Biała koszula może wyglądać nienagannie przez wiele miesięcy, dopóki nie pojawią się na niej trudne do usunięcia ślady. Zwykłe pranie nie zawsze wystarcza, a kilkukrotne wrzucanie tej samej rzeczy do pralki oznacza dodatkowe zużycie wody i detergentu. Sama wolę najpierw zająć się zabrudzeniem miejscowo, zwłaszcza gdy poza nim ubranie jest czyste. Ostatnio znalazłam rozwiązanie, które pozwala zrobić to bez wyciągania dodatkowych akcesoriów.
W Action kosztuje 6,47 zł. Mydło galasowe w tej wersji ma dodatkową funkcję
Przeglądając dział ze środkami do sprzątania w Action, znalazłam odplamiacz z mydłem galasowym w cenie 6,47 zł za 300 ml. Zainteresowało mnie przede wszystkim opakowanie. Butelka została wyposażona w główkę z niewielką szczoteczką, dlatego preparat można nanosić bezpośrednio na zabrudzone miejsce i od razu go rozprowadzić. Nie trzeba więc brudzić gąbki ani szukać osobnej szczotki do ubrań.
Zobacz także:
fot: action.com
Samo mydło galasowe to znany od lat środek wykorzystywany do odplamiania tkanin. Tradycyjnie powstaje na bazie mydła oraz żółci wołowej, która zawiera związki pomagające rozpuszczać tłuszcze. Z tego powodu takie preparaty stosuje się miejscowo przed właściwym praniem, zwłaszcza na plamy po jedzeniu, tłuszczu czy kosmetykach. W tym przypadku producent wskazuje po prostu, że środek służy do usuwania plam z ubrań, a sposób użycia sprowadza się do nałożenia go na zabrudzenie i wtarcia. Przy delikatnych oraz kolorowych materiałach wcześniej zrobiłabym jednak próbę w niewidocznym miejscu.
Czytaj także: W gazetce dali info drobnym druczkiem. W Jysk wyprzedają hotelowe ręczniki aż 60% taniej, mam już 2 komplety
Żółte plamy nie zawsze puszczają w pralce. Najpierw zajmuję się nimi miejscowo
Najbardziej irytują mnie żółte ślady na białych koszulach i bluzkach, szczególnie w okolicy pach czy kołnierzyka. Zamiast od razu nastawiać kolejne pranie, lepiej najpierw potraktować samo zabrudzenie. Dzięki temu środek ma bezpośredni kontakt z miejscem, które wymaga czyszczenia, zamiast rozcieńczać się od razu w całym bębnie.
Przy takim odplamianiu trzymam się kilku prostych zasad:
- najpierw sprawdzam metkę ubrania i zalecenia dotyczące pielęgnacji,
- nakładam niewielką ilość preparatu bezpośrednio na żółtą plamę,
- rozprowadzam go delikatnie szczoteczką znajdującą się na butelce,
- pozostawiam preparat zgodnie z instrukcją podaną przez producenta,
- następnie piorę koszulę w temperaturze odpowiedniej dla danej tkaniny.
Nie szoruję materiału z dużą siłą. Szczególnie w przypadku cieńszych koszul intensywne tarcie może niepotrzebnie osłabiać włókna. Lepiej dokładnie pokryć zabrudzenie preparatem i dać mu czas na działanie.
Nie tylko pachy i kołnierzyk. Tak łatwiej ratować ubrania przed wyrzuceniem
Miejscowe odplamianie przydaje się nie tylko przy charakterystycznych żółtych śladach. W moim przypadku to również pierwszy krok przy zabrudzonych mankietach, plamach po jedzeniu czy niewielkich tłustych śladach. Zamiast zwiększać porcję proszku lub płynu do prania, można najpierw skupić się na konkretnym fragmencie materiału. To szczególnie praktyczne, gdy reszta ubrania jest w dobrym stanie.
Warto też pamiętać o jednej zasadzie: po wyjęciu rzeczy z pralki sprawdzam plamę, zanim ubranie trafi do suszenia albo pod żelazko. Jeśli ślad pozostał, ponawiam odplamianie. Wysoka temperatura może utrwalić niektóre zabrudzenia i później znacznie trudniej się ich pozbyć.
Takie podejście jest dla mnie przede wszystkim sposobem na dłuższe korzystanie z rzeczy, które już mam. Koszula z niewielkim przebarwieniem nie musi od razu trafiać na dno szafy. Czasem wystarczy zająć się konkretnym miejscem przed praniem, zamiast prać całe ubranie kilka razy i zużywać przy tym kolejne porcje detergentu.

Obserwuj nas na Google







