Pod koniec lata powoli odkładam na bok lekkie, wakacyjne zapachy i zaczynam rozglądać się za czymś bardziej otulającym. Jesienią szczególnie lubię kompozycje z odrobiną słodyczy, które kojarzą mi się z miękkimi swetrami, chłodniejszymi porankami i kubkiem dobrej kawy. Nadal jednak zależy mi na owocowej świeżości, dzięki której perfumy nie stają się zbyt ciężkie. Najchętniej szukam więc zapachów łączących te dwa światy i nadających się zarówno na co dzień, jak i na wieczorne wyjście. W tym roku taką kompozycję znalazłam zupełnie przypadkiem na wyprzedaży w Rossmannie.

Perfumy Jimmy Choo znalazłam na wyprzedaży w Rossmannie. Ten luksusowy flakon kosztuje teraz niewiele

Przeglądałam internetową ofertę Rossmanna w poszukiwaniu jesiennych zapachów, kiedy moją uwagę przyciągnęły perfumy Jimmy Choo. Najpierw zauważyłam sam flakon. Zaokrąglony, wykonany z przezroczystego szkła i ozdobiony charakterystycznymi wypukłościami. Delikatny różowy odcień zestawiono z czarnym, geometrycznym korkiem, dzięki czemu całość wygląda elegancko, ale nie przesadnie ozdobnie. Równie efektowne jest pudełko z motywem przypominającym skórę węża. Zdecydowanie jest to jeden z tych flakoników, których nie miałabym ochoty chować w szufladzie.

Zobacz także:

Jimmy Choo kojarzyłam przede wszystkim jako luksusową markę słynącą z butów i akcesoriów, dlatego tym bardziej zainteresowała mnie jej zapachowa propozycja, a promocyjna cena mocno mnie zaskoczyła. Wcześniej flakon o pojemności 40 ml kosztował 239,99 zł, a teraz można kupić go za 109,99 zł. Różnica wynosi aż 130 zł, więc zamiast długo się zastanawiać, zdecydowałam się na zamówienie. Promocja trwa do 26 sierpnia lub do wyczerpania zapasów, dlatego uznałam, że nie ma sensu odkładać decyzji na później.

Szybko okazało się, że zakup w ciemno był wyjątkowo udany. Perfumy te mają w sobie słodycz, której szukałam na nadchodzące chłodniejsze dni, ale jednocześnie nie przypominają ciężkich, przytłaczających kompozycji. Na dodatek piękny flakon rzeczywiście prezentuje się świetnie na półce. Za niemal 100 zł udało mi się więc upolować w Rossmannie zapach luksusowej marki, który spokojnie widzę w roli mojego jesiennego ulubieńca.

fot. rossmann.pl

Perfumy na jesień pachną gruszką, orchideą i słodkim toffi. Z czasem stają się cieplejsze i bardziej otulające

Pierwsze skrzypce gra tutaj gruszka połączona ze słodką włoską pomarańczą. Początek jest więc owocowy, soczysty i przyjemnie słodki, ale po chwili zapach zaczyna się zmieniać. W sercu pojawia się orchidea tygrysia, która dodaje kompozycji bardziej eleganckiego charakteru. Najbardziej jesienna jest jednak dla mnie baza, w której znalazły się toffi i indonezyjska paczula. Właśnie to połączenie daje mi skojarzenie ze słodką gruszką zanurzoną w karmelu.

Nie jest to jednak typowo deserowy zapach, który pachnie wyłącznie cukrem. Owocowe nuty przełamują słodycz, a paczula dodaje całości głębi, dzięki czemu perfumy mają ciekawszy charakter. Jesienią takie kompozycje lubię szczególnie, bo dobrze współgrają z grubszymi tkaninami, swetrami, płaszczami i bardziej stonowanymi stylizacjami. Jednocześnie gruszka sprawia, że mogę zacząć używać tych perfum już teraz, pod koniec lata. Nie muszę czekać na pierwsze naprawdę chłodne dni, żeby pasowały do sezonu.

Ten krem też jest warty uwagi. Zobacz: Dziennie tylko 5 groszy, a złoto i 3 ceramidy w składzie. Ideał pań 60+ pod oczy na kurze łapki

Perfumy z Rossmanna zaskoczyły mnie również trwałością. Na ubraniach wyczuwam je nawet po kilku dniach

Właśnie trwałość jest jednym z powodów, dla których wolę raz na jakiś czas kupić droższy flakon niż co chwilę sięgać po bardzo tanie perfumy. Z mojego doświadczenia wynika, że częściej jestem zadowolona z zapachów luksusowych marek, choć sama cena oczywiście niczego nie gwarantuje. Dużo zależy od kompozycji, stężenia oraz tego, jak konkretne nuty współgrają z naszą skórą. Te same perfumy mogą na dwóch osobach rozwijać się trochę inaczej, dlatego zawsze warto dać im chwilę po aplikacji.

Jimmy Choo pod tym względem trafiły u mnie w dziesiątkę. Psikam się nimi rano i zapach pozostaje ze mną przez wiele godzin, więc nie czuję potrzeby ciągłego dokładania kolejnych porcji w ciągu dnia. Co więcej, na ubraniach potrafię wyczuć go nawet kilka dni później – szczególnie na marynarce czy swetrze. Odkąd zaczęłam ich używać, kilka razy usłyszałam też komplementy i pytania o to, czym pachnę. Dla mnie to najlepsze potwierdzenie, że zapach rzeczywiście jest wyczuwalny, a nie znika chwilę po wyjściu z domu.

Właśnie dlatego lubię polować na droższe perfumy podczas dużych wyprzedaży. Nie muszę płacić pełnej ceny, a nadal dostaję zapach, po który później z przyjemnością sięgam przez wiele miesięcy. W przypadku Jimmy Choo zamiast 239,99 zł zapłaciłam 109,99 zł, więc taka okazja zdecydowanie była warta wykorzystania. Jesienny zapach mam już wybrany.