Jesienią mój dom zawsze zaczyna pachnieć trochę inaczej. Wracają cynamon, wanilia, jabłko i wszystkie te aromaty, na które latem kompletnie nie mam ochoty. Wieczorami częściej zapalam też małe lampki i świece, bo przy takim świetle salon od razu wydaje mi się przytulniejszy. Lubię przy tym niedrogie dekoracje, które można zmieniać wraz z porą roku i nie wydawać na nie fortuny. Ostatnio taką jesienną drobnostkę znalazłam zupełnie przypadkiem w Dino.
Ceramiczny kominek z Dino poleciła mi sama ekspedientka. Tak tani, że długo nie musiała mnie namawiać
Do Dino wybrałam się na zwykłe zakupy spożywcze i żadnych dekoracji do domu nie miałam tego dnia w planach. Przechodząc obok jednej z półek, zauważyłam jednak ceramiczne kominki zapachowe. Zostało ich dosłownie kilka, więc zatrzymałam się na chwilę i zaczęłam im się przyglądać. Akurat obok przechodziła pracownica sklepu. Chyba zauważyła moje wahanie, bo wspomniała, że klienci naprawdę chętnie je wykupują. Poradziła, że jeżeli któryś mi się podoba, lepiej go wziąć, bo niedługo może już ich nie być.
Zobacz także:
Taki kominek służy do używania z woskiem zapachowym i podgrzewaczem. Dla mnie to fajna alternatywa dla klasycznej świecy, bo mogę zmieniać woski zależnie od tego, na jaki zapach mam danego dnia ochotę. Wystarczy umieścić podgrzewacz wewnątrz, a wosk na górze. Pod wpływem ciepła zaczyna się roztapiać i uwalnia aromat.
Sam wygląd również przekonał mnie do zakupu. Kominek z Dino jest pękaty, ma pionowe żłobienia i trochę przypomina mi formę dyni. Po bokach znajdują się ażurowe wycięcia w kształcie drobnych listków. Kiedy w środku pali się podgrzewacz, jego światło przedostaje się przez otwory i daje bardzo przyjemny efekt. Właśnie po zmroku cała forma nabiera charakteru i mocniej kojarzy mi się z jesiennymi wieczorami.
Cena ostatecznie przesądziła sprawę. Ceramiczny kominek z Dino kosztuje tylko 12,99 zł, więc w tej cenie ciężko było mi go zostawić na półce. Posłuchałam rady ekspedientki i jeden od razu wylądował w moim koszyku.
fot. marketdino.pl
Kominek zapachowy pojawił się w trzech jesiennych kolorach. Ja bez zastanowienia wybrałam pomarańczowy
W Dino pojawiły się trzy warianty kolorystyczne tego kominka. Ja zdecydowałam się na pomarańczowy, bo właśnie on najbardziej przypomina mi małą dynię. Kolor jest ciepły i mocny, dlatego dobrze wygląda wśród brązów, beżów oraz innych jesiennych dekoracji. Postawiony na komodzie czy stoliku nie potrzebuje właściwie wielu dodatków, żeby zwracać uwagę.
Do wyboru jest również czerwony wariant. Ma zdecydowanie bardziej wyrazisty charakter i może być ciekawą opcją dla osób, które jesienią lubią mocniejsze kolory. Przy ciemnym drewnie, brązowych tekstyliach czy złotych dodatkach będzie prezentował się zupełnie inaczej niż pomarańczowy.
Trzecia wersja jest jasna, kremowa. To najbardziej neutralna propozycja z całej trójki i właśnie ją wybrałabym do wnętrza utrzymanego w beżach, bieli czy naturalnych odcieniach drewna. Jasna ceramika ma też tę zaletę wizualną, że ażurowe wycięcia są na niej bardzo dobrze widoczne.
Action też ma hicior na jesienne wieczory. Zobacz: Mąż spojrzał na szafkę i zapytał: "Po co nam ten kamień?". Wieczorem opadła mu szczęka. Lampa wygląda jak pamiątka z gór, a to Action
Kominek na wosk potrzebował jeszcze podgrzewaczy. W Dino znalazłam od razu całe opakowanie za bezcen
Do kominka i tak musiałabym dokupić podgrzewacze, więc ucieszyłam się, gdy zobaczyłam je tuż obok na półce w Dino. Od razu dorzuciłam jedno opakowanie do koszyka. Kosztuje 10,99 zł i mieści 50 sztuk, więc jeden podgrzewacz wychodzi za około 22 grosze.
fot. marketdino.pl
Każdy ma palić się przez około 4 godziny. Podoba mi się też to, że są bezzapachowe, bo w tym przypadku zależy mi na aromacie wosku, a nie na mieszaniu kilku różnych zapachów jednocześnie. Jedno opakowanie powinno wystarczyć mi na sporo jesiennych wieczorów.
Woski zamówiłam już osobno. Postawiłam oczywiście na zapachy, które najmocniej kojarzą mi się z tą porą roku, między innymi cynamon i pumpkin spice latte. Teraz wieczorem wkładam do środka podgrzewacz, dokładam wybrany wosk i po chwili w mieszkaniu zaczyna unosić się jego aromat. Ostatnio robię tak praktycznie codziennie, a jesienny zapach czuć już od progu. Za takie małe domowe przyjemności lubię jesień najbardziej.

Obserwuj nas na Google







