Od kilku miesięcy przeglądałam inspiracje wnętrzarskie i coraz częściej łapałam się na tym, że wzrok ucieka mi w stronę lamp z plecionymi abażurami. W salonach meblowych wyglądały przepięknie, ale ceny często skutecznie studziły mój zapał. Niektóre modele kosztowały nawet 500 czy 700 zł, a ja wiedziałam, że za jedną lampę po prostu nie chcę tyle płacić. Marzyło mi się coś, co będzie wyglądało naturalnie, wprowadzi do wnętrza przytulny klimat i będzie pasować zarówno do salonu, jak i sypialni.

Przypadkiem trafiłam na ofertę Sinsaya i od razu zwróciłam uwagę na stojącą lampę w stylu boho. Kosztuje 169,99 zł, a na zdjęciach wygląda zdecydowanie drożej. To model o wysokości 110 cm z plecionym abażurem i smukłą podstawą utrzymaną w tej samej stylistyce. Już na pierwszy rzut oka przypomina lampy, które można zobaczyć w modnych hotelach czy na zdjęciach z katalogów wnętrzarskich. Najbardziej spodobało mi się jednak to, że nie jest przesadnie ozdobna. Dzięki prostej formie pasuje nie tylko do wnętrz boho, ale również do aranżacji japandi, modern organic czy skandynawskich. To właśnie takie dodatki sprawiają, że pomieszczenie staje się bardziej przytulne, nawet jeśli nie planujemy generalnego remontu.

Zobacz także:

To nie jest tylko zwykła lampa. Wieczorem tworzy klimat, którego wcześniej bardzo mi brakowało

Po ustawieniu lampy z Sinsay obok sofy od razu zrozumiałam, dlaczego oświetlenie potrafi całkowicie odmienić wnętrze. Górne światło jest praktyczne, ale nie daje tego samego efektu co ciepły blask lampy stojącej. Pleciony abażur delikatnie rozprasza światło, dzięki czemu wieczorem w salonie robi się niezwykle przyjemnie. Zamiast ostrego oświetlenia pojawia się miękka poświata, która sprzyja odpoczynkowi. Od tamtej pory coraz częściej gaszę główną lampę i zostawiam tylko tę jedną. Czytam książki, oglądam seriale albo po prostu siedzę z kubkiem herbaty i mam wrażenie, że całe wnętrze nabiera zupełnie innego charakteru. To właśnie za taki efekt tak bardzo lubię styl boho. Nie chodzi wyłącznie o modne dodatki, ale o stworzenie przestrzeni, w której naprawdę chce się spędzać czas. Sama lampa jest też bardzo uniwersalna. Świetnie wygląda obok jasnej kanapy, drewnianych mebli, lnianych zasłon czy roślin doniczkowych. Nie dominuje aranżacji, ale subtelnie ją dopełnia. To detal, który przyciąga wzrok i sprawia, że wnętrze wydaje się bardziej dopracowane.

fot. sinsay.pl

Styl boho wcale nie musi być drogi. Czasem wystarczy jeden dobrze dobrany dodatek

Coraz częściej przekonuję się, że metamorfoza mieszkania nie wymaga wymiany wszystkich mebli. Wystarczy kilka nowych dodatków, aby uzyskać zupełnie inny efekt. Ta lampa jest tego najlepszym przykładem. Dzięki naturalnemu wyglądowi świetnie wpisuje się w obecne trendy wnętrzarskie, które stawiają na drewno, plecionki, len i stonowane kolory. Wiele osób kojarzy styl boho z dużą liczbą dekoracji, ale dziś jego nowoczesna odsłona jest znacznie bardziej minimalistyczna. Liczy się prostota, naturalne materiały i ciepła kolorystyka. Właśnie dlatego taka lampa bez problemu odnajdzie się również we wnętrzach urządzonych w duchu quiet luxury czy modern organic.

Jeżeli szukasz więcej aranżacyjnych inspiracji, to również może ci się spodobać: Nie wierzyłam, że ciocia wyhaczyła te akacjowe krzesła na wyprzedaży w Lidlu. Są składane i posłużą latami

Co ważne, model z Sinsaya można zestawić z bardzo różnymi dodatkami. Pięknie prezentuje się z wiklinowymi koszami, ceramicznymi wazonami, bawełnianymi pledami czy drewnianymi stolikami kawowymi. Nawet jeśli salon jest urządzony bardzo prosto, taki akcent sprawia, że całość wygląda bardziej stylowo i przytulnie. Nie bez znaczenia pozostaje także cena. Za 169,99 zł trudno znaleźć równie efektowną lampę stojącą, zwłaszcza tak dobrze wpisującą się w aktualne trendy.

Dziś wiem, że to był jeden z najlepszych zakupów do mojego salonu. Efekt przeszedł moje oczekiwania

Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak bardzo zmienił się odbiór całego pomieszczenia. Znajomi, którzy przyszli do mnie kilka dni po zakupie, od razu zwrócili uwagę właśnie na lampę. Kilka osób było przekonanych, że kupiłam ją w jednym z drogich sklepów z wyposażeniem wnętrz. Sama uśmiechnęłam się tylko pod nosem, bo wiedziałam, że kosztowała znacznie mniej, niż można przypuszczać. Dziś trudno wyobrazić mi sobie salon bez tego dodatku. To jeden z tych elementów wyposażenia, który jest jednocześnie praktyczny i dekoracyjny. W dzień stanowi ozdobę wnętrza, a wieczorem tworzy ciepły, relaksujący klimat. Jeśli od dawna marzy ci się wnętrze inspirowane stylem boho, ale nie chcesz wydawać fortuny na designerskie dodatki, taka lampa może okazać się strzałem w dziesiątkę. Czasami wystarczy jeden dobrze dobrany element, aby mieszkanie zyskało zupełnie nowy charakter i stało się miejscem, do którego jeszcze chętniej wraca się po całym dniu.