Podłoga w sypialni powinna być nie tylko ładna, ale też przyjemna dla bosych stóp. W końcu to na niej stajemy zaraz po przebudzeniu, często jeszcze zaspani i niechętni do wychodzenia spod ciepłej kołdry. Płytki imitujące drewno wyglądają elegancko i są bardzo praktyczne, ale w chłodne poranki potrafią dać się we znaki. Na szczęście nie trzeba od razu myśleć o wymianie podłogi. Niekiedy wystarczy niewielki dodatek, żeby wstawanie z łóżka stało się znacznie przyjemniejsze.

Gres imitujący drewno wygląda przepięknie. Zimą moje stopy mają jednak inne zdanie

Kilka lat temu zachwyciłam się gresem imitującym drewno. Takie płytki potrafią wyglądać naprawdę pięknie. Mają wzór desek, pasują do jasnych mebli i nie trzeba się martwić, że rozlana woda zniszczy podłogę. Do tego są łatwe w utrzymaniu czystości. Czego chcieć więcej? Wiele osób wybiera dziś gres drewnopodobny do całego domu, również do sypialni. Szczególnie dobrze sprawdza się przy ogrzewaniu podłogowym, ponieważ płytki skutecznie przewodzą ciepło. Sama uznałam, że będzie to znacznie praktyczniejsze niż panele.

Zobacz także:

Problem zaczyna się wtedy, gdy ogrzewanie akurat nie pracuje. Gres bardzo szybko odbiera ciepło bosym stopom, więc rano, kiedy człowiek dopiero wygrzebuje się spod kołdry, zetknięcie z zimnymi kafelkami nie należy do przyjemności. Zimą mam ochotę przeskoczyć prosto z łóżka do kapci.

fot: pepco.pl

Nie zamierzam oczywiście zrywać całej podłogi. Zaczęłam więc rozglądać się za niewielkim dywanikiem, który położę tuż przy łóżku. I właśnie podczas przeglądania oferty Pepco znalazłam model, który pasuje do mojej sypialni.

Pepco ma dywanik za 40 zł, który wygląda jak ręcznie tkany. Kwiatowy wzór przypomina mi wiejskie domy

Najbardziej spodobało mi się to, że dywanik z Pepco nie wygląda jak zwykły, jednokolorowy chodniczek. Ma jasne, beżowe tło, delikatne polne kwiaty i frędzle na krótszych bokach. Kojarzy mi się z dodatkami, które można spotkać w przytulnych domach urządzonych w stylu farmhouse.

Kosztuje 40 zł i ma wymiary 60 na 90 cm. To akurat taki rozmiar, który można położyć obok łóżka, bez zasłaniania całej podłogi. Nie trzeba przecież kupować ogromnego dywanu, żeby mieć gdzie postawić stopy po przebudzeniu.

Spodobał mi się też jego wyraźny, gruby splot. Materiał wygląda na mięsisty, a całość przypomina niewielkie, tradycyjnie tkane dywaniki. W składzie znajdziemy 70% bawełny i 30% poliestru. Nie jest więc wykonany wyłącznie z naturalnych włókien, ale spory udział bawełny zdecydowanie przemawia do mnie bardziej niż całkowicie syntetyczny chodniczek.

Mam tylko jedną uwagę. Na gładkim gresie dywaniki potrafią się przesuwać, dlatego przed położeniem go przy łóżku sprawdziłabym, czy potrzebna będzie mata antypoślizgowa. Szczególnie gdy ktoś wstaje w nocy albo ma w domu małe dzieci.

Czytaj także: Nie wierzę, co za cudo wyrwałam w Lidlu. Ta ławeczka ma mięciutkie obicie teddy, stabilne nogi i wielgachny schowek

Mały dywanik potrafi odmienić sypialnię bez remontu. W stylu farmhouse wygląda szczególnie przytulnie

W mojej sypialni dominują jasne kolory i drewno, dlatego właśnie taki kwiatowy wzór najbardziej przypadł mi do gustu. Nie jest krzykliwy, a jednocześnie sprawia, że wnętrze wygląda mniej surowo.

Dywanik z Pepco pasowałby również do sypialni w stylu rustykalnym, prowansalskim czy cottagecore. Wyobrażam go sobie przy łóżku z drewnianą ramą, obok lnianej pościeli i kremowej narzuty. Nie potrzeba wielu dekoracji, żeby zrobiło się przyjemniej.

Można też położyć go przed komodą albo przy fotelu, w którym lubimy czytać książki. Ja jednak zostanę przy miejscu obok łóżka. To właśnie tam najbardziej przeszkadzają mi zimne płytki. Przy okazji pamiętałabym o regularnym odkurzaniu i sprawdzeniu metki przed praniem. Jasny dywanik, zwłaszcza położony bezpośrednio przy łóżku, wymaga trochę uwagi.

Gresu nadal nie żałuję, bo jest wygodny w sprzątaniu i naprawdę ładnie wygląda. Ale gdybym dzisiaj urządzała sypialnię od nowa, od razu zaplanowałabym miejsce na miękki dywanik. Zwłaszcza że nie trzeba na niego wydawać kilkuset złotych.