Okolica oczu jako pierwsza zdradza u mnie niewyspanie, zmęczenie i upływ czasu. Drobne linie najbardziej widzę wtedy, gdy nakładam korektor, który zamiast je ukryć, potrafi jeszcze mocniej je podkreślić. Dlatego zainteresowała mnie nowość Eveline, którą wypatrzyłam w Rossmannie za 18,49 zł. Producent połączył w niej składniki ukierunkowane na wygładzenie, jędrność i świeższy wygląd skóry, a całość zamknął pod modnym hasłem technologii LONGEVITY™.
Kurze łapki najbardziej widzę po nałożeniu korektora. Dlatego pielęgnację zaczynam jeszcze przed makijażem
Mogę mieć świetny podkład i ulubiony korektor, ale jeśli skóra pod oczami jest przesuszona i ma wyraźną teksturę, makijaż bezlitośnie to pokaże. Produkt zbiera się wtedy w drobnych liniach, a kurze łapki, które bez makijażu nie zwracały mojej uwagi, nagle stają się znacznie bardziej widoczne. Zamiast dokładać kolejną warstwę krycia, wolę więc skupić się na przygotowaniu skóry. I właśnie pod tym kątem zainteresował mnie w Rossmannie Eveline Cosmetics Age Back Code LONGEVITY™ – liftingujący krem pod oczy i na górną powiekę.
Zobacz także:
Ma 15 ml i jest przeznaczony do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu, a producent obiecuje przede wszystkim jej widoczne wygładzenie, poprawę jędrności oraz redukcję oznak zmęczenia. Nie oczekiwałabym oczywiście, że kosmetyk za kilkanaście złotych „wyprasuje” utrwalone zmarszczki czy cofnie proces starzenia. Kurze łapki są naturalnym efektem m.in. mimiki i zmian zachodzących w skórze wraz z wiekiem. Dobrze dobrana pielęgnacja może jednak poprawić nawilżenie i wygląd tej okolicy, dzięki czemu drobne linie mogą być mniej podkreślone, a skóra wyglądać na gładszą i bardziej wypoczętą. Dla mnie ma to znaczenie zwłaszcza rano. Na wypielęgnowanej okolicy oka korektor ma po prostu lepszą bazę niż na suchej, ściągniętej skórze. Warto tylko dać kremowi chwilę na wchłonięcie przed rozpoczęciem makijażu i nie przesadzać z jego ilością. W przypadku okolicy oczu więcej kosmetyku wcale nie musi oznaczać lepszego efektu – zbyt gruba warstwa może wręcz utrudnić późniejsze nakładanie korektora.
fot. rossmann.pl
PDRN, peptydy, kofeina i ferment – lista składników brzmi jak z dużo droższego kosmetyku. Eveline zamknęło je w tubce za 18,49 zł
Najbardziej zaciekawił mnie jednak skład i sposób, w jaki marka zbudowała całą linię Age Back Code. Eveline mówi tutaj o LONGEVITY™, czyli „technologii długowieczności”, inspirowanej epigenetyką. Brzmi bardzo futurystycznie, ale podchodzę do takich określeń przede wszystkim jako do języka producenta i zamiast oczekiwać dosłownego „cofania czasu”, patrzę na konkretne składniki formuły. A tych jest kilka interesujących. Marka wymienia Klotho Prekursor, który według deklaracji ma wspierać regenerację i jędrność skóry, oraz Sodium DNA, składnik kojarzony w tej formule z odnową i poprawą elastyczności. Na liście znalazł się również Galacto Ferment, któremu producent przypisuje działanie wspierające mikrobiom, rozświetlające i wzmacniające odporność skóry na stres oksydacyjny.
Chcesz więcej polecajek produktów kosmetycznych? To również warto sprawdzić: Tylko 10,99 zł i lwia zmarszczka to już nie mój problem. To nie krem, ani serum, a sprytny patent z Rossmanna, który działa cuda
Dla osób skupionych na kurzych łapkach szczególnie interesujące będą peptydy sygnałowe. Eveline deklaruje, że mają wspierać syntezę kolagenu i elastyny, a tym samym pomagać w wygładzaniu drobnych linii i zmarszczek. Jest też dobrze znana z kosmetyków pod oczy kofeina, którą marka wykorzystuje z myślą o opuchnięciach, cieniach i zmęczonym wyglądzie spojrzenia. To właśnie takie połączenie podoba mi się bardziej niż samo efektowne słowo „longevity” na pudełku. Kosmetyk nie skupia się wyłącznie na jednym problemie, lecz został pomyślany z myślą o kilku typowych potrzebach skóry wokół oczu: utracie sprężystości, drobnych liniach i oznakach zmęczenia. Nie oznacza to oczywiście, że każda osoba zobaczy identyczny rezultat. Kosmetyki pielęgnacyjne działają inaczej w zależności od kondycji skóry, regularności stosowania i całej rutyny, a deklaracje producenta nie są gwarancją efektu u każdego.
