nie wygląda staroświecko, tylko przełamuje surowość pomieszczenia. Jesienią podoba mi się jeszcze jedno połączenie. Drewno, kremowa ceramika, ciepłe światło i właśnie taki drobny roślinny wzór. Nie potrzebuję wtedy sztucznych liści rozsypanych po stole ani całego zestawu sezonowych figurek. To chyba najprostszy sposób na korzystanie z trendu cottage bez zmieniania całego mieszkania. Jeden sielski element wystarczy, żeby sprawdzić, czy taki klimat w ogóle mi odpowiada. A gdy przyjdzie ochota na zmianę, składam obrus i wracam do gładkiego stołu.

Obserwuj nas na Google







