Mam słabość do naczyń, które nie wyglądają jak wszystkie inne na sklepowej półce. W domu nie potrzebuję dwunastu identycznych filiżanek. Wolę mieć kilka różnych i wybierać je zależnie od nastroju. Jednego dnia piję kawę z dużego kubka, a w niedzielne popołudnie wyciągam coś delikatniejszego. Ostatnio właśnie taki drobiazg wpadł mi w ręce podczas zakupów w Pepco. Niebieskie róże na jasnym tle natychmiast przypomniały mi naczynia, które kiedyś oglądałam w kredensie u babci.
Koleżanka obejrzała niebieskie róże i była pewna, że filiżanka ma swoje lata. Tymczasem znalazłam ją podczas zwykłych zakupów w Pepco
Postawiłam ją na stole przy kawie i właściwie nie musiałam nic mówić. Koleżanka sama wzięła filiżankę do ręki i zaczęła oglądać kwiatowy wzór. Po chwili zapytała, czy to jakieś znalezisko z targu staroci. Przyznam, że dokładnie na takie skojarzenie liczyłam. Filiżanka z Pepco ma jasne tło ozdobione niebieskimi motywami kwiatowymi. Widać róże, drobniejsze kwiatki oraz gałązki z listkami. Wzór nie jest geometryczny ani minimalistyczny. Wyraźnie nawiązuje do dekoracyjnych naczyń, które pamiętam z dawnych serwisów kawowych.
Zobacz także:
Do tego dochodzi kształt samej filiżanki. Nie jest prostym kubkiem z dużym uchem. Ma niewielką nóżkę, rozszerzającą się czaszę i kanciaste uszko. Całość uzupełnia pasujący spodek. Na jego powierzchni również pojawiają się niebieskie kwiaty, więc zestaw wygląda spójnie. Dopiero kiedy powiedziałam, że znalazłam go w Pepco, koleżanka przestała szukać śladów wieku na spodzie naczynia. I właśnie to podoba mi się w tym komplecie najbardziej. Nie próbuje być nowoczesny. Wygląda trochę jak rzecz wyciągnięta z kredensu, ale jest nowym produktem.
fot. mat. własne Story.pl
To nie przypadkowy kubek z nadrukiem, ale komplet z dopasowanym spodkiem. Na opakowaniu znalazłam też informację o New Bone China
Przy zakupie odwróciłam opakowanie, bo chciałam sprawdzić, z czym dokładnie mam do czynienia. Na etykiecie widnieje oznaczenie New Bone China. Dla mnie ważniejsze jest to, że wiem, jak produkt został oznaczony i mogę świadomie zdecydować, czy mi odpowiada. Na etykiecie można również odczytać pojemność 220 ml oraz średnicę spodka wynoszącą 16 cm. To rozmiar, który pasuje mi do popołudniowej kawy albo herbaty. Filiżanka nie jest wielkim kubkiem, do którego wlewam napój na pół dnia. Ma bardziej klasyczne proporcje i właśnie dlatego dobrze współgra z całą stylistyką.
Szukasz aranżacyjnych inspiracji? To warto sprawdzić: Myślałam, że w tej cenie nie kupię nawet pół stolika, a w Jysk wyrwałam 2. Jak naturalny dąb i można schować jeden pod drugim
Największą różnicę robi jednak spodek. Bez niego byłaby to po prostu ładna kwiatowa filiżanka. Po ustawieniu na spodku zaczyna przypominać część całego serwisu. Od razu widzę ją na stole obok małego dzbanuszka, cukiernicy i talerzyka z ciastem. Nie potrzebuję zresztą kompletować całej zastawy. Jedna taka filiżanka może być moją ulubioną do kawy. Dwie sprawdzają się podczas spotkania z koleżanką. Przy większej liczbie można już stworzyć stół utrzymany w jednym stylu. Niebiesko biała kolorystyka ułatwia zadanie, bo nie wymaga wielu dodatkowych dekoracji.
fot. mat. własne Story.pl
Cena sprawiła, że jeszcze raz zerknęłam na etykietę. Filiżanka ze spodkiem w Pepco kosztuje 27 zł
Za filiżankę ze spodkiem w Pepco zapłacimy 27 zł, co można odczytać bezpośrednio z etykiety widocznej na opakowaniu. To właśnie ten szczegół najbardziej rozbawił moją koleżankę. Po jej pytaniu o targ staroci spodziewała się zupełnie innej historii zakupu. Mnie natomiast spodobało się, że nie muszę szukać po antykwariatach, żeby uzyskać podobny wizualny efekt. Zakupy z drugiej ręki bardzo lubię, ale mają swoją specyfikę. Czasami znajduję piękną pojedynczą filiżankę, ale nie ma do niej spodka. Innym razem trafiam na spodek, do którego nic nie pasuje. Tutaj od razu dostaję parę.
Widzę w tym zestawie także pomysł na drobny prezent. Nie trzeba od razu kupować całego serwisu. Filiżanka, dobra herbata albo kawa i niewielka paczka słodyczy tworzą prosty zestaw dla mamy, babci czy koleżanki. Szczególnie gdy wiem, że dana osoba lubi kwiatowe naczynia i bardziej klasyczne wzory. Przed zakupem dokładnie obejrzałabym konkretny egzemplarz. Przy dekorowanych naczyniach sprawdzam rant, uszko i spodek, żeby mieć pewność, że wszystko wygląda tak, jak powinno. To drobiazg, który zajmuje kilkanaście sekund, a później nie muszę wracać z produktem do sklepu.
Niebieskie kwiaty aż proszą się o spokojną oprawę na stole. Ja zestawiam tę filiżankę z bielą, lnem i prostym szkłem
Tak ozdobne naczynie nie potrzebuje konkurencji. Gdy stawiam je na stole, rezygnuję z obrusu w duże wzory. Wybieram jasną powierzchnię albo jednolity bieżnik. Dzięki temu niebieskie kwiaty pozostają dobrze widoczne. Bardzo podoba mi się połączenie takiej filiżanki z białymi talerzykami, przezroczystym szkłem i lnianą serwetką. Na stole może pojawić się również niewielki bukiet, ale wybieram wtedy proste kwiaty bez wielu kolorów. Nie próbuję odtwarzać babcinego kredensu jeden do jednego. Wolę połączyć jeden element w stylu vintage z rzeczami, których używam na co dzień.
Filiżankę widzę również na otwartej półce w kuchni. Jest na tyle dekoracyjna, że nie muszę chować jej po każdym użyciu do szafki. Niebieski wzór na jasnym tle sam staje się małą ozdobą, szczególnie jeśli obok stoją białe naczynia. A koleżanka? Nadal twierdzi, że gdybym nie powiedziała jej, skąd pochodzi ten komplet, uwierzyłaby w historię o targu staroci. Mnie to wystarcza. Lubię przedmioty, które wywołują pytania, ale nie wymagają wydawania dużych pieniędzy ani godzin poszukiwań. Czasami takie małe odkrycie czeka po prostu na sklepowej półce między zwyczajnymi zakupami.

Obserwuj nas na Google







