Co roku obiecuję sobie, że świąteczne przygotowania zacznę spokojniej. Bez biegania po sklepach w ostatnim tygodniu i bez kupowania przypadkowych rzeczy tylko dlatego, że zostało mało czasu. Pod koniec września choinki jeszcze nawet nie wyciągam z piwnicy, ale chętnie rozglądam się za drobnymi dekoracjami. Najbardziej podobają mi się te, które mogę postawić na komodzie czy parapecie dużo wcześniej niż bombki. Wprowadzają zimowy nastrój stopniowo i nie zmieniają mieszkania od razu w bożonarodzeniową wystawę.

Do grudnia zostały jeszcze 58 dni, a świąteczne domki już pojawiają się w Sinsay. Ten wygląda jak miniatura przywieziona z alpejskiej wioski

Na stronie Sinsay wypatrzyłam dekorację LED w kształcie domku i właśnie takie drobiazgi najbardziej kuszą mnie przed sezonem. Sklep ma już sporą kategorię świątecznego oświetlenia, w której pojawiają się domki, choinki, wieńce, gwiazdy i inne świecące ozdoby. Ten domek spodobał mi się jednak nie dlatego, że jest kolejną świecącą dekoracją. Najbardziej działa na mnie jego zimowy wygląd. Kojarzy mi się z małym chalet gdzieś w Alpach, które wieczorem ogląda się z drugiej strony zaśnieżonej uliczki. Nie twierdzę oczywiście, że jest ręcznie wykonany. Po prostu drobne zdobienia dają mi właśnie takie wrażenie.

Zobacz także:

To dobra alternatywa dla ozdób, które od razu kojarzą się wyłącznie z Wigilią. Domek można postawić wcześniej, zanim w salonie pojawi się choinka. U mnie trafiłby najpierw na komodę z kilkoma naturalnymi dodatkami. Później przesunęłabym go bliżej świątecznych dekoracji. Nie pisałabym natomiast, że później na pewno zostanie wykupiony. Tego nie da się przewidzieć. W Sinsay część świątecznego oświetlenia jest już oznaczona jako nowości, część produktów dostępna jest wyłącznie online, a niektóre modele mają status bestsellerów. Widać więc, że sezonowa oferta jest już mocno rozbudowana, mimo że mamy dopiero koniec września.

fot. sinsay.pl

Najlepszy efekt pojawia się po włączeniu LED. Nie potrzebuję plączącego się kabla, żeby znaleźć dla niego dobre miejsce

W dekoracjach na baterie najbardziej lubię swobodę ustawiania. Nie muszę szukać wolnego gniazdka ani prowadzić przewodu za komodą. To szczególnie wygodne przy małych ozdobach, które często przenoszę w zależności od tego, jak zmienia się świąteczna aranżacja. Na początku taki domek widzę na parapecie. Gdy przyjdzie grudzień, może przenieść się na konsolę w przedpokoju albo stanąć obok choinki. Dobrze wygląda też na półce między książkami, bo nie trzeba zastanawiać się, którędy poprowadzić kabel.

Szukasz ciekawych dodatków do domu? To także warto sprawdzić: Tańczący płomień bez ognia, rozsypane liście i klimat jak z górskiego pensjonatu. W Dino wyhaczyłam latarenkę w śmiesznej cenie

Właśnie podświetlenie robi największą różnicę wieczorem. Za dnia patrzę przede wszystkim na kształt i detale, a po zmroku domek staje się małym punktem światła. Nie zastąpi oczywiście lampki do czytania. Traktuję go wyłącznie jako dekorację, która ma budować nastrój. Podoba mi się też możliwość stworzenia z czasem niewielkiej zimowej wioski. Sinsay ma obecnie więcej dekoracji LED wykorzystujących motyw domków, w tym pojedyncze modele, zestawy i girlandy. Nie trzeba jednak kupować całego kompletu. Jeden domek wystarczy, szczególnie gdy wokół niego zostawię trochę wolnej przestrzeni.

Nie stawiam obok niego dziesięciu świątecznych figurek. Kilka prostych dodatków wystarczy, żeby zrobić własne małe Alpy

Przy takich dekoracjach łatwo się rozpędzić. Domek, renifer, trzy choinki, skrzat, sztuczny śnieg i nagle na komodzie nie ma już centymetra wolnego miejsca. Ja wolę prostszy efekt. Na początku położyłabym obok kilka szyszek i niewielką gałązkę. Kiedy przyjdzie grudzień, można dołożyć odrobinę zieleni, małe bombki albo papierową gwiazdę ustawioną w tle. Wtedy zimowy charakter robi się wyraźniejszy, ale sam domek nadal pozostaje najważniejszy.

Ciekawie wygląda też ustawienie go na drewnianej powierzchni. Naturalne drewno jeszcze mocniej podkręca moje skojarzenie z górskim chalet. Na białej komodzie efekt będzie zupełnie inny, bardziej lekki i zimowy. Przy ciemnym meblu z kolei najlepiej powinno być widoczne samo światło. Taką ozdobę można wykorzystać również jako początek dekoracji stołu. Nie ustawiałabym jej jednak między talerzami, gdzie łatwo o przypadkowe potrącenie. Znacznie lepszym miejscem będzie boczna część większej komody albo osobna konsola, na której dekoracja ma dla siebie więcej przestrzeni.

Choinka może jeszcze spokojnie poczekać w pudełku. Małe zimowe dekoracje wprowadzają grudniowy nastrój znacznie wcześniej

Pod koniec września nie mam ochoty urządzać domu na Boże Narodzenie. Lubię jesień i nie chcę przeskakiwać jej tylko dlatego, że w sklepach pojawiły się pierwsze świąteczne kolekcje. Jest jednak różnica między rozstawieniem choinki a kupieniem jednej rzeczy, którą za kilka tygodni wykorzystam w zimowej aranżacji. Domek LED właśnie tak traktuję. Teraz może spokojnie poczekać albo pojawić się jako pojedynczy świetlny akcent. Później dostanie bardziej świąteczne otoczenie. Nie muszę w jeden weekend zmieniać całego mieszkania.

To również sposób na bardziej przemyślane zakupy. Zamiast w grudniu wrzucać do koszyka kilka przypadkowych ozdób, wcześniej wybieram jedną, która naprawdę mi się podoba. Potem łatwiej zdecydować, czego jeszcze brakuje i czy w ogóle potrzebuję czegoś więcej. A ten mały domek ma dokładnie to, czego szukam w zimowych dekoracjach. Nie potrzebuje kabla, świeci i wygląda jak miniatura budynku, który chętnie zobaczyłabym za oknem podczas grudniowego wyjazdu w góry. Choinka jeszcze poczeka, ale moje małe alpejskie chalet już może szykować się do sezonu.