Małe mieszkanie nauczyło mnie jednej rzeczy. Nie każdy mebel musi być duży i mieć kilka zastosowań naraz. Czasami najbardziej przydaje się niewielki stolik, który mogę ustawić przy kanapie, fotelu albo łóżku. Stawiam na nim kubek, książkę czy okulary, a kiedy potrzebuję więcej miejsca, po prostu przenoszę go w inny kąt. Właśnie takie proste wyposażenie często okazuje się u mnie bardziej praktyczne niż kolejna ciężka ława.
Okrągły stolik z Sinsay kosztuje 39,99 zł. Wykończenie blatu przywodzi na myśl jasne drewno
Za stolik zapłaciłam 39,99 zł. Przy dzisiejszych cenach wyposażenia domu taka kwota od razu zwraca uwagę, szczególnie że nie mówimy o świeczniku, koszyku czy małej dekoracji, ale o meblu. Najbardziej spodobało mi się połączenie jasnego blatu z prostą, metalową podstawą. Dzięki niemu stolik nie wygląda ciężko. Okrągły kształt dodatkowo łagodzi jego formę i sprawia, że łatwo wcisnąć go w miejsce, w którym większy mebel zwyczajnie by przeszkadzał.
Zobacz także:
W tytule celowo piszę „jak drewno”. Nie nazywałabym tego modelu dębowym, bukowym ani jesionowym, ponieważ Sinsay nie wskazuje konkretnego gatunku drewna, który miałoby naśladować wykończenie. Bezpieczniej powiedzieć, że blat ma wygląd jasnego drewna. I właśnie ten efekt odpowiada za sporą część jego uroku. Kiedy teściowa zobaczyła stolik w pokoju, zapytała, czy znalazłam go w jakimś showroomie. Rozbawiło mnie to, bo właśnie na tym polega siła prostych mebli. Bez sklepowej metki obok nagle przestajemy patrzeć na nazwę sieci, a zaczynamy widzieć kształt, kolor i to, jak dana rzecz wygląda w otoczeniu innych przedmiotów.
fot. sinsay.pl
Przy kremowej kanapie wygląda znacznie drożej. Jasne wykończenie łatwo połączyć z tym, co już stoi w salonie
Nie urządzałabym całego pokoju specjalnie pod taki stolik. Jego zaletą jest dokładnie coś odwrotnego. Można dostawić go do istniejących mebli bez robienia wnętrzarskiej rewolucji. U mnie najlepiej wygląda w towarzystwie jasnych, ciepłych kolorów. Krem, écru, beż czy karmel tworzą z nim spokojne zestawienie. Przy ciemniejszej sofie blat z kolei staje się jaśniejszym akcentem i nie ginie na jej tle.
Szukasz ciekawych rozwiązań aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Kiedy ją zapaliłam, przypomniały mi się świąteczne wystawy z dzieciństwa. Wyrwałam latarenkę z Action teraz, bo już wykupują
Dobrze widzę go również przy fotelu. W takim miejscu nie potrzebuję wielkiego stolika kawowego. Wystarczy powierzchnia na filiżankę, telefon albo książkę. Obok można postawić lampę podłogową i stworzyć niewielki kącik do czytania bez kupowania kolejnego kompletu mebli. Okrągły blat ma jeszcze jedną wizualną zaletę. W pokoju pełnym prostych szafek, komód i regałów wprowadza inny kształt. To drobiazg, ale wnętrze nie wygląda wtedy tak, jakby wszystko zostało narysowane od linijki. Nie przesadzałabym też z dekorowaniem samego stolika. Wazon, niewielka lampka czy jedna świeca w zupełności wystarczą. Gdy zastawimy mały blat kilkoma ozdobami, szybko straci swoją najważniejszą funkcję.
Nie trzymam go na stałe w jednym miejscu. Raz stoi przy sofie, innym razem ląduje obok łóżka
Najbardziej lubię meble, których nie muszę przypisywać do jednego pomieszczenia. Niewielki stolik daje tutaj sporo możliwości. W salonie pełni funkcję pomocnika przy kanapie. Kiedy przychodzą goście, można postawić na nim dodatkowe filiżanki albo miskę z przekąskami. Na co dzień przydaje się na rzeczy, które zwykle lądują na siedzisku lub parapecie. W sypialni wykorzystałabym go jako prostą alternatywę dla klasycznej szafki nocnej. Nie ma szuflady, więc nie zastąpi modelu z miejscem do przechowywania, ale dla osoby, która potrzebuje obok łóżka tylko telefonu, książki i szklanki wody, może wystarczyć.
Jest też przedpokój. Tam niewielki blat przydaje się na klucze czy drobiazgi zabierane przed wyjściem. Trzeba jedynie pilnować, żeby z czasem nie zamienił się w miejsce odkładania wszystkiego, co akurat mamy w rękach. Właśnie takie zastosowania sprawiają, że wolę mały stolik od kolejnej przypadkowej dekoracji. Ozdoba ma przede wszystkim wyglądać. Mebel mogę rzeczywiście wykorzystać i przenieść tam, gdzie akurat jest potrzebny.
Cena może kusić do spontanicznego zakupu. Najpierw sprawdziłabym jednak, gdzie stolik naprawdę ma stanąć
Przy niedrogich rzeczach do domu mam jedną zasadę. Niska cena nie jest wystarczającym powodem, żeby coś przynieść do mieszkania. Nawet najtańszy mebel staje się kiepskim zakupem, kiedy po tygodniu zaczyna zawadzać. Przed wyjściem do sklepu dobrze więc zmierzyć przestrzeń obok kanapy, łóżka czy fotela. Warto też zastanowić się, do czego stolik będzie używany. Osoba szukająca dużej powierzchni na laptop, czasopisma i kilka kubków powinna rozejrzeć się za większym modelem. Ten ma sens przede wszystkim jako niewielki stolik pomocniczy.
Ja nie dokładałabym mu też funkcji, do których nie został przeznaczony. Przed postawieniem na nim cięższych przedmiotów sprawdziłabym na etykiecie lub w instrukcji dopuszczalne obciążenie. Nie mam potwierdzonej wartości tego parametru, więc nie będę jej zgadywać. Za to wizualnie dokładnie rozumiem, dlaczego ten model zwrócił moją uwagę. Jasny blat i okrągła forma są proste, ale nie nijakie. Nie potrzebują wymyślnej aranżacji, żeby dobrze wyglądać. A pytanie teściowej o showroom? Przy tej cenie było najlepszym komplementem dla mojego małego stolika.

Obserwuj nas na Google







