Porządek w szafie od lat próbowałam ogarnąć na sto sposobów. Testowałam kartonowe pudełka, wciskałam sweter nad sweter, kupowałam poradniki z Marie Kondo, a i tak co pół roku wszystko wracało do stanu wyjściowego. Powoli przekonuję się, że najlepsze rozwiązania do domu wcale nie stoją w drogich sklepach z akcesoriami. Niejedno praktyczne cudo trafiło do mnie z Pepco czy Action, gdzie za grosze można znaleźć rzeczy, które w innych sieciach kosztują kilka razy więcej. Sąsiadka z klatki od lat robi w dyskontach zakupy z sercem i głową, więc coraz częściej się nawzajem informujemy, która gdzie i co znalazła. Tym razem to ja wróciłam z Pepco z zakupem, którym chciałam się od razu pochwalić.
Kiedyś takie organizery były tylko w IKEI. Teraz kupuję je pod domem w Pepco
Do niedawna szłam po organizer do szafy tylko z jedną myślą: jazda do IKEI. Tam faktycznie stała PURRPINGLA, wisząca półka z sześcioma przegródkami, za 49,99 zł. Trzeba było jednak jechać tam trzydzieści kilometrów autem, ustawić się do kolejki z resztą Polski i wrócić do domu z kartkówką pełną rzeczy, których nawet nie chciałam kupić. Zakupy internetowe również grożą obsesyjnymi zakupami. W Pepco pod moim blokiem wiszący organizer do szafy kosztuje... piętnaście złotych. Ten sam pomysł, ta sama tkanina, te same otwarte przegródki, tylko trzy razy tańszy. Kupiłam go po drodze na zakupy spożywcze.
Zobacz także:
Sześć przegródek na sukienki, swetry i rajstopy. Rano nie tracę już czasu
Do tej pory ubrania w mojej szafie leżały jedna sterta na drugiej. Sukienka na spodniach, sweter na sukience, para rajstop wciśnięta pod bluzki, żeby nie spadła gdzieś całkiem w odmęty szafy. Rano to była prawdziwa loteria. Wyciągałam jeden sweter i pół górki spadało mi pod nogi. W mojej szafie ciężko było w ogóle zobaczyć, co mam, bo wszystko wchodziło na siłę, tak żeby zamknąć drzwi. Kupowałam czasem drugi taki sam sweter, bo o pierwszym po prostu zapomniałam. Teraz każda z sześciu osobnych przegródek ma swój dział. W pierwszej trzymam letnie sukienki, w drugiej cieńsze swetry na wieczorne spacery, w trzeciej rajstopy poukładane rodzajami. Bluzki mam osobno, spódnice osobno, na dole zostały mi jeszcze dwie półeczki na chusty i cieńsze paski. Nic mi się nie gniecie. Rano nie tracę już czasu na wyrzucanie połowy szafy na łóżko. Po prostu wyciągam to, co potrzebuję. W Sinsayu jest jeszcze jedna rzecz, która pomaga w codziennej, domowej organizacji. Znajoma ma kawalerkę i upchnęła w tej szafce wszystkie bibeloty. Nowość z Sinsay, a już bestseller.
Fot. Pepco
Wieszam na drążku w trzy sekundy. A wszystko to bez wiercenia i... pomocy męża
Kupiłam już w swoim życiu niejeden regał, do którego trzeba było wiercenia, poziomicy i cierpliwości. Ten organizer z Pepco założyłam sama w trzy sekundy. Ma na górze dwa rzepy, którymi obejmujesz drążek w szafie i gotowe. Nie potrzebujesz męża, wnuka ani sąsiada z wiertarką. Nie musisz też zdejmować starych szafek. Kiedy przyjdzie zima i będę chciała zdjąć organizer, żeby zrobić miejsce na płaszcze, w minutę złożę go w harmonijkę i schowam do pawlacza. Materiał wystarczy przetrzeć suchą szmatką bez konieczności prania w pralce. To bardziej dodatek na pół roku niż mebel na całe życie. Przecież właśnie o to chodzi w Pepco: ma być tanio, praktycznie i bez zbędnego sentymentu. Warto zwrócić też uwagę na jeszcze jedno popularne teraz rozwiązanie z innego, znanego sklepu. Ten trzypoziomowy wózek z Sinsay to hit do mikro kuchni za mniej niż 5 dyszek. Zmieści 3x więcej niż szafka.
Za piętnaście złotych to bardziej gadżet niż mebel. Ale wygrywa z komodą za tysiąc
Tania komoda w markecie kosztuje osiemset złotych, ta lepsza tysiąc dwieście, a i tak trzeba ją skręcić przez pół dnia. Zajęłaby mi pół metra przestrzeni na środku pokoju, a przecież w bloku liczy się każdy metr kwadratowy. Wiszący organizer nic mi nie zabiera. Kupiłam trzy sztuki. Nie tylko dla siebie, ale też dla przyjaciółki i dla mamy. Wszystkie za mniej niż pięćdziesiąt złotych, czyli za cenę jednej PURRPINGLI z IKEI. Trzy szafy zorganizowane za tyle, co jedna, i nikt nie musiał się specjalnie fatygować. Mama zadzwoniła do mnie po tygodniu z podziękowaniami. Powiedziała, że pierwszy raz od lat wie, gdzie ma cienkie rajstopy do kościoła, a gdzie te grube, w które chodzi po działce.
Obserwuj nas na Google







