Kiedy byłam dzieckiem, babcia nigdy nie odpuszczała pracy przy malinach w sierpniu. Powtarzała, że właśnie teraz decyduje się to, ile owoców zbierzemy jesienią. Wtedy wydawało mi się, że przesadza. Dziś wiem, że kilka prostych zabiegów naprawdę potrafi sprawić, że krzewy uginają się od słodkich malin aż do pierwszych przymrozków.
Babcia nie wyobrażała sobie sierpnia bez pielęgnacji malin. Dziś robię dokładnie to samo i widzę różnicę
W moim rodzinnym domu sierpień miał swój stały rytuał. Gdy tylko kończyły się największe lipcowe zbiory, babcia brała sekator, konewkę i ruszała do malin. Pamiętam, że zawsze mówiła: „Jeśli teraz o nie zadbasz, jesienią odwdzięczą się pełnymi garściami owoców”. Wtedy bardziej interesowało mnie podjadanie malin prosto z krzaka niż ogrodowe obowiązki, ale po latach wróciłam do jej metod. Zresztą moja teściowa też tak robi. Dziś mam własny ogród i doskonale rozumiem, dlaczego sierpień jest tak ważny. To właśnie w tym miesiącu maliny powtarzające owocowanie intensywnie rosną, zawiązują owoce i przygotowują się do kolejnych tygodni plonowania. Kilka prostych zabiegów może sprawić, że będą owocować aż do pierwszych przymrozków.
Zobacz także:
Pierwszą rzeczą, którą robię, jest dokładne obejrzenie wszystkich krzewów. Szukam pędów, które zakończyły już owocowanie. Babcia zawsze powtarzała, że roślina nie może marnować energii na stare gałęzie. Miała rację. Usunięcie ich pozwala młodym pędom lepiej się rozwijać i skupić siły na dojrzewających owocach. W przypadku malin powtarzających owocowanie wycina się pędy, które zakończyły plonowanie, pozostawiając młode, tegoroczne przyrosty. Stare pędy najlepiej przyciąć nisko, około 5 cm nad ziemią. Dzięki temu krzew staje się przewiewniejszy, zdrowszy i lepiej wykorzystuje składniki odżywcze.
fot. mat. własne Story.pl
Woda i nawóz mają teraz ogromne znaczenie. W sierpniu łatwo popełnić jeden podstawowy błąd
Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że skoro lato powoli dobiega końca, maliny nie potrzebują już szczególnej uwagi. Nic bardziej mylnego. To właśnie w sierpniu regularne podlewanie ma ogromny wpływ na wielkość i smak owoców. Babcia zawsze podlewała krzewy wcześnie rano albo późnym wieczorem. Nigdy nie polewała liści ani owoców, tylko kierowała wodę bezpośrednio pod korzenie. Staram się robić dokładnie tak samo. W czasie upałów podlewam maliny raz lub dwa razy w tygodniu, ale obficie. Dzięki temu korzenie pobierają wodę z głębszych warstw gleby.
Jeżeli szukasz ogrodniczych porad, to też warto sprawdzić: Już nie kupuję hortensji w ogrodniczym. Teściowa poleciła mi trik, dzięki któremu mam sadzonki za darmo
Bardzo ważne jest także nawożenie. W sierpniu odkładam nawozy azotowe, które pobudzają roślinę do tworzenia nowych pędów zamiast owoców. Zamiast nich wybieram nawozy jesienne bogate w fosfor i potas. To właśnie te składniki wspierają dojrzewanie malin, wzmacniają system korzeniowy i pomagają roślinie przygotować się do zimy. Jeśli nie mam pod ręką gotowego nawozu, sięgam po dojrzały kompost. Czasami wykorzystuję również niewielkie ilości biohumusu lub mączki bazaltowej, które dostarczają roślinom cennych mikroelementów. To proste rozwiązania, ale regularnie stosowane naprawdę przynoszą efekty.
Ściółka to sekret, o którym wiele osób zapomina. Dzięki niej maliny lepiej znoszą upały
Babcia zawsze mówiła, że ziemia pod malinami nie powinna być goła. Kiedyś nie rozumiałam, po co rozkłada słomę albo skoszoną trawę wokół krzewów. Dziś wiem, że to jeden z najprostszych sposobów na utrzymanie zdrowych roślin. Ściółka ogranicza parowanie wody, dzięki czemu gleba dłużej pozostaje wilgotna. W czasie letnich upałów ma to ogromne znaczenie. Korzenie nie przegrzewają się tak szybko, a maliny nie są narażone na gwałtowne przesuszenie.
Dodatkowym atutem jest ograniczenie wzrostu chwastów. Dzięki temu nie muszę co kilka dni wyrywać niepotrzebnych roślin konkurujących z malinami o wodę i składniki odżywcze. Najczęściej wykorzystuję przekompostowaną korę, słomę albo podsuszoną skoszoną trawę. Dobrze sprawdzają się również zdrowe liście drzew liściastych oraz trociny z drewna liściastego. To jeden z tych zabiegów, który zajmuje zaledwie kilkanaście minut, a efekty są widoczne przez wiele tygodni. Krzewy wyglądają zdrowiej, a owoce są jędrniejsze i dłużej zachowują świeżość.
Kilka minut pracy w sierpniu daje efekt jesienią. Teraz już wiem, dlaczego babcia była taka konsekwentna
Dziś, kiedy zbieram kolejne miseczki malin jeszcze we wrześniu, często przypominam sobie słowa babci. Wtedy wydawało mi się, że przesadnie dba o swoje krzewy. Teraz wiem, że każdy sierpniowy zabieg miał konkretny cel. Usunięcie starych pędów, regularne podlewanie, nawożenie preparatami bogatymi w fosfor i potas oraz ściółkowanie tworzą prosty plan pielęgnacji, który naprawdę działa. Nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani dużych wydatków, a potrafi znacząco zwiększyć ilość jesiennych owoców.
Najbardziej lubię to, że maliny odwdzięczają się bardzo szybko. Owoce dojrzewają stopniowo, są soczyste i słodkie, a zbiory potrafią trwać aż do pierwszych przymrozków. Wystarczy wyjść rano do ogrodu z niewielką miską, by po kilku minutach wrócić z pełnymi garściami świeżych malin. Jeśli więc do tej pory odkładałaś pielęgnację malin na później, sierpień jest ostatnim momentem, by to nadrobić. Kilka prostych czynności wykonanych właśnie teraz może sprawić, że jesienią krzewy będą uginać się pod ciężarem owoców – dokładnie tak, jak zawsze obiecywała moja babcia.

Obserwuj nas na Google







