Jesienią znacznie więcej czasu spędzam w domu, dlatego zaczynam zauważać rzeczy, na które latem zupełnie nie zwracałam uwagi. Nagle okazuje się, że kanapa mogłaby wyglądać przytulniej, przydałaby się dodatkowa lampka, a okna są trochę zbyt puste. Nie mam ochoty ani funduszy co sezon wymieniać mebli ani robić remontu. Wolę więc zmieniać pojedyncze dodatki i sprawdzać, jak wpływają na wygląd całego pomieszczenia. Z doświadczenia wiem, że wystarczy jedna dobrze dobrana rzecz, żeby salon nabrał zupełnie innego charakteru. W moim przypadku ostatnio padło na zasłony.
Przez długi czas nie mogłam zdecydować się na zasłony do salonu. Zależało mi na jasnym kolorze i materiale, który nie wygląda zwyczajnie
Urządzając salon, najwięcej uwagi poświęciłam meblom. Wybierałam kanapę, zastanawiałam się nad kolorem stolika i szukałam odpowiedniego dywanu. Dekorację okien zostawiłam na później, bo wydawało mi się, że to najmniej skomplikowana część całego urządzania. Szybko zmieniłam zdanie. W sklepach oglądałam mnóstwo zasłon, ale żadna nie przekonywała mnie na tyle, żebym od razu chciała ją kupić. Jedne były zbyt błyszczące, inne miały wzory, które nie pasowały do mojego salonu. Z kolei zupełnie gładkie tkaniny wydawały mi się trochę za mało dekoracyjne.
Zobacz także:
Najbardziej zależało mi na jasnym kolorze. Lubię beże, śmietankową biel i ciepłe odcienie kremu, ponieważ dobrze komponują się z drewnem oraz brązowymi dodatkami. Nie chciałam jednak, żeby zasłony przypominały zwykłe, cienkie płachty materiału. Marzyła mi się wyraźna faktura, która będzie widoczna nawet wtedy, gdy na tkaninę nie pada bezpośrednio światło.
Przez pewien czas rozważałam zamówienie zasłon na wymiar. To wygodne rozwiązanie, ale nie miałam ochoty przeznaczać na nie dużej części budżetu. Wolałam najpierw sprawdzić gotowe modele z popularnych sklepów. Zaczęłam też przyglądać się zdjęciom salonów urządzonych w spokojnych, naturalnych kolorach. Zauważyłam, że często pojawiają się tam tkaniny o wyrazistej strukturze. Nie potrzebują wzorów ani dodatkowych ozdób, bo sam materiał wygląda ciekawie.
Właśnie taki efekt chciałam uzyskać u siebie. Zależało mi na czymś, co będzie pasowało zarówno do jesiennych dekoracji, jak i do codziennego wystroju. I tak podczas kolejnego przeglądania domowych dodatków w Sinsay trafiłam na model, który od razu zwrócił moją uwagę. Był jasny, prosty i miał dokładnie taką strukturę, jakiej szukałam.
Śmietankowe zasłony bouclé z Sinsay kosztują tylko 49,99 zł. Mięsista faktura sprawia, że wyglądają znacznie drożej
W Sinsay znalazłam śmietankową zasłonę na taśmie z efektem bouclé za 49,99 zł. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to oczywiście materiał. Zamiast gładkiej powierzchni ma drobną, nieregularną strukturę przypominającą miękkie pętelki. Bouclé kojarzy mi się przede wszystkim z eleganckimi fotelami, tapicerowanymi łóżkami i dekoracyjnymi poduszkami. Od pewnego czasu bardzo podoba mi się ten rodzaj wykończenia, ponieważ nadaje nawet prostym przedmiotom ciekawszy wygląd. Nie spodziewałam się jednak, że znajdę również zasłony z takim efektem, i to w tak przystępnej cenie.
fot. sinsay.com
Model z Sinsay ma 140 cm szerokości i 260 cm długości. To wymiary, które warto dokładnie porównać z wysokością pomieszczenia oraz szerokością okna. Sama zawsze mierzę odległość od miejsca zawieszenia do podłogi, zanim zdecyduję się na zakup. Nie lubię, kiedy zasłony kończą się kilkanaście centymetrów nad posadzką.
Podoba mi się również sposób ich zawieszania. Producent zastosował taśmę, która pozwala ułożyć materiał w dekoracyjne fałdy. Dzięki temu zasłona może wyglądać bardziej elegancko niż wtedy, gdy wisi zupełnie płasko.
Do śmietankowych zasłon dobieram kilka dodatków w ciepłych kolorach. Salon wygląda przytulniej bez wymiany mebli
Kiedy wybieram nową dekorację okna, od razu zastanawiam się, co mogę do niej dopasować. Nie lubię kupować wielu rzeczy naraz. Wolę wykorzystać to, co już mam, i ewentualnie uzupełnić wystrój jednym lub dwoma dodatkami. Do kremowego bouclé najchętniej dobrałabym poduszki w kolorze gorzkiej czekolady. Jasne zasłony stworzyłyby dla nich spokojne tło, a ciemniejszy akcent sprawiłby, że kanapa wyglądałaby bardziej wyraziście.
Bardzo podoba mi się również zestawienie śmietankowej bieli z drewnem w orzechowym odcieniu. Mam słabość do takich połączeń, bo są eleganckie, ale nie sprawiają wrażenia przesadnie wystylizowanych. Wystarczyłaby drewniana taca na stoliku kawowym, niewielka misa albo ramka na zdjęcie.
Jesienią dodałabym jeszcze miękki pled. Wybrałabym jednak gładki materiał, bez dużych wzorów. Ważne jest dla mnie również oświetlenie. Przy jasnych tkaninach szczególnie lubię ciepłe światło lamp. Wieczorem, kiedy zapalam niewielką lampkę obok kanapy, cały kącik wypoczynkowy staje się przyjemniejszy.
To również może cię zainteresować: Sprawdziłam 3 razy, bo to chyba błąd. Biedronka ma zestaw kawowy z Chodzieży w takiej cenie, że to musi być pomyłka
Nie zapominałabym też o roślinach. Zielone liście na tle jasnego materiału wyglądają świeżo i naturalnie. W moim salonie postawiłabym większą doniczkę niedaleko okna, ale tak, żeby nie utrudniała rozsuwania zasłon.

Obserwuj nas na Google







