Zawsze zazdrościłam osobom, które mają osobną garderobę. Wszystko wisi równiutko, buty stoją parami, a pościel ma własną szafkę. U mnie rzeczy zajmują każdy wolny kąt. Co gorsza, gdy próbuję zrobić porządek, często okazuje się, że nie mam gdzie odłożyć tego, co właśnie wyjęłam. W małym mieszkaniu nie da się przecież bez końca dostawiać komód. Każdy dodatkowy mebel zabiera miejsce, którego i tak brakuje. Dlatego coraz częściej szukam rozwiązań, które pomagają wykorzystać wnętrze szafy, zamiast powiększać ją kosztem pokoju.

W Action znalazłam kosze do zawieszenia. Wykorzystują miejsce, o którym zwykle zapominamy

Największy problem z moją szafą polega na tym, że część przestrzeni pozostaje niewykorzystana. Na półce leży stos ubrań, a tuż nad nim jest jeszcze sporo wolnego miejsca. Tyle że trudno położyć tam cokolwiek, bo kolejna warstwa rzeczy zaraz zaczęłaby się osuwać. Właśnie dlatego zainteresował mnie organizer z Action. To prosty pomysł na dodatkowe miejsce do przechowywania bez konieczności kupowania osobnej szafki. Można potraktować je jak pomocnicze schowki na drobiazgi, które dotąd nie miały swojego miejsca.

Zobacz także:

Najchętniej przeznaczyłabym taki kosz na lekkie akcesoria. Apaszki, zwinięte paski, niewielkie torebki czy zapasowe poszewki potrafią zajmować zaskakująco dużo miejsca, zwłaszcza gdy leżą wymieszane z ubraniami. Podoba mi się też sama idea oddzielenia mniejszych rzeczy od dużych stosów. Gdy wszystko leży na jednej półce, wystarczy wyjąć sweter ze środka i cały porządek znika. Osobny kosz pozwala przynajmniej częściowo uniknąć takiego bałaganu. Nie oznacza to oczywiście, że szafa naprawdę staje się dwa razy większa. Zyskujemy raczej dodatkowe miejsce na uporządkowanie rzeczy, które wcześniej zajmowały półki albo leżały luzem. A w mikromieszkaniu nawet taka zmiana bywa bardzo odczuwalna.

fot. action.pl

Moja szafa ma jeden wielki problem. Półki są pełne, a między nimi marnuje się miejsce

Zauważyłam, że najwięcej przestrzeni tracę nie przez liczbę ubrań, lecz przez sposób ich układania. Na wysokiej półce trzymam kilka swetrów, ale nie mogę ułożyć ich aż pod samą górę. Stos szybko zrobiłby się niestabilny. Zawieszany kosz może pomóc podzielić taką przestrzeń na mniejsze części. Zamiast jednej wysokiej wnęki mamy możliwość wygospodarowania osobnego miejsca na drobiazgi. Oczywiście wszystko zależy od konstrukcji mebla i sposobu mocowania kosza.

Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też warto sprawdzić: Nakrapiana ceramika wygląda jak z małej pracowni. A to z świecznik z Dino za 7,99 zł. Robi mi klimat nie tylko jesienią

Przed zakupem sprawdziłabym więc dokładnie wymiary produktu oraz to, czy pasuje do półek w mojej szafie. Ważne jest również dopuszczalne obciążenie. Nie wkładałabym do niego ciężkich przedmiotów bez upewnienia się, że producent przewidział takie zastosowanie. Najbardziej praktyczny wydaje mi się prosty podział. Na półce zostają ubrania, po które sięgam codziennie, a w dodatkowym schowku lądują rzeczy mniejsze i lżejsze. Dzięki temu nie muszę za każdym razem przekopywać całej zawartości szafy. I właśnie o taki porządek mi chodzi. Nie o idealne wnętrze jak z katalogu, tylko o możliwość znalezienia rajstop czy ulubionej apaszki bez wyciągania połowy garderoby.

Dwa kosze za mniej niż dwie dyszki. Nie trzeba nawet wyciągać wiertarki

W Action za 19,95 zł dostaniemy dwie sztuki koszy do zawieszenia. Każdy ma wymiary 31,5 × 31 × 12 cm. Są czarne, wykonane ze stali i PVC, a ich maksymalne obciążenie wynosi 2 kg na kosz. Najważniejsze jest jednak mocowanie. Kosze wystarczy wsunąć pod odpowiednią półkę, bez wiercenia dziur i montowania dodatkowych wsporników. To szczególnie dobra wiadomość dla osób, które wynajmują mieszkanie albo po prostu nie chcą niszczyć mebli.

Podoba mi się, że można je wykorzystać nie tylko w szafie. Jeden umieściłabym w garderobie, a drugi w kuchni. Tam również mam kilka półek, pod którymi zostaje wolna przestrzeń, choć w szafkach ledwo mieszczą się zapasy. W kuchennym koszu mogłyby znaleźć się lekkie ściereczki, serwetki czy niewielkie opakowania. Ważne tylko, żeby nie przekraczać dopuszczalnego obciążenia i upewnić się, że kosz dobrze trzyma się półki.

Nie każda rzecz potrzebuje osobnej szuflady. W małym mieszkaniu liczy się sprytne przechowywanie

Największa zaleta takich rozwiązań? Nie trzeba od razu robić wielkich porządków ani wymieniać całej zabudowy. Wystarczy przyjrzeć się półkom i zastanowić, gdzie marnuje się przestrzeń. Ja zaczęłabym od szafy z ubraniami. Wyjęłabym wszystko, co leży luzem, i podzieliła na grupy. Apaszki osobno, paski osobno, drobne akcesoria również. Dopiero wtedy zdecydowałabym, które rzeczy warto przenieść do zawieszanego kosza.

Przy okazji łatwiej zauważyć, czego naprawdę używamy. Czasem problemem nie jest przecież zbyt mała szafa, tylko przedmioty, które od lat przekładamy z miejsca na miejsce. Nie oczekiwałabym też cudów. Dwa dodatkowe schowki nie zastąpią garderoby i nie pomieszczą zimowych kurtek. Mogą jednak uwolnić część półek i sprawić, że codzienne szukanie drobiazgów przestanie być tak irytujące. A w mikromieszkaniu właśnie takie drobne usprawnienia lubię najbardziej. Nie zabierają miejsca na podłodze, nie wymagają remontu i pozwalają lepiej wykorzystać meble, które już stoją w domu.