Uwielbiam ten moment, kiedy wieczorem gaszę główne światło, zapalam choinkę i wreszcie mogę usiąść z herbatą. W salonie robi się przytulnie, nawet gdy za oknem pada deszcz zamiast śniegu. Najchętniej ustawiłabym wtedy na komodzie jeszcze kilka świątecznych drobiazgów. Tylko że później przychodzi styczeń. Bombki trzeba zdjąć, lampki zwinąć, a wszystkie figurki i stroiki gdzieś schować. W małym mieszkaniu to prawdziwa łamigłówka. Dlatego coraz bardziej podobają mi się dekoracje, które można łatwo złożyć i przechować do następnego grudnia.
W Action znalazłam świecący domek o wysokości 60 cm. Wygląda jak dekoracja z bożonarodzeniowej wystawy
Składany domek z oświetleniem z Action ma aż 60 cm wysokości. To już całkiem spora ozdoba, którą można wykorzystać jako główny element świątecznej aranżacji. Nie trzeba stawiać wokół niej całej kolekcji Mikołajów, reniferów i miniaturowych choinek. Najbardziej podoba mi się pomysł podświetlanego domku. Kojarzy mi się z małymi miasteczkami, które oglądałam kiedyś na bożonarodzeniowych wystawach. W oknach świeciły się światełka, a człowiek miał ochotę zajrzeć do środka i sprawdzić, czy ktoś właśnie nie piecze pierników.
Zobacz także:
W Action taka dekoracja kosztuje 69,95 zł. Dostępna jest w różnych wariantach, więc przed zakupem warto przyjrzeć się konkretnemu modelowi. Jak na ozdobę tej wielkości, z wbudowanym oświetleniem i możliwością składania, cena wydaje mi się całkiem rozsądna. Nie traktowałabym jej jednak jak małej figurki, którą można wcisnąć między książki. Przed zakupem dobrze sprawdzić, gdzie będzie stała. Wysokość robi wrażenie, ale oznacza też, że trzeba przygotować odpowiednie miejsce.
fot. action.pl
Wieczorem salon wygląda jak świąteczna uliczka. Timer sam wyłączy światełka po 6 godzinach
Mam słabość do dekoracji, które świecą delikatnie i nie migają bez przerwy. W grudniu lubię zostawić włączone ozdobne lampki, kiedy oglądam film albo czytam książkę. Problem pojawia się wtedy, gdy idę spać i przypominam sobie, że znowu trzeba wszystko powyłączać. Tutaj przydaje się timer. Oświetlenie działa przez 6 godzin, a następnie pozostaje wyłączone przez 18 godzin. Nie trzeba więc pamiętać o codziennym gaszeniu dekoracji, gdy korzystamy z tej funkcji. Domek jest zasilany trzema bateriami AA, które trzeba dokupić osobno. To wygodne rozwiązanie, bo nie muszę szukać miejsca przy gniazdku ani prowadzić kabla przez pół pokoju.
Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też sprawdź: Nakrapiana ceramika wygląda jak z małej pracowni. A to z świecznik z Dino za 7,99 zł. Robi mi klimat nie tylko jesienią
Postawiłabym go na komodzie, obok niewielkiej choinki albo na osobnym stoliku. W większym salonie mógłby stanąć w pobliżu głównego drzewka, tworząc mały świąteczny kącik. Nie dokładałabym już zbyt wielu ozdób. Sam podświetlany domek jest na tyle duży, że warto pozwolić mu grać pierwsze skrzypce.
Największy problem zaczyna się po Trzech Królach. Ten domek można po prostu złożyć
Przyznam, że właśnie ta funkcja zainteresowała mnie najbardziej. Uwielbiam dekorować mieszkanie, ale znacznie mniej lubię późniejsze pakowanie ozdób. Zwłaszcza tych dużych, które przez jedenaście miesięcy zajmują miejsce w szafie. Domek z Action można łatwo składać i rozkładać. Dzięki temu po zakończeniu sezonu nie trzeba przechowywać go w takiej samej formie, w jakiej stał w salonie.
To szczególnie ważne w małych mieszkaniach. Nie każdy ma piwnicę, strych czy osobną szafę na świąteczne dekoracje. Czasem wszystkie bombki, lampki i stroiki muszą zmieścić się na jednej górnej półce. Przed schowaniem ozdoby wyjęłabym baterie, żeby nie pozostawały w urządzeniu przez wiele miesięcy. Sam domek zabezpieczyłabym przed kurzem i przypadkowym przygnieceniem. Podoba mi się też, że nie trzeba rezygnować z większych dekoracji tylko dlatego, że mieszkanie jest niewielkie. W grudniu można pozwolić sobie na coś bardziej efektownego, a w styczniu odzyskać przestrzeń.
Nie potrzebuję dziesięciu nowych ozdób na Boże Narodzenie. Jeden świecący domek może odmienić cały kącik
Zauważyłam, że najładniejsze świąteczne aranżacje wcale nie zawsze są najbardziej rozbudowane. Czasem wystarczy jedna większa dekoracja, kilka zielonych gałązek i ciepłe światło. Taki domek zestawiłabym z prostym bieżnikiem, drewnianą tacą albo małą choinką bez ozdób. W jasnym salonie mógłby pięknie odcinać się od ściany, a przy ciemniejszych meblach stworzyć przytulny zakątek.
Warto pamiętać, że jest to dekoracja przeznaczona do wnętrz. Nie stawiałabym jej na odkrytym balkonie ani przed wejściem do domu, gdzie mogłaby być narażona na deszcz i śnieg. Najbardziej przekonuje mnie jednak to, że ten zakup ma sens również po świętach. Nie dlatego, że będę patrzeć na domek przez cały rok, ale dlatego, że po sezonie łatwo go schowam. I właśnie takich dekoracji chciałabym mieć więcej. W grudniu mają sprawiać przyjemność, a w styczniu nie przyprawiać mnie o ból głowy podczas porządków.

Obserwuj nas na Google







