Lubię wracać do dawnych sposobów pielęgnacji, ale podchodzę do nich bez przesadnego zachwytu. Nie wszystko, co stosowały nasze babcie, musi przecież działać lepiej od współczesnych kosmetyków. Czasem jednak trafia się pomysł tak prosty, że aż chce się go sprawdzić. Tak było u mnie z szałwią, którą dotąd kojarzyłam głównie z naparem i charakterystycznym zapachem. Okazuje się, że dawniej miała znacznie więcej domowych zastosowań.
Szałwia była pod ręką, gdy nie było kosmetyczki na każdym rogu. Babcia wykorzystywała mocny napar także do brwi
Dzisiaj przyciemnienie brwi zajmuje kilka minut. Mamy kredki, cienie, żele, farbki i hennę w różnych odcieniach. Dawniej wybór był zdecydowanie mniejszy, dlatego kobiety chętnie korzystały z tego, co znajdowało się w domu albo rosło w ogródku. Jednym z takich starych sposobów było wykorzystanie szałwii.
Zobacz także:
Warto od razu zaznaczyć, że nie jest to domowa henna w dosłownym znaczeniu. Nie oczekiwałabym więc wyraźnego, trwałego koloru podobnego do efektu uzyskanego profesjonalną farbką. Roślinne barwniki mogą osadzać się na włosach, ale ich działanie i trwałość są znacznie mniej przewidywalne niż w przypadku współczesnych produktów do koloryzacji.
Mnie w tym babcinym patencie najbardziej zainteresowała jego prostota. Nie chodzi o mocną zmianę koloru, tylko o delikatne podkreślenie naturalnych włosków. Przy jasnych brwiach nawet subtelna różnica może sprawić, że łuk stanie się nieco bardziej widoczny. Efekt nie musi być jednak taki sam u każdej osoby, dlatego traktuję tę metodę bardziej jako domową ciekawostkę niż zamiennik henny.
Mocny napar nakładam patyczkiem tylko na włoski. Dzięki temu łatwiej kontroluję cały zabieg
Do wypróbowania tego sposobu potrzebna jest suszona szałwia i woda. Zioło zalewam niewielką ilością gorącej wody i zostawiam do zaparzenia. Zależy mi na mocnym, skoncentrowanym naparze, a nie dużym kubku herbatki. Gdy płyn całkowicie ostygnie, odcedzam liście.
Przed nałożeniem naparu oczyszczam brwi z makijażu i tłustych kosmetyków. Potem zanurzam w płynie patyczek kosmetyczny, lekko go odsączam i przecieram nim włoski. Staram się nie moczyć całej skóry wokół brwi i przede wszystkim pilnuję, żeby płyn nie dostał się do oczu. Można również użyć czystej szczoteczki do brwi, jeśli dzięki niej łatwiej nam pracować dokładnie na włoskach.
fot: New Africa/AdobeStock
W moim przypadku właśnie patyczek okazał się najwygodniejszy, bo nie spływa z niego dużo płynu. Mogę przejechać nim po łuku spokojnie i precyzyjnie, zamiast chlapać naparem po całej twarzy. To szczególnie ważne przy końcówce brwi i od strony nosa, gdzie nietrudno zahaczyć o skórę.
Przy domowych mieszankach stosowanych w okolicy oczu zachowałabym jednak ostrożność. To, że składnik jest roślinny, nie oznacza automatycznie, że nie może podrażnić skóry. Przed pierwszym zastosowaniem warto sprawdzić niewielką ilość ostudzonego naparu na małym fragmencie skóry i obserwować reakcję. Gdy pojawi się pieczenie, swędzenie lub zaczerwienienie, lepiej zrezygnować. Naparu nie nakładamy na podrażnioną czy uszkodzoną skórę ani bezpośrednio przy oku.
Wypróbuj również ten sposób: Żadna henna ani kredka. Babcia miała swój sposób na ciemne brwi, wystarczą 2 łyżeczki i trochę cierpliwości
Zasada „2 do 3” pozwala stopniować efekt bez gwałtownej zmiany. Przy jasnych brwiach wolę zacząć naprawdę delikatnie
Tu pojawia się moja zasada „2 do 3”. Nazwa brzmi trochę tajemniczo, ale sam pomysł jest bardzo prosty. Zamiast od razu oczekiwać mocnego przyciemnienia, obserwuję efekt i w razie potrzeby powtarzam zabieg 2 lub 3 razy.
Ma to szczególne znaczenie przy blond włosach, jasnej oprawie oczu i delikatnych rysach twarzy. Bardzo ciemne, mocno zaznaczone brwi potrafią wyglądać ciężko, podczas gdy lekkie podkreślenie jest znacznie łatwiejsze do dopasowania do urody. Właśnie dlatego nie próbowałabym za wszelką cenę uzyskać efektu jak po farbowaniu.
Po pierwszym zastosowaniu warto po prostu spojrzeć na brwi w dziennym świetle. Gdy różnica jest praktycznie niewidoczna, można zabieg powtórzyć. Jeżeli włoski wyglądają już tak, jak chciałyśmy, na tym kończymy. Naturalne barwniki zwykle nie zapewniają takiej przewidywalności i trwałości jak klasyczne farby, więc nie zakładałabym z góry konkretnego odcienia ani liczby dni, przez które rezultat się utrzyma.
Ten patent spodobał mi się przede wszystkim jako sposób na bardzo subtelne podkreślenie brwi. Nie wymaga precyzyjnego malowania każdego włoska i nie daje od razu mocnej zmiany. To raczej propozycja dla osób, które lubią naturalny wygląd i chcą poeksperymentować z dawnymi metodami pielęgnacji.
Szałwia przypomniała mi przy okazji, jak wiele kosmetycznych zwyczajów naszych babć zaczynało się nie w drogerii, lecz przy kuchennym stole. Nie wszystkie warto bezkrytycznie kopiować. Czasem jednak dobrze je poznać, choćby po to, by zobaczyć, jak radzono sobie wtedy, gdy półka z kosmetykami wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj. Styl tekstu nawiązuje do lekkiego, osobistego sposobu opowiadania z materiału wzorcowego.

Obserwuj nas na Google







