Po powrocie z pracy marzę tylko o jednym: zrzucić niewygodne ubrania, zaparzyć wielki kubek herbaty i rozsiąść się przed telewizorem. Zwykły koc jest przyjemny, dopóki nie trzeba wstać po coś do kuchni albo sięgnąć po telefon. Wtedy zaczyna się poprawianie, owijanie i pilnowanie, żeby nie zsunął się z ramion. Z kolei w szlafroku nie zawsze jest mi wystarczająco ciepło, szczególnie kiedy wieczorem temperatura w mieszkaniu spada. Szukałam więc czegoś pomiędzy jednym a drugim. I chyba właśnie znalazłam. W Action jest kocobluza, która wygląda jak połączenie ogromnej bluzy z mięciutkim kocem.

WIDEO…

player placeholder

Kocobluza z Action kosztuje teraz 32,95 zł. To aż 7 zł mniej niż zwykle

Przyznam, że gdy zobaczyłam tę bluzę, od razu pomyślałam o swoich leniwych wieczorach z serialem. Nie jest to ubranie, w którym wyszłabym do miasta czy poszła do pracy. Zresztą nie taki jest jego cel. Kocobluza, nazywana również bluzą-kocem, to typowo domowe wdzianko, które ma przede wszystkim otulać i zapewniać wygodę podczas odpoczynku. Można powiedzieć, że zastępuje koc, ale pozwala swobodnie korzystać z rąk.

W Action znalazłam taki model w naprawdę rozsądnej cenie. Regularnie kosztuje 39,95 zł, ale od 4 do 10 listopada 2026 roku obowiązuje promocja, dzięki której zapłacimy za niego tylko 32,95 zł. To oszczędność 7 zł na jednej sztuce. Przy takiej kwocie zaczęłam się nawet zastanawiać nad zakupem dwóch. Jedna mogłaby zostać w sypialni, a druga czekać na kanapie w salonie.

Zobacz także:
action kocobluza
fot. action.com

Bluza jest dostępna w rozmiarach od S do XL. Jej największą zaletą wydaje mi się jednak nie cena, a krój, który zupełnie nie przypomina zwyczajnej bluzy sportowej.

Mięciutka jak pluszowy koc, ale ma rękawy i kaptur. W takim wdzianku można przesiedzieć cały wieczór

Kocobluza z Action ma obszerny fason oversize, który nie przylega ciasno do sylwetki. Jest wyraźnie wydłużona, więc zakrywa nie tylko plecy i brzuch, ale również biodra oraz sporą część ud. Dzięki temu można wygodnie usiąść na kanapie z podkulonymi nogami, bez ciągłego poprawiania ubrania.

Materiał wygląda na wyjątkowo puszysty, niemal jak miękkie futerko. To poliester, który często wykorzystuje się do produkcji polarów, koców i domowej odzieży. Jego zaletą jest przyjemna w dotyku struktura i zdolność zatrzymywania ciepła, choć trzeba pamiętać, że jako materiał syntetyczny nie zapewnia takiej przewiewności jak bawełna.

Bardzo podoba mi się też duży kaptur. Kiedy siedzę wieczorem przy uchylonym oknie albo czytam książkę w chłodniejszej sypialni, dodatkowa osłona karku i głowy naprawdę się przydaje. Z przodu znajduje się natomiast obszerna kieszeń, do której można schować dłonie, telefon czy paczkę chusteczek.

Co ważne, to nie jest ubranie wyłącznie do siedzenia pod kocem. W kocobluzie można przygotować herbatę, zrobić śniadanie albo krzątać się po mieszkaniu. Rękawy zostawiają dłonie wolne, a luźny krój nie powinien krępować codziennych ruchów.

Czytaj także: Zamiast marznąć w cienkiej kurtce, otulę się gęsim puchem. Lidl ma płaszcz premium aż 100 zł taniej

Różowa jak wata cukrowa, śmietankowa albo w panterkę. W Action są trzy wersje kocobluzy

Największy problem miałabym chyba z wyborem koloru. Action przygotowało trzy zupełnie różne warianty, a każdy ma trochę inny charakter.
Pierwszy to delikatny, pudrowy róż. Wygląda słodko i przytulnie, trochę jak pluszowy kocyk z dzieciństwa. Drugi wariant jest śmietankowobiały, bardziej stonowany. Ten najbardziej pasuje mi do zimowych wieczorów, ciepłych skarpet i kubka gorącego kakao. Trzecia wersja to brązowa panterka z ciemnymi cętkami. Jest zdecydowanie bardziej wyrazista i pewnie spodoba się osobom, które nawet w domowych ubraniach lubią odrobinę szaleństwa.

Sama najchętniej wybrałabym jasną wersję, chociaż przy częstym noszeniu trzeba będzie uważać na plamy. Na szczęście kocobluzę można prać w pralce w temperaturze do 40 stopni. Producent odradza jednak prasowanie i suszenie w suszarce bębnowej.

Warto też pamiętać, że takie puszyste ubranie najlepiej traktować jako dodatkową warstwę na chłodniejsze wieczory, a nie zamiennik całej garderoby. Kiedy zrobi się za ciepło, po prostu je zdejmuję. Do oglądania telewizji, czytania książek czy spokojnego niedzielnego poranka trudno mi jednak wyobrazić sobie coś bardziej przytulnego.