Małe sprzęty kuchenne coraz częściej traktuję nie tylko jako praktyczne urządzenia. Stoją przecież na blacie praktycznie przez cały czas, więc zależy mi również na tym, żeby po prostu ładnie wyglądały. Szczególnie podobają mi się urządzenia inspirowane stylem retro, zaokrąglone, kolorowe i uzupełnione błyszczącymi detalami. Potrafią odmienić nawet zwyczajną kuchnię bez wymiany mebli czy kosztownego remontu. Niestety za najładniejsze modele znanych marek często trzeba sporo zapłacić.

Błękitny czajnik Smeg marzył mi się od dawna. Cena skutecznie powstrzymywała mnie jednak przed zakupem

Od dawna marzyły mi się w kuchni urządzenia marki Smeg. Podobały mi się tostery, blendery i inne drobne sprzęty tej marki, ale chyba najbardziej chciałam mieć ich charakterystyczny czajnik. Urzekła mnie przede wszystkim stylistyka retro. Zaokrąglona forma i błyszczące detale sprawiają, że sprzęt wygląda bardziej jak element wystroju kuchni niż zwykły czajnik elektryczny.

Zobacz także:

Ogromne znaczenie miały dla mnie również kolory. Szczególnie marzył mi się błękitny wariant, bo taki pastelowy odcień przepięknie rozświetla kuchnię i dodaje jej wnętrzarskiego sznytu. Wyobrażałam go sobie na blacie obok jasnych kubków i drewnianych dodatków. Nie potrzebowałabym już wielu dekoracji, bo sam czajnik mocno przyciąga uwagę.

Parametry też odpowiadały moim potrzebom. Błękitny Smeg ma pojemność 1,7 l i moc 2400 W. Wyposażono go między innymi we wskaźnik poziomu wody, filtr antyosadowy, obrotową podstawę oraz schowek na przewód. Ma też automatyczne wyłączanie po zagotowaniu wody i zabezpieczenie przed pracą na sucho. Obudowa została wykonana ze stali pokrytej emalią.

Przez długi czas przed zakupem powstrzymywała mnie jednak cena. Błękitny czajnik Smeg kosztuje 549,99 zł. Bardzo podoba mi się jego wygląd, ale ponad 500 zł za czajnik elektryczny to dla mnie spory wydatek. Za taką kwotę mogłabym kupić kilka innych potrzebnych rzeczy do domu, dlatego ciągle odkładałam tę zachciankę na później. Jakie było moje zdziwienie, kiedy bardzo podobną perełkę znalazłam w Action.

fot. mediaexpert.pl

Czajnik z Action kosztował mnie 7 razy mniej. Ma ten sam błękitny kolor

Czajnik z Action od razu zwrócił moją uwagę wyglądem. Model Tristar także utrzymany jest w stylistyce retro, ma zaokrągloną formę i srebrne detale. Dostępny jest w kilku kolorach, wśród których znalazłam błękitny, kremowy oraz czarny. Oczywiście najbardziej zainteresował mnie ten pierwszy. Gdy zobaczyłam go na półce w Action, po prostu przepadłam. Wiedziałam, że wróci ze mną do domu.

Co ciekawe, podobieństwa nie kończą się wyłącznie na kolorze. Czajnik z Action, podobnie jak Smeg, ma pojemność 1,7 l. Jego moc wynosi 2200 W, podczas gdy droższy model oferuje 2400 W. Tristar ma też automatyczne wyłączanie, zabezpieczenie przed wygotowaniem wody, wskaźnik poziomu wody oraz obrotową podstawę 360 stopni. Producent pomyślał również o schowku na przewód, więc kabel nie musi niepotrzebnie plątać się po kuchennym blacie.

Action ma też piękne dodatki do kuchni i jadalni. Zobacz: Teściowa spytała, czy wyciągnęłam bieżnik po babci. Nie uwierzyła, że znalazłam go w Action. Jak len, a tylko 7,95 zł

Oczywiście nie twierdzę, że czajnik za kilkadziesiąt złotych jest tym samym co Smeg. Droższy sprzęt ma inne wykonanie, dodatkowe rozwiązania i należy do zupełnie innej półki cenowej. Mnie zależało jednak przede wszystkim na wyglądzie retro, pięknym błękitnym kolorze i odpowiedniej pojemności. Pod tym względem czajnik z Action spełnił moje oczekiwania.

fot. action.com

Największą różnicę zobaczyłam oczywiście przy cenie. Za model Tristar zapłaciłam w Action 79,95 zł. W mojej kieszeni zostało więc dokładnie 470,04 zł. Przy takiej różnicy długo się nie zastanawiałam. Na razie czajnik świetnie mi się sprawdza i jestem zadowolona z zakupu.