W ostatnich latach kosmetyki dające efekt zdrowej, promiennej skóry stały się prawdziwym hitem. Nic dziwnego, bo lekki blask sprawia, że twarz wygląda świeżo, wypoczęcie i młodziej. Szczególnie latem wiele osób rezygnuje z ciężkiego makijażu na rzecz produktów, które subtelnie odbijają światło i podkreślają naturalne piękno. Sama również należę do tego grona. Od dawna szukam kosmetyków, które pozwalają osiągnąć taki efekt bez konieczności nakładania kilku warstw makijażu.

Kosmetyki premium czasem naprawdę zachwycają. Ten produkt z Douglas długo był moim ulubieńcem

Przez bardzo długi czas używałam rozświetlacza Pixi On-the-Glow SuperGlow z Douglas i byłam z niego naprawdę zadowolona. To jeden z tych kosmetyków, które trafiają do kosmetyczki i zostają w niej na wiele miesięcy. Choć jego cena wynosząca 120 zł początkowo wydawała mi się wysoka, przez długi czas byłam w stanie ją zaakceptować. W końcu produkt świetnie się sprawdzał, był wydajny i dawał dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwałam.

Zobacz także:

fot. douglas.pl

To rozświetlacz w sztyfcie o kremowej formule, który bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Najczęściej nakładałam go na szczyty kości policzkowych, grzbiet nosa oraz łuk kupidyna. Już niewielka ilość wystarczała, by twarz wyglądała bardziej świeżo i promiennie. Bardzo lubiłam też fakt, że nie dawał efektu ciężkiej, błyszczącej tafli. Glow było widoczne, ale nadal wyglądało naturalnie. Producent wzbogacił formułę między innymi o aloes, żeń-szeń i ekstrakty owocowe, dzięki czemu kosmetyk nie tylko upiększał, ale również przyjemnie współpracował ze skórą. Nie bez znaczenia pozostawał też wygodny format sztyftu, który można wrzucić do torebki i poprawić makijaż dosłownie w kilka sekund.

Rozświetlacz z Action od razu przyciągnął moją uwagę. Po pierwszym użyciu długo nie mogłam wyjść z podziwu

Pewnego razu podczas zakupów w Action zauważyłam produkt, który od razu skojarzył mi się z moim ulubionym rozświetlaczem z Douglas. Już samo opakowanie przywodziło na myśl kosmetyk, którego używałam od miesięcy. Nie ukrywam, że początkowo podeszłam do niego z dużą rezerwą. Trudno było mi uwierzyć, że produkt za 4,99 zł może dać choćby zbliżony efekt do kosmetyku kosztującego 120 zł. Ciekawość jednak wygrała i wrzuciłam go do koszyka.

fot. archiwum prywatne/story.pl

Po pierwszym użyciu dosłownie oniemiałam z wrażenia. Oczywiście nie będę udawać, że oba produkty są identyczne. Rozświetlacz z Action nie jest aż tak dopracowany jak jego droższy odpowiednik. Formuła jest nieco prostsza, a wykończenie odrobinę mniej eleganckie, ale efekt utrzymuje się równie długo. Daje naprawdę piękne glow, które świetnie prezentuje się na skórze podczas codziennego makijażu.

Co więcej, wzbogacono go o witaminę E oraz olejek jojoba, dzięki czemu skóra wygląda świeżo i zdrowo. Wegańska formuła również zasługuje na plus. Nie ukrywam, że od kiedy go kupiłam, znacznie rzadziej sięgam po droższy kosmetyk. Przy tak ogromnej różnicy w cenie trudno się dziwić, że wolę oszczędzić kilkadziesiąt złotych i nadal cieszyć się ładnym efektem. Warto wspomnieć, że w tej samej serii dostępny jest także brązowy metaliczny bronzer w sztyfcie. Sama go jeszcze nie testowałam, ale już kilka razy widziałam go na półkach podczas zakupów.

W Action znalazłam więcej tanich perełek. Zobacz: Zamiast w Hebe, kupuję teraz w Action. Ten sam produkt, a cena niższa i pojemność większa. To letni niezbędnik

Rozświetlacz w sztyfcie potrafi wyglądać przepięknie. Wystarczy pamiętać o kilku prostych zasadach

Przez lata nauczyłam się jednej rzeczy – nawet najlepszy kosmetyk nie będzie wyglądał dobrze, jeśli zostanie źle nałożony. W przypadku produktów w sztyfcie najczęstszym błędem jest bezpośrednie pocieranie nimi skóry kilka razy w tym samym miejscu. Sama zdecydowanie wolę delikatnie przyłożyć kosmetyk do twarzy, a następnie wklepać go opuszkami palców lub gąbeczką. Jeśli zależy mi na jeszcze bardziej subtelnym efekcie, najpierw rozgrzewam produkt na opuszkach palców, a dopiero później nakładam go na skórę. To prosty trik, który zawsze się u mnie sprawdza.

Najlepszy efekt uzyskuję wtedy, gdy nakładam rozświetlacz na dobrze wklepany gąbeczką podkład. Dzięki temu produkt łatwiej się rozprowadza i nie tworzy nieestetycznych plam. Staram się też zachować umiar. Glow ma wyglądać świeżo i naturalnie, a nie przypominać dyskotekową kulę. Najczęściej aplikuję go na kości policzkowe, grzbiet nosa, łuk kupidyna oraz delikatnie pod łuk brwiowy. Taki sposób sprawia, że twarz wygląda promiennie i wypoczęcie nawet wtedy, gdy za mną wyjątkowo krótka noc.