Urządzanie niewielkiego mieszkania potrafi nieźle dać w kość. Wystarczy postawić zbyt szeroką komodę, masywny fotel albo duży stolik kawowy, żeby nagle zabrakło miejsca na swobodne przejście. Sama doskonale znam ten problem. Lubię przytulne wnętrza, ale nie znoszę, gdy salon zaczyna przypominać magazyn mebli.

Z biegiem czasu nauczyłam się wybierać dodatki, które nie przytłaczają pomieszczenia. Zamiast kolejnej dużej ławy wolę niewielki stolik, który mogę postawić przy kanapie, a w razie potrzeby przestawić w inny kąt. Ostatnio szczególnie spodobały mi się modele z ozdobną, żłobioną podstawą.

Zobacz także:

W małym salonie każdy centymetr ma znaczenie. Ryflowany stolik z Sinsay kosztuje mniej niż 90 zł

Przeglądając ofertę Sinsay, zatrzymałam się przy okrągłym stoliku kawowym, który na pierwszy rzut oka skojarzył mi się z meblami z eleganckich salonów wnętrzarskich. Najpierw zauważyłam pionowe żłobienia na podstawie, a dopiero później spojrzałam na cenę. I tu miłe zaskoczenie! Stolik kosztuje 89,99 zł, czyli niecałą stówkę. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy zajrzałam do opinii klientów. Mebel otrzymał ocenę 4,7 na 5 gwiazdek na podstawie 155 opinii. To całkiem sporo ocen jak na niewielki element wyposażenia domu. W sklepie oznaczono go również jako bestseller.

fot: sinsay.com

Najbardziej podoba mi się jego okrągły blat. Nie ma ostrych narożników, które mogłyby przeszkadzać podczas przeciskania się między kanapą a szafką telewizyjną. W niewielkim pomieszczeniu taki szczegół naprawdę ma znaczenie.

Ryflowana podstawa przypomina drewniane lamele, które często widuję w znacznie droższych aranżacjach. Naturalny, beżowy odcień pasuje zarówno do jasnych, spokojnych wnętrz, jak i pomieszczeń urządzonych w cieplejszych kolorach.

Wygląda jak stolik od projektanta. Mały detal zmienia charakter całego mebla

W tym stoliku najciekawsza jest dla mnie jego forma. Zamiast czterech klasycznych nóżek ma jedną, cylindryczną podstawę ozdobioną pionowymi listewkami. To właśnie one sprawiają, że prosty mebel wygląda znacznie ciekawiej, chociaż nie ma żadnych wymyślnych zdobień.

Model z Sinsay ma wymiary 40 × 40 × 51 cm. Nie zajmuje więc tyle miejsca co tradycyjna ława, a blat wystarczy na filiżankę kawy, książkę czy niewielką dekorację. Trzeba jednak pamiętać, że maksymalne obciążenie wynosi 5 kg. Nie jest to mebel przeznaczony do ustawiania ciężkich donic ani dużych stosów książek.

Zaskoczył mnie również materiał. Choć stolik wygląda jak drewniany, w opisie producent podaje metal. Mebel wymaga samodzielnego złożenia, a obicie podstawy mocowane jest na rzepy.

Przy takiej konstrukcji szczególnie pilnowałabym dopuszczalnego obciążenia. Cięższe rzeczy lepiej trzymać na stabilniejszej komodzie, a stolik pozostawić na drobiazgi, po które często sięgamy podczas odpoczynku.

Zobacz też stoliki w Lidlu: Lidl ma modułowe stoliki ze ślizgaczami po 24 zł sztuka. Wysuwam jeden po drugim, a gdy nie są potrzebne, chowam jak matrioszki

Nie tylko obok kanapy. Ten stolik można wykorzystać na kilka sposobów

Najbardziej oczywistym miejscem dla takiego stolika jest przestrzeń obok sofy. Szczególnie gdy salon jest tak mały, że klasyczna ława ustawiona na środku utrudnia przechodzenie. Wystarczy dosunąć go do podłokietnika i mamy wygodne miejsce na kubek z herbatą, pilot czy okulary.

Ja widziałabym go również przy fotelu do czytania. Wystarczy miękki pled, niewielka lampka stojąca obok i ulubiona książka, żeby nawet niezagospodarowany dotąd kąt zamienić w przytulne miejsce do odpoczynku. Nie potrzeba do tego osobnego pokoju ani wielkiego metrażu.
Ciekawym pomysłem jest też wykorzystanie stolika jako podstawki pod lekką dekorację. Niewielki wazon z suszonymi gałązkami, ceramiczna miseczka albo lampion mogą wyglądać na nim naprawdę ładnie. Przy większych ozdobach trzeba jednak uważać, żeby nie przekroczyć dopuszczalnego obciążenia.

A z czym połączyć taki mebel? Mnie najbardziej przekonuje zestawienie ryflowanej podstawy z gładką, jasną sofą i miękkim dywanem. Pionowe żłobienia dodają aranżacji charakteru, dlatego nie potrzeba już wielu ozdób. Dobrze wyglądałyby przy nim również lniane zasłony, plecione kosze i dodatki w kolorze złamanej bieli.

W małym salonie postawiłabym przede wszystkim na umiar. Lepiej zostawić na blacie jedną ulubioną dekorację i miejsce na kawę, niż zastawiać całą powierzchnię drobiazgami. Dzięki temu stolik nadal będzie przydatny na co dzień, a nie stanie się kolejnym miejscem do odkładania wszystkiego, co akurat mamy pod ręką.