Środki do sprzątania, które pozwalają skrócić cotygodniowe porządki, zawsze przyciągają moją uwagę. Szczególnie lubię takie produkty, które wystarczy zastosować, chwilę odczekać i pozwolić im działać. Dzięki nim utrzymanie czystości na co dzień nie wymaga ode mnie spędzania połowy wolnego dnia z gąbką i szczotką w ręce. Ostatnio znalazłam kolejny ciekawy sposób na ułatwienie sobie sprzątania łazienki. Zainteresował mnie nie tylko sposób działania, ale również dość nietypowy zapach.

Środek do czyszczenia toalety z Action zaciekawił mnie zapachem. Blue Raspberry pachnie słodko i owocowo

Uwielbiam środki czystości z Action, bo są tanie, a wiele z nich zaskoczyło mnie już skutecznością. Mam kilka sprawdzonych perełek, po które sięgam regularnie, ale mimo to podczas zakupów lubię przejść się między półkami z chemią i zobaczyć, czy pojawiło się coś nowego. Ostatnio w ręce wpadł mi pieniący się środek do toalety Fabulosa Blue Raspberry. Moją uwagę od razu zwróciło jasnoniebieskie opakowanie i określenie zapachu, z którym wcześniej nie spotkałam się w chemii do łazienki.

Zobacz także:

Blue Raspberry, czyli niebieska malina, wbrew nazwie nie oznacza popularnej odmiany malin o intensywnie niebieskich owocach. To przede wszystkim fantazyjny profil smakowo-zapachowy znany chociażby ze słodyczy i napojów. Kojarzy się z malinową słodyczą, owocową świeżością i lekko kwaskową, cukierkową nutą. W przypadku środka do toalety daje to bardzo świeże i nietypowe połączenie.

Zaciekawiona kolorem i zapachem stwierdziłam, że przetestuję go w domu. Tym bardziej że finansowo praktycznie niczym nie ryzykowałam. Całe opakowanie kosztuje 7,95 zł, a w środku znajdują się trzy saszetki po 100 g. Jedno czyszczenie wychodzi więc zaledwie za 2,65 zł.

fot. action.com

Pieniący środek do toalety robi większość pracy za mnie. Wsypuję proszek i czekam, aż zacznie działać

Najbardziej spodobała mi się prostota użycia. Podczas cotygodniowych porządków wsypuję zawartość jednej saszetki do muszli i po chwili pojawia się musująca piana. Zostawiam ją na jakiś czas, żeby środek mógł zadziałać, a później wszystko spłukuję. Producent wskazuje, że proszek ma dokładnie czyścić, odświeżać oraz pomagać zapobiegać osadzaniu się kamienia.

U mnie rezultat jest naprawdę zadowalający. Po spłukaniu toaleta jest czysta, odświeżona i ładnie pachnie, a ja nie muszę długo szorować jej szczotką. Trzeba jednak pamiętać, że regularnie dbam o czystość muszli i nie ma w niej grubej warstwy starego kamienia ani mocnego osadu. Właśnie w takich warunkach widzę największy sens używania tego produktu.

To też może cię zainteresować: Nie kupuję płynów do czyszczenia pralki. Tłusty osad z kołnierza usuwam taniutką mieszanką z 2 składników

Kamień w toalecie najlepiej zatrzymać, zanim zdąży się nagromadzić. Dzięki temu saszetka raz w tygodniu daje u mnie dobry efekt

Żeby jedna saszetka używana raz w tygodniu rzeczywiście wystarczała mi do dokładnego odświeżenia toalety, przede wszystkim staram się nie dopuścić do powstania mocnego osadu i grubej warstwy kamienia. Dlatego nie ograniczam dbania o łazienkę wyłącznie do większych, cotygodniowych porządków. Na co dzień przecieram zarówno toaletę, jak i umywalkę ręcznikiem papierowym, gdy zauważę krople wody czy drobne zabrudzenia. To zajmuje dosłownie chwilę, a brud nie ma czasu, żeby się nawarstwiać.

Regularnie dbam również o wnętrze samej muszli. Kilka razy w tygodniu sięgam po środek do WC przeznaczony do czyszczenia i usuwania osadu, który stosuję zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Dzięki temu kamień nie ma szansy mocno się nagromadzić, więc podczas większych porządków nie muszę później długo szorować toalety. Poszczególnych preparatów nie mieszam ze sobą i zawsze stosuję je osobno. W moim przypadku właśnie systematyczność robi największą różnicę.