Są takie dodatki do domu, które zamiast wyglądać jak kolejny zakup z sieciówki, przywołują wspomnienia. Dokładnie tak zadziałała na mnie koronkowa firanka z Sinsay za 35,99 zł. Delikatna, półprzezroczysta i ozdobiona drobnymi kwiatami wygląda trochę jak tekstylia, które pamiętam z domu babci, ale w jasnym, współczesnym wnętrzu nabiera zupełnie nowego charakteru. Wystarczyło zawiesić ją w oknie, żeby pokój zrobił się przytulniejszy, bardziej romantyczny i jakby odrobinę spokojniejszy.
Babcia spojrzała na okno i od razu wróciły wspomnienia. Taka koronka kiedyś była w niemal każdym rodzinnym domu
Kiedy pokazałam babci nową firankę, nie zaczęła od pytania o cenę ani o to, gdzie ją kupiłam. Najpierw przyjrzała się delikatnym kwiatom i powiedziała, że „kiedyś takie były”. I rzeczywiście coś w tym jest. Koronkowe firanki przez lata kojarzyły się z domami naszych babć, kuchennymi oknami wychodzącymi na ogród, serwetkami na kredensie i pokojami, w których zawsze pachniało świeżo zaparzoną herbatą. Później na długo ustąpiły miejsca gładkim woalom, roletom i cięższym zasłonom, ale teraz podobna estetyka wraca – tylko w znacznie lżejszym wydaniu.
Zobacz także:
Model, który znalazłam w Sinsay, kosztuje 35,99 zł i ma subtelny kwiatowy wzór. Materiał jest transparentny, dlatego nie tworzy w oknie ciężkiej, zwartej płaszczyzny. Przepuszcza światło i właśnie dzięki temu dekoracja wygląda lekko. W słoneczny dzień wzór jest dyskretny, a kiedy spojrzy się na firankę z bliska, widać niewielkie listki, gałązki i kwiaty. Nie ma tu wielkich ornamentów ani mocno kontrastujących zdobień. Całość przypomina raczej romantyczną koronkę wyciągniętą ze starej szafy z bielizną pościelową. Różnica jest taka, że zamiast urządzać polowanie na vintage na targu staroci, podobny efekt można osiągnąć za kilkadziesiąt złotych.
fot. sinsay.pl
Koronkowe firanki znów pasują do modnych wnętrz. Teraz łączymy je z drewnem, ceramiką i prostymi meblami
Najciekawsze jest to, że taka firanka wcale nie musi oznaczać powrotu do wnętrza sprzed kilku dekad. Wszystko zależy od tego, z czym ją zestawisz. W otoczeniu ciężkich meblościanek, wzorzystych dywanów i wielu dekoracji rzeczywiście mogłaby wyglądać bardzo retro. Jeśli jednak zawiesisz ją przy jasnej ścianie i dodasz naturalne drewno, lniane tekstylia, prostą ceramikę oraz kilka roślin, efekt robi się zupełnie inny. Koronkowa firanka może świetnie odnaleźć się we wnętrzach cottagecore, rustykalnych, romantycznych, vintage, a nawet w delikatniejszej odmianie stylu skandynawskiego.
Chcesz więcej aranżacyjnych inspiracji? W takim razie to też może ci się spodobać: Nie mam miejsca na toaletkę, więc kupiłam sprytne lusterko w Action za 16,95 zł. Ten mini-mebel w stylu japandi ma nawet szufladkę
Szczególnie podoba mi się połączenie jej z rzeczami, które nie są idealne: starą drewnianą komodą, krzesłem znalezionym na targu staroci, glinianymi doniczkami czy ceramicznym dzbankiem. Wtedy pomieszczenie wygląda jak urządzone przez lata, a nie skompletowane podczas jednego popołudnia w centrum handlowym. Kwiatowy motyw dodatkowo dobrze współgra z zielenią. Jeśli masz parapet zastawiony paprociami, pelargoniami, ziołami albo innymi roślinami doniczkowymi, koronka tworzy dla nich bardzo wdzięczne tło. I właśnie tutaj ujawnia się jej największa zaleta – dekoruje okno, ale go wizualnie nie zamyka. To szczególnie ważne w mniejszych pokojach, w których ciężka zasłona potrafi zabrać sporo światła i optycznie pomniejszyć przestrzeń.
Za 35,99 zł można całkowicie odmienić okno. Nie trzeba zmieniać mebli ani przemalowywać ścian
Lubię takie wnętrzarskie zakupy właśnie dlatego, że nie wymagają żadnej rewolucji. Czasami patrzymy na pokój i wydaje nam się, że potrzebuje nowej komody, koloru na ścianach albo drogich dodatków, podczas gdy problem tkwi w pustym, mało przytulnym oknie. Tekstylia potrafią zmienić odbiór całego pomieszczenia szybciej niż niejeden mebel. Firana z Sinsay kosztuje 35,99 zł i jest wyposażona w taśmę, więc można ułożyć materiał w miękkie, regularne fale. Właśnie takie marszczenie szczególnie dobrze wygląda przy koronkowych i kwiatowych tkaninach, bo wzór nie układa się wtedy w płaską taflę, lecz delikatnie zmienia wraz ze światłem.
Ja widziałabym ją przede wszystkim w sypialni, salonie albo niewielkiej kuchni. W sypialni podkreśli romantyczny klimat, w salonie zmiękczy nowoczesne wyposażenie, a w kuchni może dać najbardziej nostalgiczny efekt – szczególnie jeśli w pobliżu stoją drewniane meble, ceramika i doniczki z ziołami. Nie trzeba przy tym kopiować wystroju domu babci jeden do jednego. Wystarczy pojedynczy detal, który ma znajomy charakter, a resztę pozostawić prostą i współczesną.
Ten trend nie polega na urządzaniu mieszkania „po staremu”. Chodzi o dom, który ma ciepło i własną historię
Jeszcze niedawno modne wnętrza miały być niemal perfekcyjne: gładkie fronty, neutralne kolory, minimum przedmiotów i żadnych przypadkowych dekoracji. Teraz coraz chętniej wpuszczamy do mieszkań rzeczy bardziej osobiste, miękkie i trochę nostalgiczne. Koronki, hafty, kwiatowe motywy, falbanki, ceramika czy drewno przestają kojarzyć się wyłącznie ze staromodnym wystrojem. W odpowiednim otoczeniu mogą być właśnie tym elementem, który sprawia, że mieszkanie nie wygląda jak katalog. Firanka za 35,99 zł z Sinsay dobrze wpisuje się w ten kierunek, bo łączy coś znajomego z prostotą, którą łatwo dopasować do współczesnego pokoju. Nie udaje designerskiej dekoracji za kilkaset złotych i chyba właśnie w tym tkwi jej urok.

Obserwuj nas na Google







