Kiedy większość grzybiarzy z wypiekami na twarzy wypatruje prawdziwków i kurek, ja zawsze rozglądam się za czymś znacznie bardziej niezwykłym. Ten grzyb wygląda tak, jakby ktoś wylał na leśną ściółkę złocistą galaretkę albo płomień zastygły w czasie. Choć jest jadalny, jego historia ma pewien ważny haczyk, o którym warto wiedzieć, zanim wybierzemy się do lasu.

Nie przypomina żadnego znanego grzyba. Wygląda bardziej jak bursztynowa galaretka niż mieszkaniec lasu

Polskie lasy skrywają znacznie więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. Większość z nas zna borowiki, podgrzybki, maślaki czy kurki, ale świat grzybów jest o wiele bardziej różnorodny. Co roku doświadczeni grzybiarze pokazują w mediach społecznościowych niezwykłe okazy, które wyglądają wręcz jak stworzenia z innego świata. Jednym z nich jest płomyczka galaretowata, nazywana również płomykowcem galaretowatym (Guepinia helvelloides). Już sam jej wygląd sprawia, że trudno przejść obok niej obojętnie. Nie ma klasycznego kapelusza ani trzonu. Zamiast tego tworzy delikatne, falujące owocniki przypominające języki ognia, małe trąbki lub zwinięte rożki.

Zobacz także:

Największe wrażenie robi jednak kolor. Młode okazy mają intensywnie pomarańczową, łososiową lub koralową barwę. W promieniach słońca wyglądają niemal przezroczysto, a ich galaretowata konsystencja sprawia, że przypominają bursztynowe żelki wyrastające prosto z leśnego mchu. Owocniki osiągają zazwyczaj od 10 do 15 centymetrów wysokości i kilka centymetrów szerokości. Rosną pojedynczo lub w niewielkich skupiskach, dlatego ich zauważenie wymaga uważnego obserwowania ściółki. To właśnie ich nietypowy wygląd sprawia, że wielu grzybiarzy fotografuje je zamiast wkładać do koszyka. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że wyrastają bezpośrednio z ziemi, w rzeczywistości rozwijają się na ukrytych pod powierzchnią resztkach drewna, najczęściej świerkowego lub jodłowego.

Można go zjeść nawet na surowo. Jest jednak powód, dla którego lepiej zostawić go w lesie

Jedną z największych ciekawostek dotyczących płomyczki galaretowatej jest fakt, że uznawana jest za grzyb jadalny. Według miłośników grzybów można spożywać ją nawet na surowo, dodając do sałatek jako efektowną dekorację. Brzmi kusząco, zwłaszcza że jej wygląd przyciąga wzrok bardziej niż niejeden egzotyczny owoc. Problem polega jednak na tym, że walory smakowe nie dorównują urodzie. Grzyb nie ma wyrazistego aromatu ani charakterystycznego smaku. Większość osób opisuje go jako bardzo delikatny, wręcz neutralny.

Szukasz innych ciekawostek? To też może cię zainteresować: Amerykanin przyjechał do Polski i mile się zaskoczył. „Potrzebujemy tego w Stanach”

To jednak nie smak jest najważniejszym argumentem przeciwko zbieraniu płomyczki. Znacznie istotniejszy jest jej status prawny. W Polsce gatunek ten objęty jest częściową ochroną, co oznacza, że jego pozyskiwanie z naturalnych stanowisk jest ograniczone przepisami. W praktyce oznacza to, że zamiast zabierać go do domu, znacznie lepiej podziwiać go w jego naturalnym środowisku. Coraz więcej grzybiarzy zwraca uwagę, że właśnie takie rzadkie gatunki warto fotografować, a nie zbierać. Dzięki temu kolejne osoby również będą mogły zachwycić się ich niezwykłym wyglądem podczas spacerów po lesie. To doskonały przykład na to, że nie każdy jadalny grzyb powinien trafiać do koszyka. Czasem jego największą wartością jest po prostu możliwość zobaczenia go na własne oczy.

Najłatwiej spotkać go od lata do jesieni. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie patrzeć

Płomyczka galaretowata pojawia się w polskich lasach od lipca aż do października, czyli dokładnie wtedy, gdy rozpoczyna się największy sezon grzybowy. Najczęściej występuje w lasach iglastych, szczególnie w regionach górskich. Upodobała sobie miejsca, gdzie w glebie znajdują się rozkładające się fragmenty drewna świerków i jodeł. Zdarza się jednak, że można ją spotkać także pod bukami. Nie należy do grzybów pospolitych. Właśnie dlatego dla wielu miłośników przyrody jej odnalezienie staje się prawdziwą gratką. Niektórzy przez wiele lat chodzą po lasach i nigdy nie trafiają na ten niezwykły gatunek.

Doświadczeni grzybiarze radzą, by podczas spacerów nie patrzeć wyłącznie pod nogi w poszukiwaniu prawdziwków. Warto zwracać uwagę również na spróchniałe drewno, omszałe fragmenty ściółki i mniej uczęszczane zakątki lasu. To właśnie tam natura potrafi zaskoczyć najbardziej. Coraz większą popularnością cieszy się zresztą tzw. grzybobranie fotograficzne. Zamiast pełnych koszyków wiele osób wraca z lasu z galerią niezwykłych zdjęć przedstawiających rzadkie gatunki grzybów, porostów i mchów.

Nie każdy skarb lasu powinien trafić do koszyka. Czasem największą nagrodą jest samo odkrycie

Moda na grzybobranie od lat nie słabnie, ale coraz częściej towarzyszy jej większa świadomość przyrodnicza. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że las nie jest jedynie miejscem pozyskiwania grzybów, lecz także cennym ekosystemem, w którym każdy gatunek pełni określoną rolę. Płomyczka galaretowata jest tego doskonałym przykładem. Choć teoretycznie można ją spożywać, znacznie więcej radości daje możliwość odnalezienia jej podczas spaceru i podziwiania niezwykłych kolorów oraz oryginalnego kształtu.

Jej galaretowata struktura, intensywna pomarańczowo-koralowa barwa i płomienisty wygląd sprawiają, że trudno pomylić ją z jakimkolwiek innym mieszkańcem lasu. Wygląda niczym niewielka rzeźba stworzona przez samą naturę. Wybierając się na grzyby tej jesieni, warto więc od czasu do czasu oderwać wzrok od poszukiwania borowików. Być może właśnie wtedy uda się dostrzec jednego z najbardziej niezwykłych grzybów występujących w Polsce. Jeśli jednak dopisze szczęście i trafisz na płomyczkę galaretowatą, najlepiej zostawić ją tam, gdzie rośnie. Zamiast do koszyka niech trafi do pamięci lub na zdjęcie – dzięki temu ten niezwykły cud natury będzie mógł zachwycać także kolejnych miłośników leśnych wędrówek.