Są takie domowe patenty, które przez lata wydają się trochę staromodne, dopóki samemu nie zacznie się liczyć rachunków za ogrzewanie. U mnie właśnie tak było z ekranami zagrzejnikowymi. Tata montował je za kaloryferami od lat i zawsze powtarzał, że nie ma sensu ogrzewać ściany, skoro ciepło powinno zostać w pokoju. Przez długi czas traktowałam to jak jeden z jego „ojcowskich patentów”, ale przed kolejnym sezonem grzewczym postanowiłam sprawdzić go u siebie.

W Leroy Merlin znalazłam zestaw trzech ekranów Axton za 49,90 zł, czyli wychodzi nieco ponad 16 zł za sztukę. Za taką kwotę uznałam, że warto spróbować, zwłaszcza że montaż nie wymaga ani remontu, ani wiercenia, ani specjalnych narzędzi. Nie oczekuję oczywiście, że kawałek materiału za kaloryferem magicznie przetnie rachunki o połowę. Wysokość opłat zależy przecież od mnóstwa czynników. Ale sam pomysł na ograniczenie strat ciepła wydał mi się na tyle logiczny. Tej jesieni postanowiłam wrócić do rozwiązania, które pamiętam jeszcze z rodzinnego domu.

Zobacz także:

Tata od lat wkładał to za kaloryfer. Dopiero teraz zrozumiałam, po co właściwie to robił

Kiedy byłam młodsza, zupełnie nie interesowało mnie, co znajduje się za grzejnikiem, a tanie ogrzewanie to była jakaś abstrakcja. Pamiętam jednak, że tata przed sezonem grzewczym zaglądał w te trudno dostępne miejsca i montował za kaloryferami srebrzyste ekrany. Tłumaczył mi, że szczególnie przy ścianach zewnętrznych część energii cieplnej trafia w kierunku ściany, zamiast skuteczniej ogrzewać wnętrze. Jego zdaniem taki prosty patent pomagał mu ograniczać zużycie ogrzewania nie tylko w salonie, ale w całym mieszkaniu i finalnie płacić znacznie mniej.

Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej, bo każda rzecz, która może pomóc lepiej wykorzystać już wytworzone ciepło, zaczyna mieć sens. Zasada działania ekranu zagrzejnikowego jest banalnie prosta: umieszcza się go pomiędzy ścianą a grzejnikiem, a refleksyjna powierzchnia ma kierować promieniowanie cieplne z powrotem w stronę pomieszczenia. Producent zestawu Axton wskazuje też, że rozwiązanie może ograniczać nieprzyjemne odczucie chłodu od ściany. Nie jest to więc dodatkowe źródło ciepła i nie sprawi, że grzejnik nagle zacznie grzać dwa razy mocniej. Chodzi raczej o to, by lepiej wykorzystać energię, za którą i tak już płacę. Najbardziej zainteresowało mnie to w przypadku kaloryferów znajdujących się przy zewnętrznych ścianach. Jeśli mogę za kilkanaście złotych stworzyć za nimi dodatkową warstwę i ograniczyć ogrzewanie muru, to dla mnie jest to jeden z tych małych domowych eksperymentów, które po prostu warto przeprowadzić.

fot. leroymerlin.pl

W Leroy Merlin znalazłam zestaw za 49,90 zł. Po przeliczeniu jeden ekran kosztuje mnie około 16,63 zł

Do zakupu przekonała mnie przede wszystkim cena i fakt, że w jednym opakowaniu dostaję od razu trzy sztuki. Zestaw ekranów zagrzejnikowych Axton kosztuje 49,90 zł, a każdy arkusz ma wymiary 70 × 100 cm. To oznacza, że za jeden wychodzi około 16,63 zł. Przy kilku grzejnikach w mieszkaniu nie robi się więc z tego inwestycja za kilkaset złotych. Materiał można dodatkowo przyciąć zwykłymi nożyczkami i dopasować do rozmiaru konkretnego kaloryfera, więc nie musiałam martwić się, że standardowy arkusz będzie wystawał po bokach i szpecił ścianę. Sam ekran wykonany jest z polietylenu i ma wielowarstwową konstrukcję. Najważniejsza jest jednak jego refleksyjna powierzchnia.

Szukasz ciekawych okazji? To też może wpaść ci w oko: Sąsiadka pytała, czy to stolarz robił mi ten regał, bo taki zgrabny i z certyfikowanego drewna. A to Action za jakieś grosze

Zamontowałam ekran zagrzejnikowy i praktycznie o nim zapomniałam, ponieważ znajduje się w przestrzeni, na którą na co dzień i tak nie zwracam uwagi. Dla mnie to duża zaleta — lubię rozwiązania, które poprawiają funkcjonalność mieszkania, ale nie wymagają ustawiania kolejnego urządzenia na widoku. W komplecie są również dwustronne taśmy montażowe: łącznie 12 sztuk, czyli po cztery na każdy arkusz. Nie potrzebowałam wiertarki, kołków ani kleju rozprowadzanego po całej ścianie. Wystarczyło dopasować wielkość ekranu, w razie potrzeby go przyciąć, przykleić elementy mocujące i umieścić całość za grzejnikiem. Najwięcej czasu zajęło mi właściwie samo dostanie się za kaloryfer i dokładne dopasowanie materiału. To zdecydowanie bardziej kilkunastominutowa domowa poprawka niż remont.

Czy ekran za grzejnikiem naprawdę obniży rachunki o połowę? Ja traktuję go jako mały sposób na ograniczenie niepotrzebnych strat

Tu warto oddzielić rodzinne doświadczenie od obietnicy, której żaden prosty gadżet nie może zagwarantować. Mój tata przez lata był przekonany, że dzięki swoim sposobom na oszczędzanie ciepła płacił nawet znacznie mniej za ogrzewanie, ale sam ekran zagrzejnikowy nie daje gwarancji obniżenia rachunków o konkretny procent. Na koszty wpływają m.in. izolacja budynku, rodzaj ogrzewania, temperatura ustawiona w mieszkaniu, pogoda, szczelność okien, położenie lokalu czy ceny energii. Ja podchodzę więc do tego znacznie prościej: skoro mam kaloryfer ustawiony przy ścianie i mogę ograniczyć ilość energii kierowanej właśnie w jej stronę, chcę to zrobić. Szczególnie że koszt jest niewielki, montaż banalny, a ekran pozostaje niewidoczny.

Przygotowałam się do jesieni. Teraz jestem gotowa na pierwsze chłody 

Przy okazji potraktowałam przygotowania do jesieni szerzej — odpowietrzyłam grzejniki, sprawdziłam, czy nic ich nie zasłania, i zrezygnowałam z wciskania mebli tuż pod kaloryfer. Ekrany są dla mnie kolejnym elementem tej układanki, a nie cudownym sposobem na rachunki. I chyba właśnie dlatego tak spodobał mi się patent taty po latach. Nie wymaga kupowania kosztownego sprzętu ani zmiany całej instalacji. Trzy arkusze kosztowały mnie 49,90 zł, zamontowanie ich zajęło niewiele czasu, a teraz pozostaje sprawdzić różnicę, gdy temperatury rzeczywiście spadną. Jeszcze kilka lat temu srebrna mata schowana za kaloryferem kojarzyła mi się z rozwiązaniem rodem z mieszkania rodziców. Dziś, kiedy przed każdym sezonem grzewczym zaczynam znacznie uważniej patrzeć na domowe zużycie energii, sama mam ją za swoimi grzejnikami. I muszę przyznać: tata chyba miał dobry trop.