Mam wrażenie, że jesienią podłogi brudzą się dwa razy szybciej niż latem. Wystarczy kilka deszczowych dni, żeby w przedpokoju pojawiły się ślady butów, a w kuchni co chwilę trzeba było coś przecierać. Do tego okruszki pod stołem, plamy po gotowaniu i zwyczajny kurz, który zbiera się niezależnie od tego, jak często sprzątamy. Przyznam, że najbardziej w myciu podłóg nie przepadam za przygotowaniami do tej czynności. Wyciąganie wiadra, nalewanie wody, odmierzanie płynu, a później płukanie i wykręcanie mopa potrafią zniechęcić. Właśnie dlatego zaczęłam przyglądać się urządzeniom parowym.

Mopy parowe coraz częściej zastępują tradycyjne rozwiązania. Gorąca para pomaga rozprawić się z codziennym brudem

Przez lata byłam przyzwyczajona do zwykłego mopa. Najpierw odkurzanie albo zamiatanie, później wiadro z wodą i płynem, a na koniec czekanie, aż podłoga wyschnie. Niby nic skomplikowanego, ale przy większym mieszkaniu robi się z tego całkiem sporo pracy. Właśnie dlatego zainteresowały mnie mopy parowe, które zamiast tradycyjnego roztworu czyszczącego wykorzystują gorącą parę wodną. Urządzenie podgrzewa wodę znajdującą się w zbiorniku, a następnie kieruje parę na czyszczoną powierzchnię przez odpowiednią nakładkę.

Zobacz także:

Ciepło i wilgoć pomagają rozluźniać zabrudzenia, szczególnie zaschnięte ślady i tłuste osady. Brud zbierany jest przez nakładkę, którą po sprzątaniu trzeba wyczyścić zgodnie z zaleceniami producenta. Dla mnie największą zaletą jest możliwość ograniczenia stosowania detergentów. W przypadku wielu urządzeń parowych do czyszczenia wystarcza sama woda.

Mop parowy Leifheit z Action kosztuje 5 razy mniej niż hit od Kärcher. Ma przewód o długości 7 metrów i 3 lata gwarancji

Przeglądając ofertę Action, natrafiłam na myjkę parową Leifheit CleanTenso Power za 269 zł. To właśnie ten model zwrócił moją uwagę, ponieważ wygląda jak pełnowymiarowy mop do podłóg, a kosztuje znacznie mniej niż niektóre droższe urządzenia parowe, m.in. hit od Kärcher SC 5 EasyFix Iron Plug EU za ponad 1400 zł.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

Sprzęt ma biało-turkusową kolorystykę, długi uchwyt, prostokątną głowicę czyszczącą i konstrukcję, która przypomina pionowy mop. Nie trzeba więc klękać na podłodze ani szorować jej ręcznie niewielką szczotką. Moc urządzenia wynosi 1300 W. Bardzo spodobał mi się też przewód o długości 7 metrów. Przy sprzątaniu to naprawdę praktyczna cecha. Kto choć raz mył podłogi urządzeniem z krótkim kablem, ten wie, jak denerwujące jest ciągłe przepinanie wtyczki między gniazdkami.

Długi przewód może pozwolić na wygodne umycie większej części pokoju albo przejście z kuchni do przedpokoju bez przerywania pracy. Oczywiście rzeczywisty zasięg zależy od rozmieszczenia gniazdek i układu mieszkania, ale siedem metrów daje całkiem sporą swobodę. Według opisu urządzenie nadaje się do różnych rodzajów podłóg. Ja mimo wszystko zaczęłabym od sprawdzenia instrukcji oraz zaleceń dotyczących konkretnej powierzchni. Kolejną rzeczą, która zwróciła moją uwagę, jest 3-letnia gwarancja podana w ofercie Action. Przy zakupie sprzętu elektrycznego to istotna informacja.

Sprzątanie parą może pomóc ograniczyć wydatki na detergenty. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach

W mopach parowych najbardziej przekonuje mnie możliwość uproszczenia całego sprzątania. W zwyczajny dzień nie mam ochoty poświęcać godziny na mycie podłóg. Wolę zrobić to sprawnie i zająć się czymś przyjemniejszym. Zwłaszcza jesienią, kiedy do domu ciągle wnosi się piasek, wilgoć i błoto, a podłogi brudzą się szybciej niż latem.

Wyobrażam sobie, że taki sprzęt najlepiej sprawdziłby się u mnie w kuchni. To pomieszczenie, w którym podłoga wymaga częstego przecierania. Podczas gotowania zdarza się coś rozlać, rozsypać mąkę albo zostawić ślady po mokrych butach. Gorąca para mogłaby pomóc przy części zaschniętych zabrudzeń na płytkach.

To również może cię zainteresować: Nie wydaję fortuny na fachowca, sama robię sobie nowe ściany w mieszkaniu. Wystarczy 1 popołudnie i to cudeńko z Sinsay

W łazience przydałby się natomiast do regularnego mycia podłogi wokół umywalki i wanny. Tam często zostają ślady po wodzie, kosmetykach i mokrych stopach. Podoba mi się pomysł, żeby zamiast wyciągać wiadro, odmierzać płyn i później wszystko płukać, po prostu napełnić zbiornik urządzenia wodą. Oczywiście mop parowy też wymaga przygotowania i późniejszego wyczyszczenia nakładki, ale przy częstym sprzątaniu taka zmiana mogłaby być wygodna. Dużą zaletą jest też to, że przy czyszczeniu samą wodą można ograniczyć zakupy płynów do podłóg.