Mam takie dni, kiedy jeansy od rana działają mi na nerwy. Niby pasują do wszystkiego, niby zawsze można na nie liczyć, ale czasem po prostu nie mam ochoty na sztywny denim i nogawki przylegające do nóg. Szczególnie gdy przede mną kilka godzin poza domem. Nie oznacza to jednak, że chcę chodzić wyłącznie w dresach. Lubię wyglądać schludnie nawet wtedy, gdy zakładam prostą bluzkę i płaskie buty. Dlatego szerokie spodnie stały się jednym z moich ulubionych sposobów na pogodzenie swobody z bardziej eleganckim wyglądem.
Szerokie nogawki dają nogom znacznie więcej swobody. Wystarczy prosta góra, żeby całość wyglądała elegancko
Model Esmara z Lidla od razu zwrócił moją uwagę fasonem. Zamiast wąskich nogawek mamy tutaj szeroki krój, który daje zupełnie inny efekt niż klasyczne rurki czy dopasowane jeansy. I właśnie za to lubię takie spodnie. Materiał nie musi przylegać do ud i łydek, a sylwetka nabiera bardziej swobodnego charakteru. Nie trzeba przy tym kombinować z resztą stroju.
Zobacz także:
Sama zaczęłabym od najprostszego zestawu. Szerokie spodnie, biała koszula i mokasyny. Do tego niewielka torebka i mam strój, w którym mogę pójść na spotkanie, do pracy albo na obiad. Na zwykły dzień koszulę zamieniłabym na gładki sweter. Przy szerokim dole dobrze wygląda prostsza góra, dlatego nie potrzebuję kolejnych wzorów i ozdób. W chłodniejszy dzień dorzuciłabym jeszcze marynarkę albo krótki płaszcz.
To właśnie lubię w szerokich spodniach najbardziej. Mogą wyglądać elegancko, ale nie zmuszają mnie do budowania wokół nich całej oficjalnej stylizacji.
fot. lidl.pl
Róż zamiast kolejnej czerni od razu ożywia szafę. Po 50. wcale nie trzeba rezygnować z mocniejszych kolorów
Druga rzecz, która wyróżnia ten wariant, to kolor. Zamiast kolejnych czarnych, granatowych czy szarych spodni mamy róż. Dla mnie to bardzo przyjemna odmiana. Po pięćdziesiątce naprawdę nie widzę powodu, żeby nagle ograniczać garordebę do bezpiecznych barw. Różowe spodnie mogą wyglądać elegancko, szczególnie kiedy resztę stroju utrzymamy w spokojniejszej kolorystyce. Połączyłabym je przede wszystkim z bielą. Biała koszula i różowy dół to zestaw, który właściwie robi się sam. Kiedy zrobi się chłodniej, biel zamieniłabym na kremowy albo jasnobeżowy sweter.
Szukasz modowych inspiracji? To też może wpaść ci w oko: Plisy fenomenalnie pracują przy każdym kroku. Ta spódnica za 40 zł z Pepco to hit wśród modnych 50-tek
Róż ciekawie wygląda również z szarością. To dobry sposób dla osoby, która obawia się, że kolorowe spodnie będą zbyt mocnym elementem garderoby. Szary kardigan czy marynarka szybko uspokajają całość. Nie kupowałabym natomiast kilku nowych bluzek specjalnie pod jedne spodnie. Najpierw zajrzałabym do własnej szafy. Biała koszula, prosty T shirt, kremowy sweter czy czarna bluzka prawdopodobnie już tam są. Nowy dół może wystarczyć, żeby ubrania noszone od kilku sezonów nagle wyglądały trochę inaczej.
Te spodnie z Lidla kosztują około 30 zł. Za niewielką kwotę można odpocząć od codziennych jeansów
Największe zaskoczenie przychodzi przy cenie. Ten model można kupić za około 30 zł. To kwota, przy której sama potraktowałabym takie spodnie jako niedrogi sposób na sprawdzenie, czy szeroka nogawka w ogóle mi odpowiada. Bo nie każda moda musi pasować każdej z nas. Szerokie spodnie mogą wyglądać świetnie, ale trzeba dobrze czuć się w takim fasonie. Ja przed zakupem zwróciłabym uwagę przede wszystkim na długość nogawki.
Przy tego typu kroju ma ona spore znaczenie. Zbyt długa będzie ciągnąć się po ziemi, a mocno skrócona może dać zupełnie inny efekt, niż zakładałyśmy. Warto więc spojrzeć nie tylko na rozmiar w pasie, ale na to, jak całość układa się na konkretnej sylwetce. Znaczenie mają też buty. Z mokasynami otrzymuję bardziej klasyczny zestaw. Sneakersy od razu robią go swobodniejszym. Jesienią wybrałabym botki i pozwoliła szerokiej nogawce lekko na nie opaść. To dla mnie znacznie ciekawsze niż kupowanie kolejnej pary niemal identycznych jeansów. Mam ubranie o innym charakterze, a jednocześnie nie muszę zmieniać połowy garderoby.
Jeansy mogą dostać kilka dni wolnego bez utraty wygody. Szerokie spodnie wykorzystałabym od zwykłego spaceru po rodzinny obiad
Najlepsze ubrania w mojej szafie poznaję po tym, że nie czekają na specjalną okazję. Nie chcę spodni, które założę dwa razy w roku. Wolę takie, które rano mogę zestawić ze sneakersami, a wieczorem zmienić buty i wyglądać trochę bardziej elegancko. Ten fason daje właśnie taką możliwość. Na zakupy widzę go z prostym T shirtem i sportowymi butami. Na kawę z koleżanką dorzuciłabym sweter oraz mokasyny. Na rodzinny obiad wystarczyłaby koszula i delikatna biżuteria.
Szeroka nogawka ma jeszcze jedną zaletę stylistyczną. Sama w sobie jest już mocnym elementem zestawu. Nie potrzebuję więc wymyślnej bluzki, żeby strój wyglądał ciekawie. To również dobry sposób na wykorzystanie rzeczy, które wydają mi się już trochę nudne. Ten sam kremowy sweter noszony przez kilka lat z jeansami może wyglądać zupełnie inaczej z różowymi spodniami. Zwykła biała koszula także nagle przestaje być taka zwykła. Nie rezygnowałabym przy tym z jeansów na dobre. Nadal są niezastąpione w wielu sytuacjach. Po prostu nie chcę już traktować ich jako jedynej odpowiedzi na pytanie: „co dzisiaj założyć?”.

Obserwuj nas na Google