Cena spadła z 30,99 do 18,49 zł. Przy takiej promocji łatwiej przetestować nowość bez wydawania fortuny
W Rossmannie krem kosztuje obecnie 18,49 zł za 15 ml, co daje 123,27 zł za 100 ml. Najniższa cena produktu w ciągu 30 dni przed obniżką wynosiła 30,99 zł, więc różnica jest spora – to 12,50 zł mniej. I właśnie cena sprawiła, że zwróciłam na tę nowość jeszcze większą uwagę. Pielęgnacja przeciw oznakom starzenia, szczególnie ta reklamowana za pomocą takich składników jak peptydy czy PDRN, potrafi kosztować znacznie więcej. Tutaj próg wejścia jest niewielki, więc jeśli i tak planujesz wymienić krem pod oczy, promocja może być dobrym momentem na zainteresowanie się tą formułą.
Nie kupowałabym go jednak tylko dlatego, że na pudełku pojawia się hasło „technologia długowieczności”. Znacznie ważniejsze jest to, czy odpowiada ci konsystencja i czy skóra dobrze toleruje kosmetyk. Okolica oczu jest szczególnie delikatna, dlatego przy skłonności do podrażnień lub alergii warto wcześniej dokładnie przejrzeć pełny INCI i wprowadzać nowy produkt ostrożnie. Przy regularnym stosowaniu producent obiecuje poprawę napięcia, sprężystości i świeżości konturu oka. Dla mnie najciekawszym potencjalnym efektem pozostaje jednak wygładzenie powierzchni skóry. Jeśli krem sprawia, że okolica oka jest dobrze wypielęgnowana i mniej przesuszona, zyskuję podwójnie: skóra sama w sobie prezentuje się lepiej, a później łatwiej nałożyć na nią cienką warstwę makijażu. Nie potrzebuję przecież całkowicie pozbawionej zmarszczek twarzy. Chcę raczej uniknąć sytuacji, w której korektor po kilku godzinach wygląda gorzej niż przed jego nałożeniem.
Nie próbuję wymazać z twarzy każdego uśmiechu. Chcę, żeby kurze łapki nie grały pierwszych skrzypiec po nałożeniu makijażu
Kurze łapki mają w sobie coś przewrotnego – pojawiają się między innymi dlatego, że się uśmiechamy, a jednocześnie to właśnie one potrafią najbardziej irytować podczas robienia makijażu. Nie zamierzam więc wypowiadać im wojny, ale chętnie zadbam o to, żeby skóra wokół oczu była bardziej miękka, nawilżona i wyglądała świeżo. W codziennej rutynie taki krem stosowałabym oszczędnie, delikatnie rozprowadzając niewielką ilość bez mocnego pocierania skóry. Rano dałabym mu kilka minut przed korektorem, a sam makijaż nakładała możliwie cienką warstwą.
Wieczorem z kolei krem może być ostatnim etapem spokojnej pielęgnacji okolicy oka po dokładnym demakijażu. Nie zapominałabym również o ochronie przeciwsłonecznej w ciągu dnia, bo promieniowanie UV jest jednym z istotnych czynników przyspieszających widoczne starzenie skóry. Właśnie takie połączenie – konsekwentna pielęgnacja, ochrona przed słońcem i rozsądne oczekiwania – ma dla mnie więcej sensu niż wiara w jeden cudowny kosmetyk. Eveline Age Back Code za 18,49 zł zainteresował mnie przede wszystkim jako niedroga propozycja dla skóry z pierwszymi lub bardziej widocznymi liniami wokół oczu, a nie jako magiczna gumka do zmarszczek. Jeśli przy okazji sprawi, że korektor będzie wyglądał na tej okolicy świeżej i nie podkreśli każdej kurze łapki, to właśnie taki efekt uznałabym za najbardziej praktyczny na co dzień.

Obserwuj nas na Google







