Jesienią zaczyna się u mnie coroczne przeciąganie liny z kaloryferem. W mieszkaniu nie jest jeszcze bardzo zimno, ale podczas siedzenia na kanapie po godzinie zaczynam szukać grubych skarpet i koca. Z drugiej strony nie chcę podnosić temperatury w całym domu tylko dlatego, że przez chwilę marzną mi nogi. Właśnie dlatego coraz bardziej podobają mi się rozwiązania, które dają ciepło dokładnie tam, gdzie w danym momencie go potrzebuję. Przy okazji mogę rozsądniej korzystać z domowego ogrzewania.

Jesienią nie zawsze potrzebuję podnosić temperaturę w całym mieszkaniu. Często wystarczy tylko ogrzać miejsce, w którym akurat odpoczywam

Ogrzewanie domu czy mieszkania potrafi mocno obciążyć jesienny i zimowy budżet. Sama zauważyłam, że zanim podkręcę kaloryfer, dwa razy zastanawiam się, czy rzeczywiście potrzebuję wyższej temperatury w całym pokoju. Często przecież marznę tylko wtedy, gdy przez dłuższy czas siedzę na kanapie, czytam albo oglądam telewizję. W takiej sytuacji ciekawą alternatywą okazuje się koc grzewczy. Pozwala ogrzać się dokładnie tam, gdzie odpoczywam, bez automatycznego zwiększania temperatury na grzejniku.

Zobacz także:

W tym roku zaczęłam więc oglądać koce grzewcze w popularnych sieciówkach. Zależało mi przede wszystkim na regulacji temperatury, automatycznym wyłączaniu i materiale, który będzie przyjemny również wtedy, gdy ogrzewanie pozostanie wyłączone. Nie chciałam też wydawać majątku na coś, czego będę używać głównie podczas chłodnych wieczorów. W Lidlu trafiłam na model, który łączy wszystkie te rzeczy w jednym produkcie i jest niedrogi.

Puszysty koc grzewczy z Lidla ma aż 6 poziomów temperatury. Wyłącza się automatycznie po około 180 minutach

Moim wyborem w tym roku stał się koc grzewczy Sensiplast SWKD 100 A1, który w Lidlu kosztuje 149 zł. Ma około 180 x 130 cm, więc nie jest to mały ogrzewacz przeznaczony wyłącznie na stopy. Mogę przykryć nim większą część ciała podczas odpoczynku na kanapie czy łóżku.

Najbardziej zainteresowała mnie regulacja. Do dyspozycji jest 6 poziomów temperatury w zakresie od 38 do 46 stopni Celsjusza. Nie muszę więc za każdym razem korzystać z najmocniejszego ustawienia. Temperaturę można dopasować do tego, czy potrzebuję tylko delikatnego ciepła, czy wróciłam zmarznięta do domu i chcę szybciej się ogrzać.

fot. lidl.pl

Sterowanie odbywa się za pomocą zdejmowanego panelu z podświetlanym wskaźnikiem temperatury. Kabel ma około 2,8 m długości, co daje swobodę przy wyborze miejsca na kanapie czy łóżku. Bardzo ważna jest też dla mnie funkcja automatycznego wyłączenia po 180 minutach. Przy urządzeniu grzewczym traktuję ją jako istotne zabezpieczenie, a nie niepotrzebny dodatek. Materiał jest puszysty i miękki w dotyku.

Po odłączeniu panelu sterowania koc można prać w pralce w temperaturze 30 stopni Celsjusza, co przy rzeczy używanej regularnie jest dużym ułatwieniem. Produkt ma też sporo ocen. Na stronie Lidla posiada aż 172 opinie i średnią 4,1 na 5. Wśród osób pozytywnie oceniających produkt są również klienci z Niemiec i Hiszpanii.

Koc elektryczny może pomóc rozsądniej korzystać z ogrzewania. Dzięki niemu nie muszę tak mocno podkręcać kaloryfera

Jesienią mam jeden problem. Wieczorem siedzę na kanapie i robi mi się chłodno, choć w całym mieszkaniu wcale nie potrzebuję dużo wyższej temperatury. Kiedyś w takiej sytuacji od razu podkręcałam kaloryfer. Grzejnik pracował mocniej przez kilka godzin tylko po to, żebym ja mogła komfortowo obejrzeć film albo poczytać książkę.

Koc elektryczny pozwala mi podejść do tego inaczej. Zamiast dodatkowo ogrzewać całe pomieszczenie, mogę ogrzać przede wszystkim siebie. Otulam się kocem, ustawiam odpowiadający mi poziom grzania i nie mam potrzeby od razu zwiększać temperatury na kaloryferze. Szczególnie dobrze sprawdza mi się to wieczorem, kiedy przez godzinę czy dwie odpoczywam w jednym miejscu.

To również może cię zainteresować: Kafelki w łazience mam zimne jak lód. Kupiłam te "futrzaki" za 18 zł w Pepco i wreszcie problem z głowy

Właśnie tutaj widzę możliwość oszczędności. Mniej podkręcam kaloryfer, a z dodatkowego źródła ciepła korzystam tylko wtedy, kiedy faktycznie go potrzebuję. Oczywiście nie oznacza to, że koc elektryczny całkowicie zastąpi ogrzewanie mieszkania. Dla mnie jest raczej sposobem na to, żeby nie zwiększać bez potrzeby temperatury w całym pokoju tylko dlatego, że akurat marzną mi nogi. Przy rosnących kosztach ogrzewania takie drobne zmiany mogą mieć naprawdę spore znaczenie.