O tej porze roku coraz więcej czasu spędzam w kuchni. Rano robię sobie gorącą herbatę, po południu gotuję coś rozgrzewającego, a w weekendy lubię upiec ciasto. Zauważyłam, że kiedy za oknem robi się ponuro, zaczynam bardziej zwracać uwagę na otoczenie w mieszkaniu. Chcę, żeby było jasno, schludnie i przyjemnie. Nie mam jednak ochoty zmieniać całego wystroju. Wolę znaleźć jeden niedrogi dodatek, który sprawi, że pomieszczenie od razu nabierze innego charakteru. I tak właśnie było w przypadku tej zazdrostki z Sinsay. Najlepsze jest to, że zapłaciłam tylko 15 zł za sztukę, a mam w oknie małe widowisko.
Firanki typu zazdrostki wracają do łask. Są 10 razy lepsze niż tradycyjne z kilku praktycznych powodów
Przez długi czas wydawało mi się, że firanki-zazdrostki pasują wyłącznie do kuchni urządzonych w dawnym stylu. Kojarzyły mi się z małymi okienkami, drewnianymi meblami i koronkowymi serwetkami. Dzisiaj patrzę na nie zupełnie inaczej. Coraz częściej widzę, jak ładnie prezentują się również w nowoczesnych mieszkaniach.
Zobacz także:
Największą zaletą zazdrostek jest dla mnie to, że nie zasłaniają całego okna. Jesienią i zimą szczególnie zależy mi na naturalnym świetle. Dni są krótkie, a kiedy wracam do domu po południu, często jest już szaro. Nie chcę dodatkowo zaciemniać kuchni grubą tkaniną.
Zazdrostka osłania tylko część szyby, dlatego górna część okna pozostaje odkryta. To dobre rozwiązanie zwłaszcza w niewielkich pomieszczeniach, gdzie każdy promień dziennego światła jest na wagę złota. Jednocześnie materiał może trochę ograniczyć widoczność wnętrza z zewnątrz.
Lubię też to, że krótka firanka nie przeszkadza mi podczas codziennych czynności. Nie opada na blat i nie zajmuje miejsca wokół zlewu. Przy gotowaniu łatwiej utrzymać porządek, kiedy w pobliżu nie wiszą długie kawałki materiału. Jest jeszcze kwestia wyglądu. Dobrze dobrana zazdrostka potrafi sprawić, że nawet bardzo proste okno wygląda przytulniej.
Właśnie dlatego zaczęłam szukać czegoś, co będzie lekkie, jasne i niezbyt ozdobne. Chciałam uniknąć ciężkich falban, ale zależało mi na odrobinie romantycznego charakteru. I tak trafiłam na zestaw z Sinsay.
Białe zazdrostki z Sinsay mają koronkę i burgundowe kokardki. Za dwie sztuki zapłaciłam tylko 29,99 zł
W Sinsay wypatrzyłam zestaw dwóch zazdrostek na szelkach z ozdobnymi kokardkami. Komplet kosztuje 29,99 zł, co daje 15 zł za jedną sztukę. Przyznam, że właśnie połączenie ceny i wyglądu najbardziej mnie zainteresowało. Zazdrostki są białe, dzięki czemu prezentują się lekko i pasują do wielu kolorów kuchennych mebli. Nie mają dużych, krzykliwych wzorów. Ich ozdobą są niewielkie kokardki w głębokim, czerwonym odcieniu.
To właśnie one sprawiają, że zwykła firanka wygląda zupełnie inaczej. Ciemna czerwień pięknie odcina się od jasnego materiału, ale nie dominuje całej dekoracji. Do tego dochodzi delikatne koronkowe wykończenie przy dolnej części tkaniny.
fot. sinsay.com
Bardzo podoba mi się ten szczegół, bo nadaje zazdrostkom odrobinę elegancji. Koronka wygląda subtelnie, a nie przesadnie ozdobnie. Całość kojarzy mi się z przytulną kuchnią, w której na stole stoi świeżo upieczone ciasto, a na parapecie rosną zioła.
Każda zazdrostka ma wymiary 140 × 50 cm. W komplecie znajdują się dwie sztuki, więc można wykorzystać je na dwa okna albo dobrać sposób zawieszenia do szerokości przeszklenia. Przed zakupem warto jednak zmierzyć swoje okno, ponieważ tkanina powinna mieć odpowiedni zapas, żeby ładnie się układała.
Zazdrostki mają też szelki, przez które można przełożyć odpowiedni drążek. To wygodne rozwiązanie, bo nie trzeba przypinać materiału żabkami. Mnie najbardziej przekonuje jednak ich uniwersalność. Choć burgundowe kokardki od razu kojarzą mi się z okresem świątecznym, takie firanki mogą zdobić kuchnię również po Bożym Narodzeniu. Nie mają przecież nadrukowanych choinek, reniferów ani świątecznych napisów.
Kuchenne okno może wyglądać przytulnie bez drogich dekoracji. Do zazdrostek dobieram kilka prostych dodatków
Kiedy mam już ładną firankę, nie chcę zasłaniać jej zbyt wieloma ozdobami. Zazdrostki z burgundowymi kokardkami same w sobie są dekoracyjne, dlatego najlepiej wyglądają w spokojnym otoczeniu.
Zaczęłabym od parapetu. Bardzo lubię ustawiać na nim niewielkie doniczki z ziołami. Zielona bazylia, rozmaryn czy mięta pięknie kontrastują z białą tkaniną. Do tego można dodać ceramiczną osłonkę w kremowym albo beżowym kolorze. Takie połączenie wygląda świeżo i naturalnie.
Drugim pomysłem jest niewielki wazonik z gałązkami. Jesienią mogą to być gałązki z kolorowymi liśćmi, a bliżej grudnia kilka gałązek świerku lub jodły. Nie trzeba od razu robić dużego stroika. Czasem jedna gałązka w prostym szklanym naczyniu wygląda znacznie ładniej niż kilka przypadkowych ozdób.
To również może cię zainteresować: Za 15 zł zrobiłam w łazience klimat „spa à la Bali”. Cudo z litej akacji z Pepco ma złotą pompkę i piękne słoje, ale luksus
Przy jasnych meblach zazdrostki stworzą delikatną, romantyczną aranżację. Z kolei w kuchni z drewnianym blatem będą wyglądały cieplej i bardziej tradycyjnie. Bardzo ładnie wyobrażam je sobie również na tle oliwkowych lub ciemnozielonych szafek. Na okres Bożego Narodzenia można dodać na parapecie małą choinkę w doniczce albo kilka drewnianych ozdób. Ważne jednak, żeby nie ustawiać wszystkiego zbyt blisko firanki, szczególnie gdy korzystamy ze świec. Ja zdecydowanie wolę w takim miejscu dekoracje bez otwartego ognia.

Obserwuj nas na Google







