Jesień w domu ma dwa oblicza. Z jednej strony wracają gorąca herbata, spokojniejsze wieczory i ochota na zaszycie się z książką. Z drugiej pojawiają się chłodne podłogi i te poranki, kiedy samo wyciągnięcie ręki spod kołdry wydaje się mało zachęcające. Szczególnie daje mi się to we znaki przed rozpoczęciem sezonu grzewczego. Wtedy zaczynam wyciągać z szafy grubsze skarpety, cieplejszą piżamę i wszystko, czym można się szybko otulić.
Szlafrok z Jysk wygląda jak coś stworzonego na chłodne poranki. Długi fason otula niemal całe ciało
Ostatnio zwróciłam uwagę na ciemnoszary szlafrok Lerum z Jysk. Nie chodzi nawet o jakieś wymyślne detale. Wręcz przeciwnie, spodobało mi się to, że wygląda bardzo prosto i konkretnie. Jest długi, puchaty i ma kaptur, czyli dokładnie to, czego szukam, kiedy o siódmej rano w mieszkaniu jest zdecydowanie chłodniej, niż bym sobie życzyła.
Zobacz także:
Długi krój ma dla mnie sporą przewagę nad krótkimi szlafrokami. Gdy siedzę przy stole ze śniadaniem albo piję pierwszą kawę, nie marzną mi nogi. To drobiazg, ale jesienią szybko można docenić różnicę. W moim przypadku krótkie modele zawsze kończyły się tym, że dodatkowo owijałam nogi kocem. Tutaj sam fason wygląda na znacznie bardziej praktyczny na chłodniejszą część roku.
fot: jysk.pl
Jest też kaptur. Przy mokrych włosach po porannym prysznicu albo po prostu wtedy, gdy w domu jest naprawdę rześko, taki dodatek ma sens. Nie trzeba od razu zakładać go na głowę. Już sam większy, miękko wyglądający kołnierz sprawia, że okolice szyi są lepiej osłonięte.
Do tego dochodzi wiązanie w pasie i kieszenie. Lubię szlafroki z paskiem, bo mogę dopasować je do siebie i nie zastanawiać się co chwilę, czy coś się rozsunęło. Kieszenie z kolei wykorzystuję do najbardziej przyziemnych rzeczy. Telefon, gumka do włosów czy chusteczka nie muszą leżeć w przypadkowym miejscu, kiedy krzątam się rano po mieszkaniu.
Ciemnoszary kolor jest praktyczny na co dzień. Ten szlafrok z Jysk nie potrzebuje zbędnych ozdobników
Domowe ubrania mają u mnie ciężkie życie. W szlafroku robię kawę, przygotowuję śniadanie, czasem zaczynam porządki, a w wolny dzień potrafię chodzić w nim znacznie dłużej, niż początkowo planowałam. Dlatego jasne, śnieżnobiałe modele, choć ładnie wyglądają na zdjęciach, nie zawsze wydają mi się najbardziej praktyczne.
Ciemnoszary kolor szlafroka z Jysk jest pod tym względem znacznie bardziej uniwersalny. Wygląda spokojnie, pasuje właściwie do każdej piżamy i nie kojarzy mi się wyłącznie z hotelowym pokojem. Nie ma tu też wzorów czy mocnych kolorów, które po jednym sezonie mogą zacząć się nudzić.
Jeżeli często marzniecie, sprawdźcie to: Znalazłam jesienny hit dla zmarźluchów. Teraz mam 150 cm grzejącego cudeńka i pilot pod ręką. Rachunki za ogrzewanie pójdą w dół
Szlafrok Lerum dostępny jest w rozmiarze L/XL. To ważna informacja przed zakupem, bo w przypadku domowego okrycia swoboda jest szczególnie istotna. Sama nie lubię, kiedy szlafrok jest zbyt ciasny i ogranicza ruchy podczas przygotowywania śniadania czy wykonywania zwykłych domowych czynności. Przed zamówieniem warto więc sprawdzić, czy ten rozmiar będzie odpowiedni.
Cena szlafroka Lerum jest teraz niższa. Przy zakupie warto jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz
Szlafrok z Jysk kosztuje obecnie 32,50 zł za sztukę. Na stronie sklepu widnieje obniżka o 31 procent względem najniższej ceny z 30 dni przed promocją, która wynosiła 47,50 zł. Podana cena regularna to natomiast 79,95 zł. Przy produkcie pojawia się również informacja „do wyczerpania zapasów”. To akurat istotny szczegół. Nie ma podanego konkretnego terminu zakończenia promocji, więc nie będę udawać, że wiadomo, do którego dnia można kupić szlafrok w tej cenie.
I właśnie przy takich domowych zakupach staram się patrzeć przede wszystkim na to, czy dana rzecz rzeczywiście będzie używana. Szlafrok nie jest przecież czymś, co koniecznie trzeba wymieniać co sezon. Gdy jednak stary zrobił się cienki, jest za krótki albo od dawna nie daje przyjemnego uczucia otulenia, jesień jest dobrym momentem, żeby pomyśleć o zmianie.
Mnie przekonuje przede wszystkim połączenie długiego fasonu, kaptura, kieszeni i wiązania. To rzeczy, które naprawdę przydają się w zwykłym życiu. Widzę taki szlafrok nie tylko podczas leniwego weekendu. Przyda się po kąpieli, podczas robienia śniadania, wieczornego oglądania telewizji czy pierwszej kawy wypijanej w kuchni, zanim mieszkanie zdąży się trochę nagrzać.
Odkąd poranki zrobiły się chłodniejsze, coraz częściej mam ochotę zabrać ze sobą kołdrę do kuchni. Oczywiście nie zamierzam tego robić. Długi, puchaty szlafrok wydaje się zdecydowanie wygodniejszym rozwiązaniem. I przynajmniej mam wolne ręce, żeby zrobić sobie kawę.

Obserwuj nas na Google







