Mamy dopiero połowę lata, ale wieczory powoli zaczynają przypominać mi, że jesień wcale nie jest tak odległa. Właśnie wtedy najczęściej wracam do domowych sposobów na stworzenie przytulnej atmosfery. Nie chodzi nawet o wielkie zmiany w wystroju – czasami wystarczy cieplejsze światło, miękki koc i znajomy aromat unoszący się w pomieszczeniu. Zapach kawy sprawdza się tutaj wyjątkowo dobrze, bo od razu kojarzy mi się ze spokojnym porankiem albo małą kawiarnią. Co najlepsze, nie potrzebuję do tego kolejnego drogiego odświeżacza czy zapachowej świecy.

Domowy zapach z kawy to mój sposób na przytulne wnętrze. Jesienią wracam do niego szczególnie często

Przez długi czas wydawałam całkiem sporo na świece zapachowe, dyfuzory i kolejne buteleczki z patyczkami. Wystarczyło, że na rynku pojawiła się jakaś nowość, a od razu miałam ochotę ją przetestować i przekonać się, jak będzie pachniała w moim domu. Nadal lubię gotowe zapachy, ale odkąd odkryłam patent z kawą, znacznie rzadziej po nie sięgam. Wystarczy kilka garści ziaren i niewielka świeczka, żeby wprowadzić do wnętrza zupełnie inny klimat. Nie oczekuję od tego efektu intensywnych perfum – chodzi raczej o delikatny, znajomy aromat kawy, który dobrze komponuje się z wieczorną atmosferą.

Zobacz także:

Latem ustawiam taką dekorację przede wszystkim podczas spokojnych wieczorów, ale zdecydowanie najczęściej korzystam z niej jesienią. Kiedy za oknem szybciej robi się ciemno, zapalam kilka lampek, wyciągam koc i właśnie wtedy kawowy aromat pasuje mi najbardziej. Od razu kojarzy się z czymś ciepłym, przytulnym i trochę kawiarnianym. Szczególnie lubię ustawić świecznik na stoliku w salonie, gdzie poza zapachem daje również niewielki punkt światła.

Do przygotowania naturalnego zapachu do domu wystarczą dwa świeczniki. Ziarna kawy stają się przy okazji dekoracją

Najlepiej sprawdzają mi się dwa klasyczne, szklane świeczniki w różnych rozmiarach. Mniejszy musi swobodnie mieścić się wewnątrz większego, zostawiając dookoła trochę wolnej przestrzeni. Wstawiam go do środka, a następnie wsypuję ziarna kawy do większego naczynia tak, aby otoczyły mniejszy świecznik. Dopiero do wewnętrznego wkładam świeczkę typu tealight. Kiedy ją zapalam, ciepło delikatnie ogrzewa znajdujące się dookoła ziarna, dzięki czemu ich charakterystyczny aromat staje się wyraźniejszy i zaczyna rozchodzić się po pomieszczeniu.

fot. Room 76 Photography/Adobe Stock

Dwa osobne naczynia są tutaj ważne przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo. Nie wsypuję ziaren bezpośrednio wokół tealighta i nie pozwalam, aby kawa miała kontakt z płomieniem. Szklany, wewnętrzny świecznik tworzy barierę między świecą a ziarnami. Całość zawsze ustawiam też na stabilnej, odpornej na ciepło powierzchni i nie zostawiam zapalonej świecy bez nadzoru.

Podoba mi się, że ten patent nie wygląda jak prowizoryczny domowy odświeżacz. Przez przezroczyste szkło widać brązowe ziarna, a światło świecy tworzy między nimi ciepłe refleksy. Można wykorzystać zwykłe bezbarwne naczynia, które często stoją zapomniane w szafce, zamiast kupować specjalną dekorację. Po zgaszeniu świeczki kompozycja nadal dobrze prezentuje się na stole czy komodzie.

To też może cię zainteresować: Wkładam kawałek kredy do szuflady z ubraniami. Nie spodziewałam się, że zadziała właśnie w ten sposób

Kawa jako pochłaniacz zapachów przydaje się również w lodówce. Wystarczy niewielkie otwarte naczynie

Ziarna kawy wykorzystuję nie tylko dla ich aromatu. Mogą przydać się również tam, gdzie zamiast dodawać kolejny zapach, chcę ograniczyć te mniej przyjemne. Jednym z takich miejsc jest lodówka, w której aromaty różnych produktów potrafią szybko się wymieszać. Niewielką porcję kawy można wsypać do otwartego naczynia i postawić na jednej z półek.

Kawa jako pochłaniacz zapachów nie zastąpi oczywiście regularnego mycia lodówki ani usuwania produktów, które zaczynają się psuć. Traktuję ją raczej jako prosty dodatek pomagający ograniczyć nieprzyjemne aromaty pomiędzy kolejnymi porządkami. Co jakiś czas trzeba też wymienić ją na świeżą porcję, zamiast trzymać te same ziarna miesiącami.