Jesienią zdecydowanie częściej zwracam uwagę na oświetlenie w mieszkaniu. Gdy za oknem robi się ciemno już po południu, jedna mocna lampa sufitowa zupełnie mi nie wystarcza. Wolę kilka mniejszych źródeł światła, które sprawiają, że salon albo sypialnia wyglądają przytulniej. Szczególnie lubię lampki, które oprócz praktycznej funkcji są też ciekawą dekoracją. Ostatnio właśnie taką perełkę znalazłam w Sinsay.
Lampka bubble z Sinsay wygląda zupełnie inaczej niż klasyczne modele. Oryginalna podstawa i pudrowy róż od razu zwróciły moją uwagę
Przeglądałam ostatnio ofertę Sinsay i praktycznie od razu zatrzymałam się przy tej lampce. Nie przypomina typowego modelu z prostą podstawą i abażurem. Tutaj główną rolę gra charakterystyczna forma bubble, czyli kilka zaokrąglonych elementów połączonych w jedną podstawę. Całość przypomina trochę miękką chmurkę zbudowaną z dużych bąbelków.
Zobacz także:
Na niej znajduje się spora, okrągła żarówka, która wygląda tak, jakby po prostu unosiła się nad różową podstawą. Właśnie to najbardziej mi się spodobało. Lampka jest nieszablonowa i ma w sobie coś designerskiego, ale nie jest przy tym przesadzona. Nie potrzebuje dodatkowych zdobień, bo sam kształt robi tutaj całą robotę. Pudrowy róż również bardzo mi odpowiada. To spokojny, delikatny odcień, który nie dominuje całego wnętrza. Ładnie wygląda przy bieli, beżach, kremach czy jasnym drewnie, więc łatwo wkomponować go w sypialnię albo salon.
Za taki wygląd spodziewałam się zdecydowanie wyższej kwoty, jednak Sinsay mnie zaskoczył. Lampka regularnie kosztuje 35,99 zł, a teraz trafiła na wyprzedaż i zapłaciłam za nią tylko 24,99 zł. Przy takiej cenie długo się nie zastanawiałam. Teraz kiedy znajomi wpadają do mnie do domu, prawie zawsze pytają o tę lampkę i nie chcą wierzyć, że kupiłam ją w Sinsay za tak niewielkie pieniądze.
fot. sinsay.com
Lampka LED daje przyjemne ciepłe światło i nie ogranicza mnie kablem. Mogę przestawiać ją tam, gdzie akurat najbardziej jej potrzebuję
Wygląd przekonał mnie jako pierwszy, ale szybko okazało się, że lampka jest też po prostu wygodna w codziennym użytkowaniu. Najbardziej doceniam to, że nie jestem uzależniona od gniazdka i ciągnącego się po meblach kabla. Mogę przestawiać ją zależnie od tego, gdzie akurat chcę mieć dodatkowe światło.
Lampka LED daje ciepłe światło, co dla mnie jesienią i zimą jest ogromnym plusem. Nie przepadam wieczorami za chłodną, bardzo białą barwą, bo kojarzy mi się bardziej z biurem niż z odpoczynkiem. Tutaj światło jest miękkie i przyjemne, dzięki czemu pomieszczenie od razu robi się bardziej przytulne.
Podoba mi się też to, że forma lampki dobrze współgra z samym światłem. Duża okrągła żarówka po włączeniu staje się najważniejszym elementem całej konstrukcji. W połączeniu z różową podstawą wygląda ciekawie zarówno wtedy, gdy świeci, jak i w ciągu dnia, kiedy pełni po prostu rolę dekoracji.
Warto zajrzeć też do Pepco: Na metce „Christmas”, u mnie debiut już na Wszystkich Świętych. Tanie firany z Pepco są muśnięte złotą nitką i wyglądają bardzo elegancko
Ceramiczna podstawa sprawia, że lampka wygląda porządnie i solidnie. Przy takiej cenie materiał pozytywnie mnie zaskoczył
Po wyglądzie i funkcjonalności zwróciłam jeszcze uwagę na materiały. Podstawa lampki została wykonana z ceramiki, co od razu zrobiło na mnie dobre wrażenie. Nie mamy tutaj lekkiego tworzywa, które sprawia wrażenie przypadkowej dekoracji. Ceramiczna część jest solidniejsza i dobrze pasuje do zaokrąglonego kształtu bubble.
Dla mnie ceramika ma jeszcze jedną zaletę. Nadaje takim dodatkom bardziej dopracowany charakter i sprawia, że dobrze wyglądają nie tylko w pokoju młodzieżowym, ale też w salonie czy sypialni. Ten różowy wariant jest lekki wizualnie, ale sama konstrukcja nie wygląda dziecinnie.
Właśnie dlatego tak spodobało mi się to znalezisko. Za 24,99 zł kupiłam lampkę, która jest oryginalna, praktyczna i wykonana z materiałów, po których spodziewałabym się raczej wyższej ceny. Do tego ciepłe światło sprawia, że korzystam z niej właściwie każdego wieczoru. To jeden z tych dodatków, które kupuje się dla wyglądu, a później okazuje się, że naprawdę przydają się na co dzień.

Obserwuj nas na Google







