Latem wystarczy mi kilka kroków do ogrodu, żeby do obiadu dorzucić świeżą pietruszkę, koperek czy inne zioła. Jesienią sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Kupuję je w sklepie, wykorzystuję część, a resztę wkładam do lodówki z nadzieją, że tym razem wytrzymają trochę dłużej. Nie zawsze się udaje. Właśnie dlatego ostatnio zaczęłam szukać prostych sposobów na lepszą organizację chłodziarki i ograniczenie marnowania jedzenia.
Jesienią i zimą najbardziej brakuje mi świeżych ziół prosto z ogrodu. Poszłam do IKEA po odrobinę kuchennej świeżości i tak znalazłam swoją „miniszklarnię” do lodówki
Latem właściwie nie zastanawiam się nad świeżymi ziołami. Mam je pod ręką w ogrodzie, więc obiad mogę w ostatniej chwili posypać czymś zielonym i od razu wygląda oraz smakuje lepiej. Jesienią i zimą ten luksus się kończy.
Zobacz także:
Wtedy zaczynają się zakupy niewielkich pęczków. Pietruszka, koperek czy inne świeże zioła trafiają do lodówki, ale nie zawsze wykorzystuję je od razu. Najbardziej denerwuje mnie moment, kiedy po kilku dniach zaglądam do środka, a zamiast świeżego dodatku do obiadu znajduję zwiędnięte łodyżki.
Nie lubię wyrzucać jedzenia. Tym bardziej że zioła kupuję właśnie po to, żeby dodać trochę świeżego smaku do potraw w miesiącach, kiedy ogród już mi tego nie zapewnia. Zaczęłam więc kombinować, jak przechowywać je wygodniej. Przy okazji wizyty w IKEA postanowiłam zajrzeć do działu z organizacją kuchni. Nie szukałam drogiego urządzenia ani kolejnego dużego pojemnika, który zajmie pół lodówki. Chciałam czegoś prostego.
I właśnie wtedy zobaczyłam produkt, który od razu nazwałam swoją „miniszklarnią”. Oczywiście nie jest to prawdziwa szklarnia i zioła w środku nie rosną. To po prostu specjalny pojemnik do przechowywania świeżych ziół w lodówce. Skojarzenie przyszło mi jednak automatycznie, bo zielone łodyżki zamknięte w wysokiej, przezroczystej osłonie wyglądają trochę jak rośliny w miniaturowym ogrodzie.
Dla mnie najważniejsze jest to, że wreszcie mają własne miejsce. Nie leżą przygniecione opakowaniem sera ani nie giną gdzieś za pojemnikami. Mogę je zobaczyć od razu po otwarciu lodówki, a to również zwiększa szansę, że rzeczywiście wykorzystam je podczas gotowania.
Ta „miniszklarnia” z IKEA to pojemnik do przechowywania ziół, który mieści się w lodówce. Za 19,99 zł dostałam prosty sposób na uporządkowanie koperku, pietruszki i innych świeżych dodatków
W IKEA wypatrzyłam pojemnik Klipphagt, przeznaczony do ziół. Kosztuje 19,99 zł. To właśnie jego konstrukcja od razu przyciągnęła moją uwagę. Pojemnik jest wysoki i przezroczysty, dzięki czemu od razu widzę, co znajduje się w środku. Nie muszę otwierać kolejnych pudełek i sprawdzać, gdzie schowałam pietruszkę. Wstawione pionowo zioła nie plączą się też pomiędzy innymi produktami.
Dla mnie to ogromna różnica, bo dotąd świeże zioła najczęściej lądowały tam, gdzie akurat znalazło się trochę wolnej przestrzeni. Później stawiałam przed nimi jogurt, pojemnik z obiadem albo butelkę i po dwóch dniach kompletnie zapominałam, że je kupiłam.
fot. ikea.com
Tutaj zielone łodyżki są dobrze widoczne. Otwieram lodówkę i od razu przypominam sobie, że mogę dodać je do ziemniaków, zupy, sosu czy kanapek. Podoba mi się również pionowa forma. W lodówce każdy centymetr ma znaczenie, szczególnie po większych zakupach. Zamiast rozkładać pęczek ziół na całej półce, mogę przeznaczyć mu konkretną, stosunkowo wąską przestrzeń.
Nie traktowałabym oczywiście takiego pojemnika jak magicznego sposobu, dzięki któremu każde zioło pozostanie idealnie świeże przez całą jesień i zimę. Chodzi o wielokrotne przechowywanie kolejnych porcji kupowanych w tym okresie, a nie o zachowanie jednego pęczka przez kilka miesięcy. To ważna różnica.
Zioła nadal trzeba regularnie sprawdzać i usuwać części, które zaczynają się psuć. Sam pojemnik nie zastąpi również właściwej temperatury przechowywania. Dla mnie jego największą zaletą jest uporządkowanie i stworzenie warunków, w których delikatne łodyżki nie są przypadkowo przygniatane innymi produktami. Za 19,99 zł właśnie takiego rozwiązania oczekiwałam. Prostego, niewielkiego i takiego, z którego rzeczywiście będę korzystać.
Przy okazji znalazłam w IKEA inne przydatne gadżety. Wszystkie za mniej niż 30 zł
Po zakupie pojemnika na zioła zaczęłam dokładniej oglądać pozostałe organizery. I muszę przyznać, że czasami najprostsze rozwiązania robią na mnie największe wrażenie. Pierwszym jest pojemnik na puszki do lodówki. Takie rozwiązanie pozwala przeznaczyć na puszki konkretną część półki. Wszystko stoi razem i łatwiej kontrolować, ile napojów zostało.
To również może cię zainteresować: Koniec z błotem w przedpokoju. W Sinsay wyhaczyłam świetny gadżet za 16 zł. To nowość, a już jest bestsellerem
Drugie rozwiązanie nie ma już nic wspólnego z jedzeniem, ale również przyciągnęło moją uwagę. Chodzi o organizer na buty, który pozwala ustawić jedną parę bardziej kompaktowo. Zamiast dwóch butów stojących obok siebie na całej szerokości półki, jeden znajduje się wyżej, a drugi niżej. W ten sposób para zajmuje mniej miejsca w poziomie. W niewielkiej szafce na buty może to być naprawdę sprytne rozwiązanie. Od razu pomyślałam o swoim przedpokoju. Jesienią robi się tam największy bałagan. Dochodzą pełne buty, później botki, a po pierwszych chłodach jeszcze cieplejsze modele.

Obserwuj nas na Google






