Jesień to czas, kiedy najchętniej zaszyłabym się w domu pod grubym kocem, z kubkiem gorącej herbaty i trzaskającym w tle kominkiem. Jest tylko jeden mały problem. W moim mieszkaniu kominka brak i raczej prędko się to nie zmieni. Nie zamierzam jednak rezygnować z przytulnego klimatu. Przeglądając nowości do domu w Sinsay wypatrzyłam niepozorną dekorację, która wygląda jak miniaturowe palenisko z żarzącymi się polanami. Nie wymaga drewna, nie dymi i można postawić ją nawet na zwykłej półce. Kosztuje zaledwie 45,99 zł.

Imitacje kominków zyskują na popularności. Marzenie o przytulnym kąciku w bloku w końcu może się spełnić

Nie wiem, co takiego jest w widoku płonącego kominka, że człowiek od razu ma ochotę zaszyć się pod kocem i zapomnieć o całym świecie. Jeszcze kilka lat temu takie nastrojowe wieczory kojarzyły mi się głównie z zimowymi wyjazdami w góry. Teraz podobny klimat coraz częściej próbuję przemycić do własnego mieszkania. Pomagają mi w tym świece, lampiony, miękkie pledy i ciepłe, nastrojowe oświetlenie. I właśnie na takie cuda zaczęłam zwracać uwagę podczas przeglądu sieciówek.

Zobacz także:

Ostatnio wpadła mi w oko dekoracja świetlna LED w kształcie kominka z Sinsay. To nowość, którą trudno pomylić ze zwykłą lampką. Ma czarną, prostokątną obudowę przypominającą niewielki kominek, a w środku imitację płonących polan. Wygląda trochę jak miniaturowe palenisko.

Nie mam kominka, ale mogę mieć płonące polana na półce. W Sinsay znalazłam idealną dekorację LED na jesień za 45,99 zł

Największe wrażenie robi oczywiście efekt ognia uzyskany dzięki oświetleniu LED. Czerwono-pomarańczowe światło sprawia, że polana wyglądają na rozżarzone, a za nimi widać imitację płomieni. Cały urok tej dekoracji polega na stworzeniu złudzenia prawdziwego paleniska, choć nie ma tu ani odrobiny ognia.

Oczywiście taki kominek nie ogrzeje pokoju. Może za to stworzyć przyjemną atmosferę podczas jesiennych wieczorów, kiedy za oknem szybko robi się ciemno, a my chcemy po prostu odpocząć.

fot. sinsay.com

Zerknęłam też na parametry techniczne, bo zastanawiałam się, czy taki gadżet trzeba na stałe podpinać do kontaktu. Okazuje się, że dekoracja ma wbudowany akumulator o pojemności 1000 mAh i jest ładowana przez port USB-C. Można więc korzystać z niej bez kabla podłączonego przez cały czas do gniazdka.

Producent podaje również trzy punkty świetlne, pobór mocy 0,18 W i deklarowany czas pracy do 100 godzin. Rzeczywisty czas działania może zależeć również zapewne od sposobu użytkowania i poziomu naładowania akumulatora. Taki urokliwy kominek kosztuje w Sinsay 45,99 zł i jest dostępny wyłącznie online.

Kominek LED z Sinsay postawiłabym nie tylko w salonie. W sypialni również zrobiłby przytulny klimat

Pierwsze, co przyszło mi do głowy po zobaczeniu kominka, to ustawienie takiej klimatycznej dekoracji na drewnianej komodzie. Obok położyłabym kilka książek, ceramiczny kubek i niedużą dekorację z jesiennych gałązek. Wieczorem wystarczyłoby zgasić górne światło, włączyć lampkę i nastrój gotowy.

Widzę go również na półce z książkami, pomiędzy ramkami ze zdjęciami i drobnymi ozdobami. Ciemna obudowa dobrze kontrastowałaby z jasnym drewnem, beżami i kremowymi dodatkami. Z kolei na tle butelkowej zieleni albo czekoladowego brązu dekoracja nabrałaby bardziej klasycznego, trochę rustykalnego charakteru.

A w sypialni? Tam postawiłabym go na stabilnej komodzie obok łóżka. Wyobraźcie sobie jesienny wieczór, świeżo zmienioną pościel, miękki koc i delikatną poświatę przypominającą ogień. To idealna sceneria do czytania książki przed snem.

Moim zdaniem taki miniaturowy kominek pasuje do wnętrz już od pierwszych chłodnych, jesiennych dni. A kiedy przyjdzie czas na bożonarodzeniowe ozdoby, będzie można ustawić obok niego małą choinkę lub świąteczne figurki.

To również może ci się spodobać: Nie jakiś plastik, tylko żłobione szkło. Za 12 zł mam świecącą dekorację, która zrobi mi klimacik na święta

Przy takich dekoracjach zawsze pamiętam też o proporcjach. Nie ustawiałabym wokół niego dziesięciu innych świecących ozdób, bo zamiast przytulnego kącika łatwo stworzyć trącącą kiczem wystawę świątecznych lampek. Jeden kominek, ciepłe światło stojącej lampy i kilka naturalnych dodatków w zupełności by mi wystarczyły.

Prawdziwy kominek z trzaskającym drewnem nadal pozostaje na mojej liście mieszkaniowych marzeń. Na razie jednak zadowolę się jego miniaturową wersją z Sinsay. Za niecałe 46 zł mogę mieć widok żarzących się polan bez popiołu, dymu i rozpalania ognia. A choć od takiej dekoracji w pokoju nie zrobi się cieplej, to sam widok może umilić niejeden ponury, jesienny wieczór.