W mojej rodzinie od lat trwa mała wojna o temperaturę. Jedni najchętniej chodziliby po domu w krótkim rękawku, drudzy już we wrześniu wyciągają grube skarpety. Ja jestem gdzieś pośrodku, ale wieczorem szybko robi mi się chłodno, szczególnie gdy długo siedzę w jednym miejscu. Zamiast kolejnej warstwy ubrań coraz częściej wybieram rozwiązania, które ogrzewają mnie punktowo. To wygodne, ale od razu zaznaczę jedną rzecz. Sam koc nie daje podstaw, by obiecywać niższe rachunki za ogrzewanie. Wszystko zależy od tego, jak później korzystamy z domowego ogrzewania.

Ma 150 cm długości i nie muszę zawijać się w trzy koce. Ten elektryczny model daje trzy poziomy temperatury

Koc elektryczny Esperanza Satin ma 150 na 80 cm. To raczej podłużny ogrzewacz niż ogromny pled, którym przykryję dwuosobową kanapę. Mnie taki rozmiar odpowiada przede wszystkim do ogrzewania nóg, stóp czy większej części ciała podczas odpoczynku. Moc urządzenia wynosi 60 W. Najważniejsza jest dla mnie regulacja. Do wyboru są trzy zakresy temperatury. Pierwszy to od 32 do 37 stopni Celsjusza, drugi od 40 do 45 stopni, a trzeci od 50 do 60 stopni. Nie jestem więc skazana na jedno ustawienie. Kiedy potrzebuję tylko odrobiny ciepła, wybieram niższy poziom. Gdy wracam zmarznięta do domu, mam do dyspozycji mocniejsze grzanie. To absolutny ideał na jesień

Zobacz także:

Sterowanie odbywa się za pomocą pilota. To mały detal, ale właśnie takie rzeczy najbardziej doceniam na kanapie. Nie mam ochoty co chwilę wstawać, gdy już wygodnie usiądę z książką albo włączę serial. Jest też zabezpieczenie przed przegrzaniem i termostat. Przy urządzeniu, które ma leżeć blisko ciała i wytwarza ciepło, to dla mnie znacznie ważniejsza informacja niż modne kolory czy ozdobne przeszycia.

fot. mediaexpert.pl

Nie ogrzewa całego salonu, tylko mnie. Właśnie dlatego zainteresował mnie przed sezonem grzewczym

Czasem jest mi chłodno, mimo że temperatura w mieszkaniu dla pozostałych domowników jest zupełnie odpowiednia. Wtedy nie muszę od razu ogrzewać mocniej całego pomieszczenia. Mogę ogrzać siebie. Dopiero gdy dzięki temu faktycznie ograniczam korzystanie z głównego ogrzewania, pojawia się szansa na oszczędność.

Szukasz jesiennych gadżetów do domu? To też warto sprawdzić: Nie potrzebuję dyni na każdym parapecie, żeby poczuć jesień. Ta zazdrostka z Pepco robi to subtelniej, a tylko 10 zł. Co na to Sinsay?

Nie będę jednak obiecywać konkretnej kwoty oszczędności, bo w jednym domu ogrzewanie jest gazowe, w innym elektryczne, a jeszcze gdzie indziej rozliczane według zupełnie innych zasad. Znaczenie ma też izolacja budynku, temperatura ustawiona w mieszkaniu i liczba godzin korzystania z urządzenia. Dla mnie to przede wszystkim rozwiązanie na sytuację, którą dobrze znam. Siedzę wieczorem na kanapie, wszystkim jest ciepło, a ja mam lodowate stopy. Podkręcanie temperatury w całym mieszkaniu tylko z tego powodu wydaje mi się mało rozsądne.

Pilot trzymam obok kubka z herbatą i sama wybieram poziom ciepła. Przewód ma 160 cm długości

Koc działa z sieci, więc przed zakupem spojrzałabym na położenie gniazdka przy kanapie albo łóżku. Przewód ma 160 cm. Nie jest to więc bezprzewodowy gadżet, z którym spaceruję po całym mieszkaniu. Podczas korzystania trzeba uwzględnić kabel. Materiał to w całości poliester. I tu mam małe zastrzeżenie do samego słowa „koc”. Nie spodziewałabym się po nim puszystego, grubego pledu jak z salonowej kanapy. 

Podoba mi się za to możliwość prania. Po odłączeniu przewodu zasilającego i sterownika koc można włożyć do pralki. Przy czymś, czego regularnie używam na kanapie albo łóżku, możliwość normalnego odświeżenia jest dla mnie dużym plusem. W Media Expert kosztuje 59,99 zł. Za tę kwotę dostajemy prosty model bez wymyślnych dodatków, za to z regulacją grzania, pilotem, termostatem i zabezpieczeniem przed przegrzaniem.

Nie kupuję go dla modnego wyglądu, tylko dla ciepłych stóp podczas wieczornego siedzenia. Przed użyciem zaglądam jednak do instrukcji

Z urządzeniami elektrycznymi do ogrzewania mam prostą zasadę. Najpierw czytam instrukcję, dopiero później układam się wygodnie na kanapie. Nie przykrywam sterownika, nie kombinuję z przewodem i korzystam z produktu zgodnie z przeznaczeniem. W tym modelu najbardziej podoba mi się możliwość dopasowania temperatury. Nie zawsze potrzebuję najwyższego ustawienia. Czasem chodzi tylko o to, żeby przestać marznąć podczas czytania albo oglądania telewizji. Trzy poziomy dają tutaj większą swobodę niż zwykły termofor, którego temperatury przecież nie zmienię jednym ruchem ręki. 

Nie traktuję go również jako cudownego sposobu na sezon grzewczy. Nie zastąpi kaloryfera, gdy w mieszkaniu naprawdę jest zimno. Widzę go raczej jako dodatkowe, miejscowe źródło ciepła. I właśnie w takim zastosowaniu najbardziej mnie przekonuje. Mam więc swoje 150 cm grzania, pilot pod ręką i święty spokój podczas wieczornego filmu. A kaloryfer? Nie podkręcam go automatycznie za każdym razem, gdy zrobi mi się chłodno. Dla zmarzlucha takiego jak ja to już całkiem przyjemna zmiana.