Jesienią najwięcej uwagi poświęcam okryciom wierzchnim. Mogę mieć na sobie ulubione jeansy, prosty sweter i wygodne botki, ale to właśnie płaszcz widać jako pierwszy. Dlatego nie kupuję go wyłącznie dlatego, że ma modny kolor albo dobrze wygląda na manekinie. Po pięćdziesiątce jeszcze bardziej doceniam ubrania, w których mogę swobodnie się poruszać, a jednocześnie czuję się elegancko. Nie przepadam za fasonami, które całkowicie ukrywają sylwetkę. Z drugiej strony nie mam ochoty wciskać się w zbyt ciasne okrycie, pod którym ledwo mieści się cieplejszy sweter. Najlepiej sprawdzają mi się klasyczne kroje z możliwością dopasowania do figury. I właśnie taki pomysł znalazłam w kolekcji Sinsay.
Płaszcz z Sinsay ma pasek, który podkreśla talię. Dzięki temu nie wygląda jak kolejny bezkształtny worek
W Sinsay zwróciłam uwagę na długi, wiązany płaszcz z domieszką wełny i wiskozy. Już na pierwszy rzut oka różni się od wielu prostych, bardzo szerokich modeli, które od kilku sezonów dominują w sklepach. Ma klasyczne klapy, dwurzędowe zapięcie na ciemne guziki i wyraźny wzór w jodełkę. Całość utrzymana jest w przygaszonej kolorystyce z odcieniami bordo i brązu. To barwy, które dobrze komponują się z jesienną garderobą i nie wymagają kupowania nowych dodatków.
Zobacz także:
Najważniejszym elementem jest jednak pasek. Można nim przewiązać płaszcz w talii i nadać sylwetce bardziej określony kształt. Nie trzeba mocno go zaciskać. Wystarczy delikatnie zebrać materiał, żeby okrycie wyglądało inaczej niż wtedy, gdy swobodnie opada wzdłuż ciała. Podoba mi się, że ten model daje wybór. Gdy mam ochotę na luźniejszą stylizację, mogę nosić go rozpiętego. Kiedy zależy mi na bardziej eleganckim wyglądzie, wystarczy zapiąć guziki i zawiązać pasek.
Nie bez znaczenia są też szerokie klapy. Nadają całości klasyczny charakter i ładnie prezentują się przy golfach oraz prostych bluzkach. Z kolei długość płaszcza sprawia, że można zestawiać go zarówno ze spodniami, jak i sukienkami. Warto jednak pamiętać, że pasek nie sprawi automatycznie, iż każdy rozmiar będzie dobrze leżał. Duże znaczenie ma ułożenie ramion, szerokość rękawów i to, czy materiał nie marszczy się nieestetycznie po przewiązaniu.
fot. sinsay.pl
W składzie płaszcza jest wełna i wiskoza. To ważny szczegół przy wyborze jesiennego okrycia
Kupując płaszcz, zawsze sprawdzam metkę. Ładny fason jest ważny, ale równie istotne jest to, z czego wykonano ubranie. Szczególnie jesienią, kiedy rano potrafi być naprawdę chłodno, a po południu temperatura wyraźnie rośnie. Model z Sinsay został opisany jako płaszcz z domieszką wełny i wiskozy. To interesujące połączenie, ponieważ oba włókna mają inne właściwości. Wełna jest ceniona za zdolność do zatrzymywania ciepła. Wiskoza natomiast może wpływać na miękkość materiału i sposób jego układania się na sylwetce. Warto jednak zwrócić uwagę na słowo „domieszka”. Nie oznacza ono, że płaszcz wykonano w całości z wełny.
Szukasz modowych inspiracji? To też warto sprawdzić: Modne 50-tki oszaleją na punkcie tych botków z Pepco. Wyższa cholewka, futerko i cena niziutka, a wyglądają jak za 4x tyle
O tym, jak ciepłe będzie okrycie, decydują przede wszystkim proporcje włókien, grubość tkaniny i konstrukcja ubrania. Dlatego przed zakupem dobrze sprawdzić pełny skład oraz zalecenia dotyczące pielęgnacji. Nie zakładałabym też z góry, że każdy płaszcz z dodatkiem wełny sprawdzi się podczas silnych mrozów. Na jesień i łagodniejsze zimowe dni może być odpowiedni, ale wszystko zależy od konkretnego materiału i tego, co założymy pod spód. Przy przymierzaniu zwróciłabym uwagę na jeszcze jedną rzecz. Płaszcz powinien pozwalać na swobodne uniesienie rąk i wygodne zapięcie guzików nawet wtedy, gdy mamy pod nim grubszy sweter. Elegancja nie powinna oznaczać niewygody.
Kobiety po 50. mogą wyglądać w nim niezwykle elegancko. Wystarczą jeansy, botki i prosty sweter
Najbardziej lubię ubrania, które nie wymagają budowania całej garderoby od początku. Ten płaszcz z Sinsay ma wzór i kolorystykę na tyle charakterystyczne, że reszta stroju może pozostać bardzo prosta. Na co dzień założyłabym do niego ciemne jeansy o prostych nogawkach, kremowy golf i skórzane botki. Taki zestaw sprawdzi się podczas zakupów, spaceru po mieście czy spotkania na kawę. Nie wygląda przesadnie oficjalnie, ale jest znacznie ciekawszy niż zwykła kurtka. Do pracy lub na rodzinne spotkanie wybrałabym czarne spodnie, jasną bluzkę i niewielką torebkę. Płaszcz przewiązany paskiem dodałby całości bardziej uporządkowanego wyglądu.
Bardzo podoba mi się również pomysł połączenia go z dzianinową sukienką. Najlepiej w spokojnym kolorze, na przykład beżowym, czekoladowym albo bordowym. Wtedy jodełka pozostanie głównym elementem stylizacji. Przy długich płaszczach ważne są proporcje. Niższe kobiety mogą zwrócić szczególną uwagę na długość okrycia i wysokość obcasa. Nie oznacza to jednak, że powinny rezygnować z takiego fasonu. Czasem wystarczy odpowiednio dobrać buty i zaznaczyć talię, żeby całość wyglądała korzystnie. Po pięćdziesiątce nie trzeba też ograniczać się do czerni i szarości. Przygaszone bordo pięknie komponuje się z beżem, granatem, brązem i kremową bielą. Dzięki temu można wykorzystać ubrania, które już wiszą w szafie.
Elegancki płaszcz nie musi kosztować fortuny. Przed zakupem w Sinsay sprawdziłabym kilka szczegółów
Nie lubię kupować ubrań tylko dlatego, że akurat są modne. Wolę zastanowić się, czy rzeczywiście będę po nie sięgać. Przy płaszczu ma to szczególne znaczenie, bo zajmuje sporo miejsca w szafie i zwykle nosimy go przez kilka miesięcy. W modelu z Sinsay przekonuje mnie przede wszystkim klasyczny fason. Jodełka, szerokie klapy i pasek nie są dodatkami, które nagle przestają wyglądać dobrze po jednym sezonie. Taki płaszcz można łączyć z prostymi ubraniami i zmieniać jego charakter za pomocą dodatków. Przed zakupem sprawdziłabym jednak długość rękawów i sposób układania się materiału po zapięciu. Zwróciłabym też uwagę na szwy, guziki oraz to, czy pasek wygodnie utrzymuje się w talii.

Obserwuj nas na Google







