Koniec zbiorów nie oznacza dla mnie końca pracy w warzywniku. To właśnie wtedy zaczynam myśleć o tym, w jakiej kondycji pozostawię ziemię na kolejne miesiące i co mogę zrobić, żeby przygotować ją do następnego sezonu. Nie zawsze oznacza to jednak kupowanie kolejnych worków nawozu czy specjalistycznych preparatów. Czasami najlepsze rozwiązania daje nam sama natura. Jeden z takich patentów stosuję od lat po zbiorach fasolki szparagowej.
Fasolka szparagowa po zbiorach nie znika u mnie w całości. Korzenie zawsze zostawiam w ziemi
W sierpniu zbieram ostatnie strąki fasolki szparagowej i powoli zaczynam przygotowywać grządki na kolejne miesiące. Nie wyrywam jednak całych roślin, choć na pierwszy rzut oka właśnie takie rozwiązanie wydaje się najbardziej oczywiste. Kiedyś również chciałam jak najszybciej oczyścić grządki i przygotować je na kolejne uprawy. Z czasem dowiedziałam się jednak, że pozbywając się fasolki razem z korzeniami, odbieram sobie możliwość wykorzystania jednej z jej największych zalet.
Zobacz także:
Teraz robię inaczej. Po zakończeniu zbiorów ścinam zdrową część nadziemną możliwie blisko gruntu, natomiast korzeni nie ruszam. Zostają dokładnie tam, gdzie rosły przez cały sezon. To prosty zabieg, który zajmuje dosłownie chwilę, a pozwala wykorzystać to, co roślina pozostawiła po sobie pod ziemią.
Co ciekawe, nie trzeba później wykopywać tych korzeni ani wykonywać przy nich dodatkowej pracy. Stopniowo rozkładają się w podłożu i stają się częścią materii organicznej. Dzięki temu zamiast wyrzucać całą roślinę, wykorzystuję jej naturalny potencjał do końca.
fot. archiwum prywatne/story.pl
Naturalny nawóz do ogrodu kryje się pod ziemią. Wszystko dzięki niezwykłej właściwości fasoli
Cały sekret tkwi w tym, do jakiej grupy należy fasolka szparagowa. Fasola jest rośliną bobowatą, a na jej korzeniach mogą tworzyć się charakterystyczne brodawki związane z obecnością bakterii Rhizobium. Mikroorganizmy te potrafią wiązać azot atmosferyczny i przekształcać go w formy wykorzystywane przez roślinę. Właśnie dlatego korzenie roślin bobowatych są tak interesujące z punktu widzenia ogrodnika.
Po zbiorach wolę więc zostawić je w glebie i pozwolić naturze wykonać dalszą pracę. Z czasem korzenie się rozkładają, dostarczając podłożu materii organicznej i uczestnicząc w naturalnym obiegu składników. Nie traktuję tego jako cudownego zamiennika każdego rodzaju nawożenia, ale jako prosty sposób na wykorzystanie resztek roślinnych zamiast wyrzucania ich razem z tym, co znajduje się pod ziemią.
fot. archiwum prywatne/story.pl
Jest jeszcze jedna korzyść. Rozkładające się w ziemi korzenie pozostawiają po sobie przestrzenie, które sprzyjają strukturze podłoża. Dla mnie to wystarczający argument, żeby po ostatnich zbiorach chwycić za sekator zamiast wyrywać fasolkę razem z korzeniami.
To też może cię zainteresować: Ślimaki obłaziły moją sałatę po deszczu, aż odkryłam ten domowy trik. Wystarczyły 2 rzeczy: stara doniczka i resztki ze śniadania
Fasolka szparagowa musi być zdrowa. Po zbiorach warto też wykorzystać wolną grządkę
Ten patent stosuję wyłącznie w przypadku zdrowych roślin. Jeśli fasolka wygląda niepokojąco, ma plamy, nalot czy oznaki gnicia, nie zostawiam takich resztek na grządce. Zdrowe łodygi i liście mogę natomiast rozdrobnić i przeznaczyć na kompost, dzięki czemu również część znajdująca się nad ziemią nie musi się zmarnować.
Po usunięciu fasolki nie lubię też pozostawiać grządki zupełnie pustej. Jeśli termin na to pozwala, można wykorzystać wolne miejsce pod poplon. Dobrym rozwiązaniem może być między innymi facelia, a także gorczyca, choć przy tej drugiej trzeba pamiętać o zasadach płodozmianu i planowanych później warzywach kapustnych. Pod koniec sierpnia można pomyśleć również o życie ozimym, jeśli rośliny mają pozostać na miejscu przez zimę.

Obserwuj nas na Google







