Wrzesień zawsze budzi we mnie ochotę na robienie zapasów. Nie mam już spiżarni wypełnionej od podłogi po sufit jak moja babcia, ale kilka butelek domowego soku nadal bardzo mnie cieszy. Zwłaszcza kiedy na targu pojawiają się śliwki, jabłka, winogrona czy późne maliny. Babcia miała na takie owoce swoje sposoby i, co zabawne, wiele z jej kuchennych sprzętów po latach znowu okazuje się bardzo praktycznych.

Babcia stawiała podobny garnek na kuchence i zaczynała produkcję zapasów. Dziś sokownik wraca w wersji pasującej do nowoczesnej kuchni

Gdy zobaczyłam sokownik Konighoffer w Biedronka Home, pierwsze skojarzenie miałam jedno, przecież podobny stał u babci. Oczywiście nie twierdzę, że miała dokładnie ten model. Chodzi o samą konstrukcję, wysoki zestaw naczyń ustawionych jedno na drugim, pokrywkę i charakterystyczny wężyk. Dla mnie to jeden z tych kuchennych widoków, które momentalnie uruchamiają wspomnienia. Ten współczesny sokownik ma pojemność 5 litrów i składa się z kilku części. Jest garnek na wodę, garnek zbierający sok oraz część przeznaczona na owoce. Całość przykrywa szklana pokrywka z odpowietrznikiem. Z boku znajduje się silikonowy wężyk ze stalowym zaciskiem, którym gotowy sok trafia prosto do butelki albo dzbanka.

Zobacz także:

I właśnie prostota tego rozwiązania najbardziej mi się podoba. Nie ma tu elektroniki, wyświetlaczy ani kolejnego urządzenia, które trzeba podłączać do kontaktu. Woda podgrzewana na dole wytwarza parę, która działa na owoce znajdujące się wyżej. Sok spływa do przeznaczonego na niego naczynia, a później odprowadzamy go przez wężyk. To zupełnie inny sposób przygotowywania soku niż wrzucanie owoców do wyciskarki czy sokowirówki. Sokownik najbardziej kojarzę właśnie z robieniem większych, domowych zapasów. I chyba dlatego tak dobrze pasuje mi do końcówki lata i początku jesieni. To moment, kiedy szkoda patrzeć na dojrzałe owoce, które mamy w ogrodzie albo przynosimy całymi torbami z targu.

fot. home.biedronka.pl

Stary patent dostał stal nierdzewną i dogaduje się z indukcją. To szczegół, którego w babcinej kuchni raczej nie było

Największa różnica między sprzętem, który pamiętam z dawnych lat, a tym z Biedronki kryje się na spodzie. Sokownik Konighoffer nadaje się do każdego rodzaju kuchenki, również do płyty indukcyjnej. Dla mnie to ważna informacja, bo sporo starych garnków po zmianie kuchenki trzeba było po prostu odstawić. Tutaj tego problemu nie ma. Całość wykonano ze stali nierdzewnej, a pokrywkę ze szkła. Producent zastosował też dno, które ma równomiernie rozprowadzać ciepło. Przez przezroczystą pokrywkę można zaglądać do środka bez ciągłego jej podnoszenia.

Szukasz ciekawych gadżetów do domu? To też warto sprawdzić: Nie potrzebuję dyni na każdym parapecie, żeby poczuć jesień. Ta zazdrostka z Pepco robi to subtelniej, a tylko 10 zł. Co na to Sinsay?

Sokownik ma 21,5 na 23,5 na 34 cm i waży nieco ponad 1,8 kg. Nie jest więc maleńkim garnuszkiem, który wsunę między dwa rondle. Przed zakupem od razu zrobiłabym mu trochę miejsca w kuchennej szafce. Z drugiej strony przy robieniu przetworów większy sprzęt mnie nie dziwi. Ma być przede wszystkim praktyczny podczas pracy z owocami. Podoba mi się też wężyk. Zamiast podnosić naczynie pełne gorącego płynu i próbować trafić nim do wąskiej szyjki butelki, sok spuszcza się właśnie przez niego. Zacisk pozwala kontrolować przepływ. To prosty detal, ale przy gorącym soku takie rozwiązania naprawdę mają znaczenie.

Biedronka mocno obniżyła cenę tego sokownika. Teraz zapłacimy za niego 79,90 zł

Tutaj promocja rzeczywiście zwraca uwagę. Cena regularna poza promocją wynosi 149 zł, a obecna oferta obowiązuje do końca października. Biedronka podaje również, że najniższa cena z 30 dni przed obniżką wynosiła 99 zł. Nie kupowałabym jednak sokownika tylko dlatego, że jest przeceniony. To dość konkretny sprzęt i trzeba wiedzieć, czy faktycznie będziemy z niego korzystać. Kto robi domowe soki, ma własne owoce, dostaje je od rodziny albo co roku wraca z działki z pełnymi koszami, ten znacznie łatwiej znajdzie dla niego zastosowanie.

U mnie od razu pojawia się obraz malinowego soku na zimę. U kogoś innego będą to jabłka, porzeczki czy winogrona. Sam garnek nie wymaga przy tym osobnego urządzenia grzewczego, bo stawiamy go bezpośrednio na kuchence. Biedronka podaje również, że stalowe naczynie można przechowywać w lodówce razem z zawartością. To przydatne, gdy nie chcę od razu przelewać wszystkiego do butelek. Szklana pokrywka pozwala natomiast obserwować, co dzieje się w środku. Dla mnie największą zaletą jest jednak coś innego. Ten sprzęt nie próbuje wymyślić domowych przetworów na nowo. Bierze rozwiązanie znane od lat i po prostu dostosowuje je do dzisiejszych kuchenek. I chyba dlatego od razu pomyślałam o babci.

Sokownik najbardziej doceniam wtedy, gdy owoce dojrzewają wszystkie naraz. Zamiast patrzeć, jak się marnują, robię z nich zapas

Każdy, kto ma kilka krzaków malin, porzeczek albo własne winogrona, zna ten moment. Przez długi czas dojrzewa po trochu, a potem nagle wszystko jest gotowe jednocześnie. Lodówka pełna, rodzina już obdarowana, a na krzakach nadal czekają owoce. Wtedy zaczyna się kombinowanie, co zrobić z nadmiarem. Sokownik pasuje właśnie do takiego domowego przetwarzania owoców. Nie potrzebuję przy tym osobnej sokowirówki. Dostaję klasyczny zestaw z garnkiem na wodę, częścią na sok, naczyniem na owoce, pokrywką oraz wężykiem. Wszystko ma swoje konkretne zadanie.