Jesienią coraz więcej czasu spędzam w domu, więc szybciej zauważam wszystkie drobiazgi, które wymagają posprzątania. Kurz na komodzie, ślady palców na szafkach, zabrudzony parapet. Niby nic wielkiego, ale kiedy zbierze się tego więcej, od razu mam ochotę chwycić za ściereczkę. Nie przepadam jednak za mocnymi zapachami sklepowych preparatów. Właśnie dlatego coraz częściej zaglądam do kuchennych szafek i zastanawiam się, co mogę wykorzystać zamiast kolejnej butelki detergentu.

Jesienią i zimą mam więcej okazji do większych porządków. Domowe środki czyszczące pomagają mi ograniczyć wydatki

Jesienna organizacja sprzątania ma u mnie trochę inny charakter niż ta wiosenna. Kiedy robi się chłodniej, wyciągam cieplejsze koce, zmieniam poszewki na poduszkach i porządkuję szafki, do których latem prawie nie zaglądałam. Przy okazji przecieram półki, myję dekoracje i staram się pozbyć kurzu z miejsc, o których na co dzień łatwo zapomnieć.

Zobacz także:

Potem przychodzi listopad i zaczynam myśleć o świętach. Nie zostawiam wszystkich obowiązków na grudzień, bo wiem, jak to się kończy. Zamiast spokojnie piec ciasto, biegam wtedy ze ścierką po mieszkaniu. Wolę rozłożyć większe porządki na kilka weekendów. I właśnie w tym okresie szczególnie zauważam, ile potrafią kosztować środki do sprzątania. Osobny preparat do mebli, inny do blatów, kolejny do szyb, a jeszcze następny do łazienki. Kiedy wszystko się kończy w podobnym czasie, rachunek przy kasie robi się całkiem spory.

Nie uważam, że trzeba całkowicie rezygnować z gotowych detergentów. Niektóre są po prostu potrzebne, szczególnie kiedy zależy mi na dezynfekcji albo usunięciu trudnych zabrudzeń. Zaczęłam jednak rozróżniać codzienne przecieranie powierzchni od gruntownego czyszczenia.

Do usunięcia lekkiego kurzu z wielu zmywalnych powierzchni często wystarcza wilgotna ściereczka. Nie zawsze potrzebuję do tego specjalistycznego preparatu za kilkanaście złotych. Właśnie dlatego zainteresowałam się prostymi mieszankami, które można przygotować samodzielnie.

Najbardziej lubię rozwiązania pozwalające wykorzystać coś, co normalnie trafiłoby do kosza. Nie muszę kupować dodatkowych składników, a przy okazji ograniczam ilość kuchennych odpadków. Tak zaczęła się moja przygoda z domowym płynem o cytrusowym zapachu.

Skórki z cytryny i pomarańczy zamieniam w pachnący spray do kurzu. Wystarczy je zagotować i dodać odrobinę płynu do naczyń

Po niedzielnym obiedzie często podaję coś lekkiego na deser. Czasami jest to sałatka owocowa, innym razem po prostu pokrojona pomarańcza albo mandarynki z dodatkiem cytryny. Dawniej wszystkie skórki od razu wyrzucałam. Teraz te z cytryn i pomarańczy odkładam, bo mogą przydać mi się podczas sprzątania.

Mój domowy spray do kurzu przygotowuję ze skórek cytryny, pomarańczy, wody i niewielkiej ilości płynu do naczyń. Nie potrzebuję żadnych drogich olejków zapachowych ani specjalnych dodatków. Najbardziej podoba mi się to, że zapach pochodzi z samych owoców.

fot. Adobe Stock/New Africa

Najpierw dokładnie myję cytrusy, najlepiej jeszcze przed obraniem. Potem wkładam skórki do niewielkiego garnka i zalewam wodą, tak aby były przykryte. Doprowadzam całość do wrzenia, zmniejszam ogień i gotuję przez około 10 minut.

