Urządzanie małego salonu potrafi być niezłą łamigłówką. Z jednej strony chcę mieć pod ręką wszystkie potrzebne meble, z drugiej każdy dodatkowy centymetr zajętej podłogi szybko zaczyna przeszkadzać. Przekonałam się też, że czasem wystarczy wymienić jeden element wyposażenia, żeby całe pomieszczenie stało się znacznie wygodniejsze. Wcale nie musi przy tym ucierpieć jego wygląd. Moje ostatnie znalezisko udowodniło mi, że niewielki mebel może być jednocześnie praktyczny i naprawdę stylowy.
Stolik z Jysk wygląda, jakby powstał specjalnie do mojego mikrosalonu. Na wyprzedaży oszczędziłam 144 zł
Przeglądałam stronę Jysk właściwie z myślą o nowych dodatkach do domu. Meble nie znajdowały się wysoko na mojej liście, bo mój salon jest tak mały, że ledwo mieści się w nim to, co już mam. Kiedy jednak wśród nowości zobaczyłam stolik LYNGVIG, po prostu przepadłam. Do tej pory przed moją kanapą stał znacznie większy stolik kawowy, który zabierał sporo cennej przestrzeni. Zaczęłam więc zastanawiać się, czy nie lepiej zastąpić go czymś znacznie bardziej kompaktowym.
Zobacz także:
Stolik ten ma kwadratowy blat o wymiarach 45 x 45 cm, a jego wysokość wynosi 50 cm. Po ustawieniu przed kanapą wygląda, jakby ktoś dopasował go dokładnie do mojego niewielkiego wnętrza. Wreszcie mogę swobodnie przejść obok mebli i nie mam wrażenia, że stolik zajmuje pół pokoju. Urzekł mnie również jego design. Ciemnodębowy kolor przypomina głęboki, czekoladowy brąz i prezentuje się bardzo elegancko. Prosta forma sprawia natomiast, że mebel nie przytłacza niewielkiej przestrzeni.
Praktycznym dodatkiem okazała się półka umieszczona pod blatem. Na górze mogę zostawić kubek z herbatą, pilot czy telefon, a niżej położyć książkę, czasopisma albo pudełko z ładowarkami i innymi drobiazgami. W mikrosalonie takie dodatkowe miejsce do przechowywania jest dla mnie na wagę złota. Do zakupu ostatecznie przekonała mnie wyprzedaż. Stolik kosztował regularnie 369 zł, a ja zamówiłam go za 225 zł. W kieszeni zostały mi więc 144 zł, a promocja ma obowiązywać do 30 sierpnia.
fot. jysk.pl
Dębowy stolik kawowy urzekł mnie naturalnym wykończeniem. Wiem, że posłuży mi przez lata
Przy zakupie zwróciłam uwagę również na materiały, bo zależało mi na meblu, który nie będzie wyglądał jak przypadkowy, tani dodatek. Nogi oraz dolną półkę wykonano z litego dębu, natomiast blat powstał z płyty wiórowej pokrytej dębową okleiną. Całość wykończono matowym lakierem. Dzięki temu zachowany został naturalny charakter drewna. Maksymalne obciążenie stolika wynosi 20 kg, więc jak na tak niewielki mebel daje całkiem spore możliwości.
Dąb od lat kojarzy mi się z meblami, które nie starzeją się wizualnie po jednym sezonie. Ma charakterystyczny rysunek, prezentuje się szlachetnie, a wykonane z niego elementy są cenione za solidność i trwałość. Sam stolik waży 6 kg, więc jest stabilny, ale w razie potrzeby bez większego problemu mogę przestawić go w inne miejsce.
Małe mebelki do salonu ma też Action. Zerknij na ten boski puf: Weszłam do Action i własnym oczom nie wierzyłam. Pluszowy, obły i jak z showroomu. Ten mebel premium odmienił mój salon
Stolik do małego salonu nie musi być nudny. Czekoladowe drewno pięknie ociepla moje wnętrze
Mój salon urządziłam dość prosto i przytulnie, z dużą ilością neutralnych barw oraz naturalnych akcentów. Nie chciałam zagracać tak małej przestrzeni dekoracjami, dlatego wolę, kiedy same meble mają ciekawy kolor lub fakturę. Czekoladowy odcień stolika świetnie spełnia to zadanie – wprowadza mocniejszy akcent, ale jednocześnie nie wygląda ciężko. Naturalny rysunek dębu dodatkowo przełamuje prostotę pozostałego wyposażenia.
Taki mebel widziałabym jednak nie tylko w moim salonie. Dzięki prostej konstrukcji dobrze odnalazłby się w aranżacjach japandi, gdzie liczą się naturalne materiały i oszczędne formy, ale pasowałby również do wnętrz skandynawskich w nieco cieplejszym wydaniu. Ciemne drewno świetnie współgra też ze stylem mid-century modern oraz klasycznymi aranżacjami. Wystarczy zmienić stojącą na blacie lampę, ceramikę czy inne dodatki, żeby nadać mu zupełnie inny charakter. Dla mnie najważniejsze pozostaje jednak to, że wreszcie odzyskałam trochę przestrzeni, nie rezygnując z miejsca na poranną kawę czy wieczorną herbatę.

Obserwuj nas na Google