W tym czasie w kuchni zaczyna unosić się przyjemny aromat. Cytrusowe skórki zawierają naturalne substancje zapachowe, które częściowo uwalniają się podczas podgrzewania. Lubię ten moment, bo mieszkanie pachnie świeżo jeszcze zanim zabiorę się za sprzątanie. Kiedy wywar ostygnie, dokładnie przecedzam go przez drobne sitko, żeby usunąć wszystkie kawałki owoców. To ważne, ponieważ resztki skórek mogłyby zatkać końcówkę atomizera.

Do około 250 ml ostudzonego wywaru dodaję dosłownie jedną lub dwie krople zwykłego płynu do naczyń. Nie wlewam go więcej, bo zbyt duża ilość detergentu może pozostawiać na meblach smugi i lepką warstwę, do której kurz będzie przywierał. Następnie przelewam mieszankę do czystej butelki z atomizerem i delikatnie nią poruszam. Gotowe. Nie muszę niczego szorować ani długo mieszać.

Kurz wraca szybciej, niż zdążę odłożyć ściereczkę. Kilka codziennych nawyków pomaga mi utrzymać porządek na dłużej

Przez lata miałam wrażenie, że walka z kurzem nigdy się nie kończy. Jednego dnia wycierałam komodę, a dwa dni później znów widziałam na niej szarą warstwę. W końcu zrozumiałam, że sam środek czyszczący nie rozwiąże problemu. Znacznie ważniejsze jest to, w jaki sposób sprzątam i co dzieje się w mieszkaniu na co dzień.

Największą różnicę zauważyłam po zamianie zwykłej suchej szmatki na ściereczki z mikrofibry. Lekko zwilżona dobrze zbiera drobinki, zamiast rozpraszać je po całym pokoju. Nie potrzebuję też dużej ilości płynu. Zbyt mokra powierzchnia wymaga później dodatkowego wycierania. Staram się też sprzątać od góry do dołu. Najpierw przecieram górne półki, ramki i lampy, później komodę oraz stoliki, a dopiero na końcu odkurzam podłogę. Dzięki temu kurz, który spadnie podczas porządków, nie osiada na świeżo umytych powierzchniach.

Duże znaczenie ma także liczba dekoracji. Kiedyś ustawiałam na komodzie mnóstwo świeczników, figurek i ramek. Wyglądało to ładnie, ale każdą rzecz trzeba było osobno podnosić i wycierać. Teraz wolę zostawić kilka ulubionych dodatków, a resztę schować. Sprzątanie zajmuje mi dzięki temu mniej czasu.

Jesienią i zimą zwracam również uwagę na tekstylia. Grube koce, zasłony, dywany i ozdobne poduszki potrafią zatrzymywać sporo kurzu. Nie zamierzam z nich rezygnować, bo właśnie one sprawiają, że mieszkanie jest przytulne. Staram się jednak regularnie je odkurzać albo prać zgodnie z zaleceniami producenta. Nie zapominam też o odkurzaczu. Gdy filtr jest zabrudzony albo pojemnik przepełniony, urządzenie może gorzej zbierać zanieczyszczenia. Regularnie kontroluję więc jego stan.

To również może cię zainteresować: Nie kupuję drogich płynów i myję okna bez polerowania. Klucz to proporcja 1:4 i kilka kropli płynu z łazienki

Jeszcze jedna drobna zmiana bardzo mi pomaga. Nie odkładam przecierania kurzu na wielkie sobotnie porządki. Kiedy widzę zabrudzony parapet albo stolik, poświęcam mu dwie minuty. Dzięki temu pod koniec tygodnia nie mam wrażenia, że czeka mnie sprzątanie całego mieszkania od początku. A fakt, że przy okazji mogę wykorzystać skórki po owocach i poczuć w mieszkaniu świeży zapach, tylko zachęca mnie do działania.